Podczas gwałtu nie można zajść w ciążę? Hoser pierwszy tego nie wymyślił, ale... "pomylił kobietę z królikiem"

Abp. Henryk Hoser twierdzi, że ciąże z gwałtu praktycznie nie istnieją.
Abp. Henryk Hoser twierdzi, że ciąże z gwałtu praktycznie nie istnieją. Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
Abp Hoser wysnuł tezę, że szanse, aby gwałcona kobieta zaszła w ciążę są minimalne. Miałoby to wynikać ze stresu, który uniemożliwia poczęcie. Skoro nie istnieją ciążę z gwałtów, nie ma potrzeby, aby prawo dopuszczało aborcję z tego powodu. Proste prawda? A co na to ludzie, którzy mieli okazję trochę lepiej poznać funkcjonowanie narządów rozrodczych?

Arcybiskup Henryk Hoser znalazł sposób na rozstrzygnięcie problemu ciąży z gwałtu. Podkreślił, że gwałt to bardzo bolesna sytuacja, po czym stwierdził, że ciąże po takim zajściu zdarzają się rzadko. Z przekonaniem wyjaśnił też, dlaczego tak się dzieje.



– Fizjologia, która jest narażona na tak duży stres, działa w sposób przeciwny możliwości zapłodnienia. Wiadomo, że stres, niepokój, jest jedną z przyczyn psychologicznych niepłodności – mówił.

Przed arcybiskupem był kongresmen z USA

Polski arcybiskup nie jest pierwszym piewcą tej teorii. Kilka lat wcześniej niemal identycznej wypowiedzi udzielił Todd Akin, konserwatywny kongresmen z Missouri. Zdaniem Akina, organizm kobiety ma sposoby na blokowanie zapłodnienia. Ta wypowiedź spotkała się z krytyką ze strony Baracka Obamy, a Mitt Romney oficjalnie odciął się od słów kongresmena.

Na polskim podwórku takie teorie próbowała forsować dr Urszula Dudziak z Instytutu Nauk o Rodzinie KUL (jest psychologiem i teologiem). „W zwykłych warunkach zajście w ciążę jest możliwe w czasie owulacji ze współżycia podjętego podczas kilku dni okołoowulacyjnej fazy płodnej. Stres spowodowany gwałtem, związany z wyrzutem prolaktyny hamującym lub opóźniającym jajeczkowanie, znacznie skraca tę możliwość. (…) Spowodowane stresem opóźnienie owulacji może sprawić, że nawet plemniki złożone na początku występowania dni ze śluzem płodnym mogą nie dożyć do dnia owulacji” – pisała w 2007 roku na łamach „Naszego Dziennika”.

Logika każe się zastanowić, dlaczego, w takim razie ci sami ludzie protestują przeciwko możliwości przerywania ciąży z gwałtu. Skoro ich praktycznie nie ma, powinien to być zupełnie nieistotny przepis. Abstrahując od tego, porównajmy te opinie z wiedzą lekarską.

Gwałtowny stres a ciąża

Rzeczywiście stres jest wiązany z niepłodnością. Nie chodzi jednak o nagłe sytuacje, ale o długotrwałe narażenie na negatywne emocje. Może to przełożyć się na równowagę hormonalną i prowadzić do zaburzenia cyklu owulacyjnego. W skrajnych przypadkach stres obniża poziom progesteronu i uniemożliwia zagnieżdżenie się zarodka. Przy okazji obniża też libido.

Również hiperprolaktynemia, czyli nadmiar prolaktyny, nie jest czymś co spada na człowieka nagle. Jako przyczyny, endokrynolodzy wymieniają zażywanie leków, choroby tarczycy i guzy wewnątrz czaszki.

Jak wyglądają liczby? Na kilkaset przeprowadzanych rocznie aborcji w Polsce, tylko kilka związanych jest z gwałtem (dane Ministerstwa Zdrowia). W 2013 takich przypadków było 3, rok później 2. Z drugiej strony, ze statystyk przytoczonych w publikacji „Gender Violence: Interdisciplinary Perspectives” wynika, że w krajach, w których aborcji nie dopuszcza się w przypadku gwałtu i kazirodztwa, 90 proc. dziewcząt, które w ciąże zaszły przed 15. rokiem życia, zapłodnionych zostało podczas gwałtu.

Takie teorie nauka uznawała... setki lat temu

Prof. Romuald Dębski, ginekolog prowadzący klinikę Debski Clinic uważa, że gwałt nie jest sytuacją, która zmniejszałaby szansę na ciążę. Nie przypomina też sobie żadnych prac naukowych, które przedstawiałyby wyżej cytowane teorie. Trudno byłoby zresztą stworzyć statystyki, ponieważ, zdaniem Dębskiego, kobiety nie zgłaszają gwałtów, a w przypadku ciąży decydują się na przerwanie jej w podziemiu, ponieważ jest to prostsze niż przeprowadzenie aborcji zgodnie z przepisami.

– Powstawanie śluzu pochwowego nie ma związku ze stresem. Powstaje w wyniku wydzielania się z gruczołów pochwowych w szyjce macicy. Proces ten trwa ok. 2 dni. Opinie laików twierdzących, że organizm kobiety odrzuca nasienie, jeżeli ta nie odczuwa przyjemności zostały wyśmiane już wiele razy, a wynikają po prostu z niewiedzy na temat biologii rozrodu człowieka. U ludzi nie ma indukowanej owulacji. Takie zjawisko zachodzi u niektórych zwierząt, gdzie współżycie i satysfakcja wiążą się z jajeczkowaniem. Może więc arcybiskup Hoser pomylił po prostu kobietę z królikiem – komentuje w rozmowie z naTemat prof. Dębski.

Indukowane jajeczkowanie występuje także m.in. u kotów, niedźwiedzi, wielbłądów, niektórych gryzoni, a także u lam. Mówiąc krótko - w przypadku tych gatunków, jeżeli nie ma seksu, nie ma też jajeczek. W przypadku ludzi jajeczkowanie jest spontaniczne i niezależne od aktów płciowych, ale może być zależne od innych, długotrwałych czynników. Brutalnie mówiąc, jeżeli wcześniej cykl przebiegał prawidłowo, a do gwałtu doszło w dni płodne, ciąża jest prawdopodobna.

Co ciekawe, wersja biologii, uznawana przez 3 zacytowane na początku osoby była powszechnie uznawana… do XVIII wieku. Mało tego, w procesach ciąża kobiety uznawana była za dowód na rzecz podejrzanego, ponieważ świadczyła o tym, że nie miał miejsca żaden gwałt, tylko dobrowolne, a do tego satysfakcjonujące współżycie.

Napisz do autora: mateusz.albin@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...