To niesamowite, ile jeszcze rzeczy na Misiewicza wychodzi na jaw. Generalskie przywileje, kaprysy i postrach żołnierzy

Pozycja Bartłomieja Misiewicza, kontrowersyjnego rzecznika ministra Antoniego Macierewicza, od miesięcy jest tematem debaty publicznej.
Pozycja Bartłomieja Misiewicza, kontrowersyjnego rzecznika ministra Antoniego Macierewicza, od miesięcy jest tematem debaty publicznej. fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Najnowsze wydanie "Polityki" przynosi przygnębiający opis sytuacji w polskiej armii. W tekście zatytułowanym "TKM" autorzy opisują nieznane dotąd opinii publicznej przywileje Bartłomieja Misiewicza, a także złamane kariery żołnierzy, którzy nie byli gotowi do spełniania kaprysów rzecznika Antoniego Macierewicza.

W ostatnich dniach Bartłomiej Misiewicz schował się w cień. Rzecznik MON unika mediów od momentu, gdy "Fakt" opublikował bogato ilustrowaną informację o tym, jak bawił się w białostockim klubie nocnym. Według dziennika, Misiewicz kazał się podwieźć do lokalu rządową limuzyną, a w środku towarzyszył mu funkcjonariusz Żandarmerii Wojskowej. Według relacji gazety, rzecznik MON nagabywał studentki i stawiał alkohol. On części tych rewelacji zaprzeczał, choć opinia publiczna nie daje temu wiary.

Jednak media nie unikają Misiewicza. Pozycji młodego urzędnika w Ministerstwie Obrony Narodowej przygląda się nowa "Polityka". Anna Dąbrowska i Juliusz Ćwieluch w tekście "TKM" (nawiązanie do skrótu wulgarnego powiedzenia "Teraz K**wa My") piszą o tym, że rzecznik Antoniego Macierewicza to osoba, której zachcianki żołnierze traktują jak rozkaz.

Jednym z przykładów jest limuzyna, która trafiła do Misiewicza po tym, jak odebrano ją pierwszemu zastępcy szefa Sztabu Generalnego. Co więcej, pisze tygodnik, Misiewicz może jeździć luksusowym samochodem bez żadnych limitów, bo dostał od Macierewicza kartę drogową typu A. To znaczy, że nie musi się rozliczać z tego gdzie i jak często jeździ i ile paliwa spala.

"Polityka" opisuje też rzekome szykany wobec żołnierzy, którzy podobno nie spełniali oczekiwań. Jednym z poszkodowanych – według relacji tygodnika – jest gen. Andrzej Reudowicz, który miał stracić stanowisko, bo przyjął rzecznika MON w gabinecie, zamiast prężyć się przed nim przed frontem jednostki. Kolejny przykład to płk Zenon Brzuszko, dowódca 21. Brygady Strzelców Podhalańskich, który również miał "polecieć" za to, że nie stał na baczność przed rzecznikiem. To doniesienia nieoficjalne, oficjalnie – o czym już pisał "Newsweek" – po wizycie Misiewicza pułkownika przesunięto do rezerwy kadrowej.

Jak pisze tygodnik, teraz wojskowi wyciągnęli wnioski i domyślają się życzeń rzecznika Macierewicza. "Jak chciał pojeździć czołgiem, to znajdował się czołg. Postrzelać – proszę sobie wybrać z czego. Tu następowało co prawda kłopotliwe zamieszanie, bo pan rzecznik nie opanował jeszcze nazewnictwa. W jednej z jednostek na spotkanie z Bartłomiejem Misiewiczem wypożyczono rzeźbione krzesło przypominające tron". Niedawno media donosiły także o oficerze, który salutował rzecznikowi MON. On sam w przeszłości był także tytułowany przez żołnierzy "panem ministrem", czemu nie zaprzeczał.

Tymczasem sprawa Misiewicza oparła się już nawet o premier Szydło. W niedawnym wywiadzie powiedziała, że w sprawie rzecznika odpowiednie kroki podejmie minister Macierewicz. Jakie? Tego już nie powiedziała.

źródło: "Polityka"

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...