Były mohery, są pelikany. Ziemkiewicz: "Łykają wszystko, co rzuca im prezes. Będą najważniejszą grupą w Polsce"

Zachowują się jak pelikany, które połkną wszystko – takie opinie pojawiają się o grupie wyborców PiS.
Zachowują się jak pelikany, które połkną wszystko – takie opinie pojawiają się o grupie wyborców PiS. Fot. Screen/https://youtu.be/_YEyzvtMx3s
Dla wielu zaskakujący może to być felieton, ale kto wie, może zapoczątkuje nową terminologię, jak ta, która swego czasu tak mocno wypromowała lemingi? Bo za wyborcami PiS coraz częściej idą nowe skojarzenia. "Czas pelikanów" – wieszczy tym razem Rafał Ziemkiewicz w tygodniku "Do Rzeczy". Dokładnie tak – czas wiernych wyznawców Jarosława Kaczyńskiego, zajadłych i najważniejszych dla Komendanta. Łykną wszystko. Dokładnie jak pelikan.

Lemingi, jako wyborcy PO, stały się już passe. Mniej o nich, i ciszej zdecydowanie. Po drugiej stronie zawsze były mohery. Ale patrząc dziś na drugą stronę, nie do końca oddają sens rzeczy. Pelikan, indor, nawet symetryści – to znacznie szersze spektrum. Bo i typów wyborców jakby zrobiło się więcej.



Pelikan połknie wszystko
Rafał Ziemkiewicz pisze, że "pelikan" – takie "poręczne określenie" – pojawiło się niedawno na Twitterze, niejako właśnie nawiązując do lemingów. Bardzo obrazowo wytłumaczył, co ma na myśli.
Pelikan, jak się okazuje, to człowiek, który uwierzy we wszystko, co powie Jarosław Kaczyński. To nie jest największa, liczebnie, grupa ale – według prawicowego publicysty, zacytujmy jego słowa – "to pelikany są i będą najważniejszą grupą Polaków, póki trwa obecny układ. Nie dlatego, że naprawdę są najważniejsi, ale dlatego, że są najważniejsi dla Komendanta".
Rafał Ziemkiewicz
"Do Rzeczy"

Bo łykają wszystko. Oczywiście, wszystko to, co rzuca im prezes albo ośrodki przez niego autoryzowane. Tupolew rozpadł się na wysokości stu metrów? Tak jest, to udowodnione. I uderzył w ziemię kołami, a nie grzbietem, co jest ostatecznym dowodem wybuchu na pokładzie? Tak jest, to również udowodnione. Awantura w Sejmie nie była skutkiem obopólnego zacietrzewienia i, najdelikatniej mówiąc, nieudolności marszałka Kuchcińskiego, tylko zaplanowaną akcją opozycji mającą zabokować ustawę dezubekizacyjną? Tak jest – do niedzieli. Bo w poniedziałek Komendant oznajmia, że to był pucz i chodziło o zablokowanie budżetu państwa, żeby powstała podstawa prawna do rozwiązania Sejmu – więc od poniedziałku tak jest, Komendancie, to był pucz! Czytaj więcej



"Jak powiedzą, że chleb po 10 zł, też łykną"
Faktycznie, znane określenie "jak pelikan", na TT często ostatnio funkcjonuje w różnych kontekstach, ale pod adresem wyborców PiS jest bardziej zauważalne. Widać to było już w okolicach wyborów parlamentarnych. "Łykasz wszystko, jak pelikan? Głosuj na PiS" – żartowano.

Potem, w ramach rozwoju wydarzeń ogólnokrajowych, określenie zaczęło nabierać rozpędu. I wzbudzać ogólne rozbawienie. Trybunał Konstytucyjny? Dobry poseł Piotrowicz? Smoleńsk? Budżet? Nie ma znaczenia.
Itd., itp....Ale samo "pelikany"? Tuż przed Ziemkiewiczem na TT napisał nich wprost Stanisław Żerko:"Wyjaśnię może: użyłem terminu "pelikany" dla określenia pisowskich odpowiedników "lemingów". Pelikany łykną wszystko, co powie Prezes".

Ba, rozgorzała nawet dyskusja, kto pierwszy użył tego określenia. I wyszło, że...Miriam Shaded.
Nadaje się na film
A zatem PO miało swoje lemingi, PiS ma swoje pelikany. I teraz, to również uszczypliwość internauty, przynajmniej wiemy, kto z kim walczy w wojnach plemiennych – lemingi z pelikanami. "Pixar mógłby kiedyś zrobić o tym jakiś film" – sugeruje.

Wielki plus za świadomość takiego elektoratu PiS, choć są też opinie w rodzaju, że owszem pelikany są – "tylko kto na dzisiejszej scenie politycznej miałby pozamiatać lewactwo?". "Wspierać, kibicować - Tak. Krytycznego zmysłu nie tracić" – to jedna z porad na takie zapytanie w sieci.
Nastroszy się taki i gulgocze
Ale to nie wszystko. Internauci sugerują też indory. To bardziej zacietrzewione zwierzaki, nastroszone...Jeden z czytelników felietonu Rafała Ziemkiewicza tak ich właśnie widzi. Twierdzi, że jak rozmawia ze znajomymi, to słyszy, że podobają im się rządy PiS, ale niektóre wypowiedzi liderów mocno irytują. Tu padają nazwiska Kaczyńskiego, Macierewicza, Waszczykowskiego. Błaszczaka. Oto co pisze:
Komentarz internauty

Ja te ich wypowiedzi i postawę nazywam „naindorzeniem” - nastroszą pióra, zrobią srogą minę i tych, na których są wyczuleni próbują „ogulgotać”. A tak przy okazji, na wsi mówi się, że indyki nie lubią czerwonego, więc to porównanie idealnie pasuje do PIS. :) Zaryzykuję stwierdzenie, że gdyby nie PISowskie „indory” i ich „gulgotanie” to poparcie dla PIS nie byłoby na poziomie 38 procent, a 58. Czytaj więcej

Symetryści: a za Platformy to...
Ostatnio modne jest też określenie "symetryści". Nad nimi swego czasu pochyliła się "Polityka" dosadnie tłumacząc niemal masowe zjawisko w Polsce – że opiera się ono na myśleniu, iż PiS nie robi nic innego, niż robiła Platforma i obie partie są siebie warte. Ich czołowe hasło to: "A za Platformy to..." I, na przykład, radość z 500+.

Ilu z nich jest wyborcami PiS? Trudno powiedzieć. Każdy pewnie zna jakiegoś symetrystę. Tuż po wydarzeniach w Sejmie 16 grudnia 2016 roku Przemysław Szubartowicz zwrócił się na Twitterze do takich osobników: "Halo, symetryści! Kto mówił: nie straszcie PiS-em, ważne 500 Plus, a nie TK, normalna zmiana władzy, przeciwnicy Dobrej Zmiany odlecieli?".

Pisząc o nich, "Polityka" stwierdziła wprost, że PiS symetrystów po prostu kocha:
"Polityka"
fragment artykułu "Symetryści i poputczycy"

"Jest ich wielu. Zapewne kilka milionów. Są głosicielami i wyznawcami symetrii, według której nie ma większej różnicy między PiS a innymi partiami. Jeśli już, to taka, że PiS próbuje wreszcie coś zrobić. A rzekome zagrożenie demokracji to zawracanie głowy. PiS uwielbia symetrystów. Czytaj więcej

Politolog prof. Wojciech Cwalina w tym kontekście obserwuje cyników politycznych. – Oni nie wycofują się z polityki. Oni mówią: to wszystko jest brudne, wszyscy są siebie warci. Nie ważne kto rządzi, i tak kradną. Są i tacy, którzy sprzyjają, w tym przypadku PiS-owi, ale nie bardzo chcą powiedzieć to wprost. Pokazując, że nie tyle ta opcja jest dobra, co wszystko dookoła jest jeszcze gorsze. To dla PiS zjawiska wygodne, które należy wspierać – mówi.

To atrybut przywódcy
Można się pośmiać, można wymyślać nowe pojęcia. Bez wątpienia pelikany są wszędzie, nie tylko w PiS, choć właśnie tu najbardziej rzucają się w oczy i na tym już dziś polega ich siła. – Jest część elektoratu PiS, która po prostu wierzy Jarosławowi Kaczyńskiemu, uznaje go za swojego przywódcę, który chce dobrze dla kraju i dla nich. To jest niepodważalne i oczywiste. Ale to nie jest aż tak liczna grupa, choć jest stabilna i gwarantuje stabilny poziom poparcia – mówi politolog prof. Wojciech Cwalina.

Wskazuje na to, że dziś po innej stronie nie ma na tyle wyrazistej postaci, która mogłaby zgromadzić takich wiernych. – To atrybut przywódcy. Gdyby pojawił się ktoś z charyzmą, kto byłby w stanie przyciągnąć określoną grupę, to zjawisko byłoby podobne – mówi.

Póki co internauci sami postulują jeszcze inne etykiety. "Takie, które by odzwierciedlało moje spojrzenie na sprawy bieżące. "Rzygacze", czyli osoby, które reagują odruchem wymiotnym widząc co robi rząd oraz opozycja parlamentarna i pozaparlamentarna" – napisał jeden z nich na Facebooku Rafała Ziemkiewicza.

Napisz do autorki:katarzyna.zuchowicz@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...