Pokaż mi swoją rejestrację, a powiem ci, kim jesteś. "Najgorsi są ci z LLU, LPU, czy LRY". Warszawiacy są bezlitośni

Pokaż mi swoją rejestrację, a powiem ci, kim jesteś. "Najgorsi są ci z LLU, LPU, czy LRY". Warszawiacy są bezlitośni
Pokaż mi swoją rejestrację, a powiem ci, kim jesteś. "Najgorsi są ci z LLU, LPU, czy LRY". Warszawiacy są bezlitośni Fot. naTemat, Facebook.com, YouTube.com
Tak jest niemal zawsze: jakiś lokalny stołeczny portal podaje informację, że doszło do jakiejś stłuczki w centrum Warszawy i są duże korki. Mija parę minut i zaczyna się lawina komentarzy: "to pewnie ci z LLU", "wieś do stolicy przyjechała i się rozbija", "precz ze słoikami", "postawić patrol przed wjazdem do Warszawy i nie wpuszczać tych z lubelskimi rejestracjami". Skąd ta nienawiść? I skąd to przekonanie, że wypadków i kolizji w Warszawie nie powodują warszawiacy, a wyłącznie przyjezdni?

Ci z Łukowa – mówiąc mało elegancko – mają w Warszawie najmocniej przerąbane. Powiat łukowski graniczy z województwem mazowieckim. Z samego Łukowa do stolicy jest około 120 km. Sporo, ale da się na co dzień dojeżdżać do pracy. No i wielu łukowian dojeżdża. Czym się da – przynajmniej takie jest wrażenie wielu warszawiaków, że auta z rejestracją LLU to bardzo często jakieś prastare pojazdy, na przykład auta powypadkowe ściągane z zagranicy. Czyżby sami mieszkańcy Warszawy nie jeździli takimi? Owszem, jeżdżą, ale jakoś to LLU bardziej się rzuca w oczy.
LLU, czyli Ludzie Lekko Upośledzeni, albo Lewym, Lewym Uporczywie – tak warszawiacy wyjaśniają znaczenie skrótu na rejestracjach z Łukowa. – Bo naprawdę oni jeżdżą fatalnie – tłumaczy pewien warszawiak. Sam w stolicy się nie urodził, ale mieszka tu od wielu lat i uważa, że przyjezdni powodują duże zagrożenie na ulicach Warszawy.



– Gnają, jak przez wieś. Hamują z piskiem opon. Zajeżdżają drogę. No i ciągle zasuwają lewym pasem i w ostatniej chwili próbują się wciskać, aby skręcić w prawo – opowiada. Jego zdaniem najgorsi są nie tylko ci z LLU, ale też LPU, LRY, LUB – generalnie cała Lubelszczyzna. Na YouTube co jakiś czas pojawiają się filmy, które mają tego dowodzić.
Sporo stołecznych kierowców, którzy nie mają za wiele szacunku dla przyjezdnych, daje temu wyraz nalepkami na swoich autach.
Czy jest związek między trzema (dwiema rzadziej) literkami z rejestracji, a tym jak kto jeździ? Niemłody już taksówkarz (warszawiak od pokoleń) nie ma co do tego wątpliwości. – Jak widzę jakiegoś z Grójca, czy Pułtuska to od razu jadę inaczej. Lepiej zachować czujność, bo nigdy nie wiadomo, co takiemu do głowy strzeli – opowiada i rozszyfrowuje rejestracje z tych powiatów: WGR to Wiejska Grupa Rozpoznawcza, a WPU to Wieśniak Pędzi, Uważaj.

Dobrej opinii nie mają też w Warszawie mieszkańcy powiatu otwockiego. – Ile razy widzę, że coś się stało na drodze, jakaś stłuczka, czy wypadek, to za każdym razem jest to samochód z rejestracją WOT – mówi mi ok. 50-letni kierowca. I nie przyjmuje żadnych wyjaśnień, że to mało prawdopodobne. Jest święcie przekonany, że akurat ci z blachami WOT (Wieś Obok Torów) to naprawdę najgorsi kierowcy świata.
Gdy na profilu "Mistrzowie Parkowania Warszawa" zaprezentowano zdjęcie fatalnie zaparkowanego Renault zajmującego dwa miejsca dla niepełnosprawnych, jeden z komentarzy brzmiał: "bo Otwock to stan umysłu!".

Gdy na profilu tym pojawi się zdjęcie bezmyślnie zaparkowanego samochodu z rejestracją warszawską, to nie pojawiają się żadne docinki dotyczące miejsca zamieszkania. Ale jak przyjedzie ktoś spoza stolicy i zaparkuje źle, tak że utrudnia przejazd lub przejście innym, to oczywiście – musi się pojawić uwaga, że prowincja przyjechała...
Oczywiście, policja nie prowadzi żadnych statystyk, które by dowodziły, czy więcej zdarzeń drogowych to efekt działań przyjezdnych, czy to jednak częściej miejscowi odpowiadają za większość kolizji i wypadków. Logika wskazywałaby na tę drugą opcję. Ale... Logika logiką, a subiektywne spostrzeżenia kierowców są jakie są.
I nie tylko warszawiacy są tacy okrutni wobec przyjezdnych. Właściwie w każdej stolicy województwa jest to samo. W Białymstoku kierowcy lekceważąco mówią o tych, którzy przyjeżdżają z okolic.

– Białostockie blachy to BI, natomiast ci spoza miasta, z powiatu białostockiego mają BIA, czyli Białystok I Akalice. Ci, co mieszkają jeszcze dalej od Białegostoku, w kierunku Warszawy, to powiat zambrowski: BZA, czyli Białystok Za Akalicami. Natomiast na południowy - wschód od Białegostoku jest Hajnówka, BHA, a to oznacza Bardzo H*** Akalica. Na północny-zachód mamy natomiast Grajewo z rejestracją BGR, czyli Boże, Gdzie Rozum – opowiada Rafał, kierowca ze stolicy województwa podlaskiego. I też dowodzi, że coś w tym tkwi naprawdę. – To są żartobliwe wyjaśnienia skrótów rejestracji. Może nawet obraźliwe. Ale trochę prawdy w tym jest – uważa.
Potwierdza to Adrian, instruktor w szkole nauki jazdy. – Jeśli ktoś zdał prawo jazdy w Łomży i jeździ tylko po tym mieście, to gdy wjedzie do dużego miasta, gdzie ruch jest znacznie większy, gdzie są tramwaje, które sprawiają pewien kłopot, to jasne, że będzie jechał mniej pewnie. Dla warszawiaków będzie on zawalidrogą – przyznaje. Zaznacza jednak, że wciskanie klaksonów na pewno nie pomoże, najwyżej jeszcze bardziej taki kierowca się zestresuje.
Pamiętać trzeba też, że rejestracja nie zawsze prawdę powie. To, że ktoś ma na blachach LU, wcale nie musi oznaczać, że jest mieszkańcem Lublina. To może być auto flotowe. I na odwrót – za kierownicą samochodu w rejestracją WB wcale nie musi zasiadać prawdziwy warszawiak z Bemowa. Bo WB równie dobrze może oznaczać, że jest to... Własność Banku.

Napisz do autora: tomasz.lawnicki@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...