Kierowcy z Oświęcimia pomógł bezrobotny sprzątacz z Anglii. "Na razie nikt nie wie, co się stanie z pieniędzmi"

Miało być 5 tysięcy. Hojność internautów przerosła oczekiwania.
Miało być 5 tysięcy. Hojność internautów przerosła oczekiwania. Fot. pomagam.pl/NowySeicento
Miało być seicento, a dziś już nawet trudno powiedzieć, co będzie mógł sobie kupić 20-latek z Oświęcimia. Dzięki hojności internautów, do młodego człowieka, który zderzył się z pancernym audi A8 Beaty Szydło, trafi przynajmniej 125 tys. złotych. – Chciałem tylko trochę pomóc człowiekowi, na którego rząd wydał wyrok bez sądu. Szczęka mi opadła, gdy okazało się, że to się tak potoczyło – mówi w rozmowie z naTemat organizator zbiórki Rafał Biegun.

Rafał ma 38 lat, czworo dzieci i dziś jest... bezrobotny. Pochodzi z Suchej Beskidzkiej, ale obecnie mieszka w Anglii. Na Wyspy wyjechał, bo w Polsce miał długi i nie widział dla siebie perspektywy ratunku. Jeszcze niedawno sprzątał w brytyjskim Tesco, ale właśnie szuka nowej pracy.



Skąd pomysł na zorganizowanie akcji?

To był totalny spontan. Dziś niektórzy mówią, że to było wymierzone w PiS. To bzdura totalna, chodziło mi tylko o nowy samochód dla tego chłopaka.

Wiedziałeś coś tym człowieku?

A skąd. W momencie, kiedy wpadłem na pomysł tej akcji, to nie wiedziałem nic o Sebastianie. Dopiero później dowiedziałem się, że jego ojciec wyjechał za pracą do Norwegii, a potem on sam przerwał naukę, żeby też tam pracować. Jak poznałem tę historię, to tylko się utwierdziłem, że wymyśliłem coś fajnego. Że pomagam komuś, kto naprawdę tej pomocy potrzebuje.

Zaplanowałeś zebranie 5 tysięcy.

I do kwoty 5 czy nawet 10 tysięcy patrzyłem na całą akcję z takim uśmiechem i można powiedzieć dumą. Ale jak już się okazało, że jest kilkadziesiąt wpłat na minutę po te kilka złotych, a suma rośnie w zastraszającym tempie, to najpierw byłem w totalnym szoku, a potem zacząłem aż mieć autentycznego stracha.

A to dlaczego?

Pomyślałem, no kurczę, przecież to był tylko mój pomysł. A co, jeśli on nie będzie wcale chciał tych pieniędzy? A może będzie miał w ogóle pretensje, że robię jakiś dodatkowy rozgłos i zamieszanie? Bo już wtedy zacząłem czytać, że chce zachować anonimowość. No i wtedy dopiero zacząłem szukać kontaktu. Okazało się, że on i mama nawet o zbiórce nie słyszeli, bo byli tak zajęci przez policję i prokuraturę, że nic innego nie robili. Byli w takim szoku, że przyznali, że nie mają pojęcia, co teraz zrobić.

Ucieszyli się?

Chyba bardziej przestraszyli. Pomyśleli, że jak wezmą te pieniądze, to ktoś ich zaraz oskarży o pazerność. Jest taki wstępny pomysł, że Sebastian kupi sobie to seicento, a resztę przekaże na różne fundacje, które potrzebują pomocy charytatywnej. Ale też nie chce robić nic spektakularnego, żeby nie być oskarżonym o działanie pod publikę. Więc na ten moment to jeszcze nikt nie wie, co się z tymi pieniędzmi dokładnie stanie. Rozmiar odzewu ludzkiego wszystkich zaskoczył i trochę przerósł.

A może tobie by się trochę z tej sumy przydało?

(śmiech) Wyjechałem z Polski za pracą do Anglii, moim ostatnim zajęciem zawodowym tutaj, jeszcze niedawno, było sprzątanie w Tesco. A teraz jestem bezrobotny.

Czyli może by się trochę przydało?

Nie jest tajemnicą, że mam w Polsce długi. Przejęliśmy je z siostrami w spadku, ale staram się jakoś sobie radzić. Właśnie dlatego przyjechałem do pracy do Anglii, żeby wyjść na prostą. Zorganizowałem akcję pomocy, bo pomyślałem, że taka pomoc jest komuś potrzebna. Nie zrobiłem tego dla siebie.

Napisz do autora: przemyslaw.penconek@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...