Pod Krakowem "czarna wołga" naprawdę wróciła. Ciemny samochód krąży, kierowca zaczepia dzieci, rodzice alarmują

Nawojowa Góra – tu doszło do zdarzenia, które matka w dramatyczny sposób opisała na Facebooku.
Nawojowa Góra – tu doszło do zdarzenia, które matka w dramatyczny sposób opisała na Facebooku. Fot. Wikiepdia/CC BY 3.0
Tak być powinno. Dzieje się coś niepokojącego i nikt nie przechodzi obok tego obojętnie. Wręcz przeciwnie. System obywatelskiego ostrzegania objął tu kilka gmin, szkół i urzędów, nie mówiąc o rodzicach, sąsiadach i policji. Wszystko przez ciemny samochód i mężczyznę, który kilka dni temu w jednej z podkrakowskich miejscowości zaczepił 10-letnią dziewczynką. Ale nie tylko. Jest jeszcze kilka innych historii z sąsiednich gmin. Również z ciemnym samochodem w tle, choć oczywiście może to być przypadek. Ostrzegawcza fala ruszyła jednak natychmiast.

Ten alert wywołała historia 10-letniej uczennicy szkoły podstawowej w Nawojowej Górze, w powiecie krakowskim. Jej mama w emocjonalny sposób opisała całe zdarzenie na Facebooku. "W dniu dzisiejszym próbowano uprowadzić moją córkę Wiktorię! Jakiś mężczyzna próbował ją wciągnąć do samochodu! Pouczcie swoje dzieci. Zwracajcie uwagę na kręcące się samochody" – napisała.
W Nawojowej Górze praktycznie nie ma chodnika. Od centrum miejscowości do szkoły wiele dzieci idzie około kilometra ulicą.



Tamtego dnia dziewczynka szła po lekcjach do Domu Gromadzkiego na angielski. Jak nigdy, nikogo wtedy w pobliżu nie było. – Mamy tu taką ławeczkę pod sklepem, jak w Wilkowyjach. Ale nawet ona była wyjątkowo pusta – mówi naTemat Klaudia Węgrzyn, sołtys Nawojowej Góry. To ona zawiadomiła policję. W Domu Gromadzkim prowadzi bibliotekę. Gdy dziewczynka roztrzęsiona przybiegła na zajęcia, była pierwszą osobą, która z nią rozmawiała. Dziecko poprosiło o pomoc. – Wyszarpnęła się. Zdołała uciec. Mężczyzna był sam. Ale gdyby było ich dwóch, nie miałaby szans – mówi.
Kolejny przypadek z Łazach
Policja twierdzi, że bagażnik tego samochodu był otwarty, dziewczynka została złapana za rękę. – Stąd przypuszczenie, że chciał ją porwać, ale tego nie wiemy. Nie ma przesłanek, by tak twierdzić. Dziewczynka uciekła, ale może też coś tego mężczyznę spłoszyło? – mówi nam mł. inspektor Sebastian Gleń, rzecznik Komendy Wojewódzkiej w Krakowie. Potwierdza, że zdarzenie miało miejsce 20 stycznia, policja traktuje je z pełną powagą, prowadzi dochodzenie i zastanawia się nad innymi podobnymi, które w tym rejonie miały miejsce od listopada.

Ostatnie 25 stycznia w Łazach. Te dwie sprawy już w dochodzeniu zostały połączone. – Ciemny samochód podjechał na przystanek autobusowy w Łazach, na którym stały dwie dziewczynki. Kierowca otworzył szybę, spytał o drogę i zaczął się masturbować. Podeszła kobieta, spłoszył się. Ta sprawa pokazuje jednak, że mężczyzna mógł mieć skłonności pedofilskie, ale nie wiemy, czy to ta sama osoba – mówi.

Urząd reaguje i ostrzega
Porwanie, pedofil, ciemny samochód, matka ostrzegająca na Facebooku. Wyobraźnia zaczęła działać i lawina natychmiast ruszyła. Mieszkańcy okolicznych miejscowości zaczęli przypominać sobie podobne historie i wymieniać się nimi w sieci. I choć nie wszystkie da się zweryfikować, Urząd Gminy w Liszkach, sąsiedniej gminie, wydał oficjalne ostrzeżenie dla mieszkańców. – U nas nic takiego się nie zdarzyło, ale lepiej dmuchać na zimne. Lepiej mieć oczy szeroko otwarte niż potem żałować. To przecież od nas tylko parę kilometrów. Dobro dzieci najważniejsze. Wójt poprosił szkoły, by zorganizowały dla dzieci pogadanki na ten temat – mówi nam Agnieszka Pyla, która pisała to ostrzeżenie w internecie.
Odzew, przyznaje, był ogromny. – Inne gminy dzwoniły i pytały, co my robimy, że panikę siejemy. Ale my nie żałujemy – mówi.

Choć intencje były dobre, niestety, urząd uległ trochę emocjom, podawał przykłady podobnych zdarzeń w innych miejscach, które, jak się okazało, nie miały potwierdzenia. Potwornie jednak rozniosły się po sieci, na lokalnych portalach zaczęły pojawiać się porównania do legendarnej już czarnej wołgi, a także artykuły pod tytułami, jak choćby taki: "Uwaga, w podkrakowskich miejscowościach ktoś próbuje porywać dzieci!". Albo: "Kierowca poluje na dzieci w okolicach Krakowa". I jeszcze jeden: "Prawdopodobnie nie chodzi o porwania. W podkrakowskich miejscowościach może grasować pedofil!".

"Jak ustaliła reporterka, zdaniem policji nie ma tutaj mowy o porwaniach. Możliwe jednak, że mamy do czynienia z pedofilem" – można było przeczytać. I zrobiło się strasznie.
Starają się przyprowadzać i odbierać ze szkoły
Rozmowy z dziećmi odbyły się już w wielu w szkołach ościennych gmin. Ale przede wszystkim w Nawojowej Górze. Tu czujność rodziców i nauczycieli szczególnie została wzmocniona. – Jeszcze nie przeszliśmy do porządku dziennego. Rodzice obawiają się o bezpieczeństwo dzieci. Starają się przyprowadzać je i odbierać ze szkoły. A jeśli nie mogą, by dzieci szły w grupach – mówi nam dyrektorka Lucyna Stryczek. Podkreśla, że coś takiego zdarzyło się pierwszy raz. To spokojna miejscowość, zawsze było bezpiecznie. – Jest alert w gminie i nie tylko. W ościennych gminach też te wiadomości się rozeszły – mówi. I dziś bardzo czuć mocną, sąsiedzką współpracę.

W akcję zaangażowała się policja. – Wysyłamy patrole, jeździmy po szkołach, uczymy jak się zachować. Czyta się, że gdzieś takie rzeczy się zdarzają, ale nas to nie dotyczy. A to może zdarzyć się wszędzie. Nie chcemy paniki. Chcemy tylko, żeby ludzie zgłaszali każdy taki przypadek – mówi inspektor Gleń. Często, jak mówi, wydaje się, że nie stało się nic złego, więc ludzie nie zgłaszają się na policję. A każdy taki sygnał jest ważny.
Pięć zgłoszeń na policję
Od listopada policja w powiecie krakowskim dostała pięć zgłoszeń o dziwnych przypadkach z ciemnym samochodem w tle. Wszystkie traktuje poważnie, choć nie wszystkie brzmią groźnie i różnie można oceniać ich wagę. Widać to po komentarzach w sieci – niektóre budzą śmiech. A potem reakcję na ten śmiech, jak ta:
Pierwszy przypadek miał miejsce 8 listopada 2016 roku w Bibicach. – Ciemny samochód zatrzymał się przy 11-letnim chłopcu. Kierowca proponował, że go podwiezie, kupi mu zabawki, po czym można podejrzewać, że miał zamiar przestępczy. Kolejne zgłoszenie było 13 stycznia w Skale. Tu również była propozycja podwiezienia do szkoły – wymienia rzecznik komendy w Krakowie. Oprócz tych ostatnich, 18 stycznia było też zgłoszenie w Bolechowicach.

Tu kierowca – również ciemny samochód – pytał dwóch chłopców o drogę. Wtedy podeszła matka jednego z nich i sama wyjaśniła, jak jechać. Ponieważ sytuacja z jakiegoś powodu ją zaniepokoiła, zgłosiła to na policję.

To, oczywiście, mógł być najzwyklejszy przypadek. Ale, z drugiej strony, czujności nigdy nie za wiele. Byle naprawdę nie graniczyła z paniką i utratą zdrowego rozsądku.

Napisz do autorki : katarzyna.zuchowicz@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...