Kupujesz towar na wyprzedaży, bierzesz udział w łamaniu prawa. Oto najgłupszy przepis w polskim handlu, a wciąż działa

Wyprzedaże dozwolone są ustawowo tylko dwa razy w roku - pod koniec zimy i pod koniec lata.
Wyprzedaże dozwolone są ustawowo tylko dwa razy w roku - pod koniec zimy i pod koniec lata. Fot. Łukasz Węgrzyn / Agencja Gazeta
Na tej podstawie można ukarać tysiące handlowców. Kogokolwiek, kto robi wyprzedaż częściej niż dwa razy w roku. Obniżka cen produktów w sklepach o 20 czy 50 procent jest dozwolona tylko dwa razy w roku, na koniec zimy i na koniec lata. Inaczej stanowi czyn niedozwolonej konkurencji. Taki przepis uchował się w ustawie ustawy z 1993 roku o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji.

Jestem fanem wyprzedaży, ale nie spodziewałem się, że notorycznie biorę udział w czynach zabronionych ustawą. Zaledwie kilka dni temu wybrałem się do centrum handlowego. Za 100 złotych kupiłem przecenioną o 50 procent koszulę, w promocji wydałem 50 zł, by kupić jeszcze pakiet skarpetek (obniżka 70 procent). Kupiona na prezent lalka Barbie "Gwiezdna Przygoda" też jest już modelem poprzedniej serii, a zatem minus 25 procent ceny.



Zamrożony paragraf
Przypadkowo zorientowałem się, ile zła uczyniłem. Zachowała się ustawa z 6 kwietnia 1993 roku o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. A tam stoi jak byk, że sprzedaż po tak niskich cenach (bez marży, poniżej ceny zakupu) nie jest możliwa. To nie wszystko, jak twierdzi Łukasz Drzewiecki, prawnik przy Stałym Polubownym Sądzie Konsumenckim, organizowanie wyprzedaży oraz promocji jest mocno ograniczone w przypadku przedsiębiorców prowadzących sprzedaż w dużych obiektach handlowych. Mogą oni jedynie dwa razy w roku organizować wyprzedaże sezonowe.

Konstrukcja przepisów jest zaś taka, że wystarczy skarga konkurenta z droższymi skarpetkami, koszulami czy lalką i afera gotowa. Co potwierdza oficjalne stanowisko Federacji Konsumentów.
Zakazane promocje
stanowisko Federacji Konsumentów

Niektórzy sprzedawcy zwracają się z pytaniem, czy wyprzedaż towarów po obniżonej cenie o 20, 50 i więcej procent jest uczciwa i zgodna z zasadami zdrowej konkurencji. Otóż nie stanowi czynu nieuczciwej konkurencji taka sprzedaż, jeśli jest dokonywana w ramach wyprzedaży posezonowej, dwa razy w roku na koniec sezonu letniego i zimowego, trwająca każdorazowo nie dłużej niż miesiąc, a podstawą prawną są przepisy ustawy z 16 kwietnia 1993 r o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, wielokrotnie nowelizowanej.

– Zapomniana regulacja potrafi przetrwać zahibernowana w ustawie nawet 20 lat. Choć sama ustawa była wielokrotnie nowelizowana, przepis przetrwał w niezmienionej formie. Jest martwy, niepotrzebny. Wystarczy przejść się po centrach handlowych, wyprzedaże trwają permanentnie niemal przez cały rok – komentuje Aleksander Łaszek, ekspert fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju.

Ile wynosi prawdziwa promocja?
Jak sieci sklepów nauczyły się się omijać prawo?
prezes firmy odzieżowej

Różnica pomiędzy ceną zakupu a ceną sprzedaży jest zazwyczaj większa niż 50 procent, więc obcinając pierwszą cenę o połowę, nadal zachowujemy niewielką marżę. To zwalnia z odpowiedzialności. Jednak tak naprawdę mógłbym sprzedać zalegający na stocku towar jeszcze taniej. Jednak klienci nie mogą uzyskać takich cen, bo sprzedawcy boją się oskarżenia o nieuczciwą konkurencję

Podaje przykład: jesienny płaszcz kolekcji znanej marki damskiej odzieży kosztuje w firmowym salonie 1150 zł. To tak zwana "pierwsza cena", po której produkt kupi 30 procent klientek. Już po miesiącu od premiery płaszcza kosztuje niecałe 600 złotych w promocji -50 proc. To jednak wciąż zyskowny biznes dla sprzedawcy. Prawdziwa promocja płaszcza (i w takiej cenie trafiłyby do sprzedaży ostatnie sztuki) to mniej niż 300 złotych.

To byłby raj w sklepach. Niestety to zabronione pod karą sankcji finansowej. Nie opłaca się robić klientom zbyt dobrze. Nawet więc super niskie ceny w outletach Biedronki pozostają mitem.

Sprawdziliśmy jeszcze w decyzjach Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, iż żadna firma nie została ukarana za zbyt częste organizowanie wyprzedaży, albo też za zbytnie obniżanie cen. Przedsiębiorcy popełniają wystarczająco wiele innych grzechów. Po co jest więc ten przepis? Jak w komedii "Miś" Stanisława Barei. Skoro już powstał, to nikt nie odważy się zapytać w jakim celu.

Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...