30 tys. zł zamiast 300, wielka płyta zamiast willi. Efekt? Bez różnicy! Oto jak z każdego wnętrza zrobić luksusowy salon

Za 30 tys. zł urządzisz się luksusowo! Prawo autorskie: bialasiewicz / 123RF Zdjęcie Seryjne
Znacie to uczucie, kiedy po satysfakcjonujących zakupach w markecie wnętrzarskim wracacie do domu i okazuje się, że świeżo zakupione zasłony nijak się mają do sofy i dywanu? Kiedy podobają wam się i wiklinowe koszyki, i dodatki w stylu glamour, więc stawiacie na półkach wszystko tworząc denerwujący miszmasz? I to niezdecydowanie podczas wybierania lamp drażniące do tego stopnia, że wolicie mieszkać z gołymi żarówkami niż podjąć decyzję? Jeśli tak, nie jesteście sami – takie stany miewają nawet architekci, a my wiemy jak im zaradzić.

Z Martyną Kupczyk, architektką znaną z programu "Nasz nowy dom" rozmawiamy o tym, od czego powinniśmy zacząć remont, by nie zagubić się w morzu inspiracji i nie stracić fortuny, jak rozeznać się w tym, co nam się naprawdę podoba i czy dany styl będzie pasował do naszego mieszkania, jak z małego mieszkania zrobić przestronne oraz czy drogie produkty z najlepszych salonów zagwarantują nam spektakularny efekt.


Czy wydając 30 tys. zł na remont mamy szansę osiągnąć efekt jak gdybyśmy wydali 300?

Oczywiście.

Zdradzi mi pani jak?

W tej chwili trzeba mieć naprawdę bardzo wygórowane wymagania, żeby nie wybrać czegoś dla siebie w markecie budowlanym, gdzie, jak wiadomo, nie ma towarów luksusowych. Wystarczy mieć precyzyjną wizję i dobrze zrobiony kosztorys – to o wiele ważniejsze dla dobrego efektu, niż wysokość budżetu, jakim dysponujemy.

Naprawdę nie ma farb, kafli czy tapet, które występują wyłącznie w drogiej wersji?

Jasne, że są, co nie oznacza, że niemal identycznego efektu nie osiągniemy za pomocą tańszych produktów.

Przykład?

Proszę bardzo – wyjątkowo modne i kosztowne ściany z betonu architektonicznego teraz możemy zrobić sami za pomocą szarego tynku dekoracyjnego. W tym wypadku jest tak samo jak z meblami – wszyscy zdążyliśmy się już przekonać, że regały, sofy i komody z sieciówki mogą wyglądać bardzo stylowo i elegancko, a jednocześnie kosztować grosze. Poza tym obecnie jest tak wiele źródeł np. paneli czy kafelków, że te jedyne upragnione, które w jednym sklepie są dla nas cenowo nieosiągalne, mogą w internecie kosztować znacznie mniej. Dlatego jeśli zależy nam na konkretnym modelu czy kolorze, mamy bardzo dokładną wizję, warto poświęcić trochę czasu na szperanie w sieci.
To fakt. Swego czasu udało mi się kupić panele za połowę regularnej ceny, bo jeden z salonów sieci, w której robiliśmy zakupy pozbywał się końcówki akurat tego koloru.

Właśnie o to chodzi! Nawet gdyby nie kupiła Pani tylu metrów, ile Pani potrzebowała, to część już miałaby Pani taniej. Panele podłogowe są moim zdaniem optymalnym wyborem jeśli nie chcemy kompromisów w sprawie estetyki, zależy nam na trwałości podłogi i przy okazji mamy ograniczone fundusze. Choć dość trudno o panele, które do złudzenia przypominają deski z prawdziwego drewna, to wybór podłogi drewnianej wiąże się nie tylko z innym wyglądem, ale i wymaganiami.

Jakie są jej plusy? Poza "porządnym", atrakcyjnym wyglądem.

Drewniana podłoga nie jest tak "głośna" jak panele, dźwięk rozsypujących się klocków na panelach jest po prostu hałasem, a na podłodze drewnianej nie. Drewno jest też cieplejsze, choć w małych przestrzeniach w blokach nie robi to większej różnicy.

A minusy?

Przede wszystkim o drewno trzeba dbać, nie wystarczy myć podłogi czystą wodą, jak przypadku wielu paneli. Dalej – by położyć drewniany parkiet musimy mieć idealnie równą podłogę, a to w starych mieszkaniach wcale nie jest takie oczywiste... Poza tym w mieszkaniach użytkujemy podłogę bardzo intensywnie, a drewno ściera się szybciej niż dobrej jakości panel. Jasne, parkiet można cyklinować, ale to też kosztuje i wymaga poświęceń ze strony rodziny. Poza tym – cena. Drewniana podłoga jest znacznie droższa, zatem jeśli nam się znudzi po latach, będziemy ją przykrywać panelami lub zrywać naprawdę z ciężkim sercem. I najważniejsze – panele przy odrobinie chęci i sprzęcie do ich przycinania możemy położyć sami. Układa się je trochę jak puzzle. To również gwarantuje oszczędność.

Jak wybrać dobre panele podłogowe?

Jakość paneli podłogowych określa klasa ścieralności. Jest ich pięć, oznacza się je symbolem AC1, AC2, AC3 i tak dalej. Pierwsze trzy klasy świadczą o tak kiepskiej jakości, że w żadnym wypadku ich nie polecam, nawet jeśli szukamy podłogi do wnętrz rzadko odwiedzanych. Tym bardziej, że cena paneli klasy AC4 praktycznie nie odbiega od tych tańszych.

Materiał, z którego wykonane są panele podłogowe nie świadczy o ich jakości lecz przeznaczeniu. Na przykład panele winylowe, które są dużo droższe niż zwykłe, kosztują więcej nie dlatego, że są bardziej wytrzymałe. W tym wypadku chodzi o właściwości wygłuszające i odporność na wodę. Możemy je swobodnie kłaść np. w łazience.

A ściany? Która z metod ich ozdabiania będzie najbardziej ekonomiczna i efektowna?

To jest ocean możliwości. Tak naprawdę, jeśli chcemy mieć piękne wnętrza za niewielkie pieniądze, wcale nie musimy ograniczać się w kwestii wyboru sposobu wykończenia ścian. Teraz znajdziemy piękne, dobre i tanie i farby, i panele ścienne, i tapety. Są wspomniane tynki do samodzielnego wykonania w przyzwoitej cenie... Zatem w tym wypadku wszystko zależy od naszych upodobań.

Najczęściej sięgamy po farbę, bo wydaje nam się najprostszym sposobem na szybką metamorfozę wnętrza. Jak wybrać dobrą farbę do wnętrz?

Na farbie nie warto oszczędzać. Jeśli chcemy zrobić ściany raz i mieć spokój na kilka lat, musimy postawić na jakość. Osobiście uwielbiam farby Tikurilla. Dają ten komfort, że kiedy wylejemy na ścianę czerwone wino, albo dziecko popisze ją kredkami, możemy mokrą czystą szmatką doczyścić ją bez uszczerbku na kolorze. Nie są to najdroższe farby, ale od najtańszych produktów z tej kategorii pod względem cenowym, dzieli je przepaść. Na szczęście również jakościowa.

Chce Pani powiedzieć, że farby są kosztowną opcją na ozdobienie ścian?

Oj nie! Wybierając farby oszczędzamy np. w tym sensie, że dobierając odpowiedni wałek czy pędzel, jesteśmy w stanie zrobić remont sami, bez pomocy fachowca. Poza tym lepsza jakość to lepsze krycie, więc mniej farby potrzebujemy do umalowania jednego pomieszczenia. Ponadto, w tej chwili w marketach budowlanych dostępne są znakomitej jakości farby przeznaczone do kuchni czy łazienki, które mogą nam zastąpić kilkukrotnie droższe kafle. Jeśli remontujemy łazienkę do spektakularnego efektu naprawdę nie potrzebujemy glazury od podłogi do sufitu. Kafle do poziomu 120 cm wystarczą, wyżej możemy wybrać farbę bez żadnego uszczerbku na designie.

A co z tapetami? Są ostatnio bardzo modne.

Tak, piękne i dobre tapety nie są już tak drogie jak kiedyś. Niestety w tym przypadku ryzykujemy stratą na produkcie – jeśli ktoś nie ma doświadczenia, tapetowanie jest nieporównywalnie trudniejsze do malowania. Podobnie jest z kafelkami – jeśli ktoś nigdy tego nie robił, oprócz inwestycji w czas spędzony nad tutorialami na YouTube, powinien zamówić też kilka paczek kafli więcej i narzędzia. W tym wypadku nauka bez prób i błędów jest niemożliwa.

Czy jakość zakupionych kafli może nam ułatwić pracę?

Oczywiście.

Jak zatem wybrać porządne kafelki?

Tak naprawdę chodzi o ich grubość – nie mogą być za cienkie, bo będą się kruszyć, łamać i bardzo trudno będzie nam je położyć bez uszkodzeń, ani nie mogą być za grube (ok. 1 cm - przyp. red.), bo ich nie potniemy.

Z własnego doświadczenia wiem, że również ich rozmiar i struktura mają znaczenie.

Tak, zdecydowanie duże kafle kładzie się trudniej, zwłaszcza w małych łazienkach. Z kolei struktura może utrudnić i przycinanie i dopasowywanie kafli na łączeniach. Dlatego jeśli porywamy się na samodzielny remont łazienki, powinniśmy wybór kafli bardzo dokładnie przemyśleć.
Ma Pani jakieś rady dla tych, którzy są na etapie poszukiwań inspiracji do urządzenia łazienki w bloku?

W małych łazienkach nie sprawdzają się duże kafelki nie tylko ze względu na trud ich położenia, ale też estetykę. W sklepie, gdzie jest bardzo dużo przestrzeni mogą nam się podobać te jednolite błyszczące tafle o powierzchni metra kwadratowego. Jednak przyklejone do ściany, zastawione pralką, półką oraz zaklejone haczykami na ręczniki albo dadzą komiczny efekt, albo po prostu żaden i fortuna wydana na glazurę pójdzie na marne.

A co z ich ceną? Czy wybierając się do marketu budowlanego mamy szansę na urządzenie designerskiej łazienki, na którą będzie nas stać?

Jasne! W marketach budowlanych jest w tej chwili tak ogromny wybór wzorów w każdej kategorii cenowej, że najlepiej jest wybrać się na zakupy z konkretną wizją i decyzją czy chcemy mieć wannę czy prysznic itd. Inaczej utoniemy w morzu możliwości. Jeśli nie mamy żadnego pomysłu na dobór kafli, znamy tylko rozmiary swojej łazienki oraz ustawienie wanny, zlewu itd. warto w pierwszej kolejności poszukać w markecie takiej łazienki, która kształtem i ustawieniem będzie odpowiadać naszym wymaganiom. Wówczas dużo łatwiej nam będzie na "gotowej" łazience w wyobraźni zmienić kolor ścian i podłogi.

Podobnie trudno jest wyobrazić sobie istniejący już i umeblowany pokój z fototapetą... Wydaje mi się, że efekt komiczności, o którym Pani wspomniała może dać właśnie nietrafiony wybór zdjęcia na ścianę.

Tak, może tak się zdarzyć. Ale poza tym, jestem fanką fototapet, bo to prosty i błyskawiczny sposób na "zrobienie" wnętrza od nowa. Jeśli trafimy z wyborem za naprawdę nieduże pieniądze możemy uzyskać zupełnie nowe wnętrze, więc moim zdaniem warto próbować. Fototapety są gładkie, więc jeśli nie wyjdzie, jak powinno, można ją po prostu zamalować. Podobnie można postąpić ze znienawidzoną boazerią, która pod innymi postaciami i kolorami znów wraca do łask. Chociaż tą starą można samodzielnie i po kosztach odczarować, zrobić rewolucję za 200 zł.
W jaki sposób?

To, co jest w niej brzydkie to nie struktura, a kolor, więc nie trzeba jej zrywać. Wystarczy papierem ściernym zmatowić lakier, który na niej jest i pomalować. I już. Oczywiście to wymaga ogromnego nakładu precyzyjnej ręcznej pracy, ale z drugiej strony, jeśli zdecydujemy się na zrywanie boazerii czeka nas nie tylko wynoszenie jej z mieszkania i wielkie sprzątanie, ale później wyrównywanie ścian, a to już jest zabawa dla zaawansowanych.

A propos patentów na szybką metamorfozę – co Pani sądzi o ostatnio polecanych linoleum czy farbach do malowania kafli?

Niestety ani jeden patent ani drugi mnie nie przekonuje i nie zaliczyłabym tych sposobów do kategorii "ekonomiczny remont". Linoleum zawsze wygląda tanio, a ładne nie ustępuje ceną nowym panelom czy porządnemu dywanowi. Z kolei farbą do malowania glazury ciężko się pracuje i o idealny efekt, który jest rozsławiony, niezwykle trudno.

Poza tym ta farba się pali, więc nie nadaje się do kuchni. Kiedyś odważyłam się na taką metamorfozę i choć efekt, mimo trudów, był świetny, wystarczyło, że raz postawiłam za blisko ściany rozgrzany garnek i zostawił on brązową, przypaloną plamę.

Tym bardziej jest to powód, by nie korzystać z tego sposobu. Ładne kafelki kuchenne można naprawdę kupić tanio i choć kosztuje to więcej pracy, to jednak się opłaca. W szybkiej metamorfozie najważniejsze jest znaleźć dokładnie ten element, który nas we wnętrzu denerwuje. Jeśli to kafle, przed nami wyzwanie, ale jeśli to kolor ścian, poczucie ciasnoty, zniszczona podłoga, czy brak poczucia elegancji, mamy całą gamę sposobów, by odmienić znienawidzone wnętrze.

TRIKI NA PIĘKNE WNĘTRZE W JEDEN DZIEŃ

Trik #1
Wybierz identyczne panele podłogowe do wszystkich pomieszczeń i kładąc je zwróć uwagę, by nie dzielić przestrzeni. Najlepiej byłoby gdyby panele z jednego pomieszczenia do drugiego "wchodziły" płynnie, bez podziałów i progów. Ujednolicenie podłóg w całym mieszkaniu sprawi, że wyda się ono wyraźnie większe i dużo bardziej eleganckie.

Trik #2
Zamiast plastikowych listew przypodłogowych w kolorze paneli, wybierz wysokie porządne białe listwy z płyty MDF. Są trwałe, wbrew pozorom nie brudzą się i nie trzeba uważać na ich strukturę przy odkurzaniu (listwy z miękkiego drewna mogą się "dziurawić" po każdym uderzeniu, a plastikowe często odpadają i niestety zawsze wyglądają tandetnie). Pasują do każdych paneli i doskonale odcinają kolor podłogi od koloru ścian, pięknie je podkreślając. I co najciekawsze, nie popsują żadnego wnętrza, nie są odważnym elementem wystroju, którego powinniśmy się bać (w przeciwieństwie do listew przysufitowych).

Trik #3
Jeśli urządzasz mieszkanie o standardowej wysokości i chciałbyś, by wyglądało na wyższe, zdecyduj się na karnisz znacznie powyżej okna, lub szynę, którą mocuje się bezpośrednio na suficie. Szynę zamaskować można np. styropianową listwą przysufitową (jest tania i w dziesiątkach wzorów dostępna w każdym markecie budowlanym). Długie zasłony, nawet w małym pomieszczeniu, dodadzą mu przytulności i przestrzeni zarazem.

Trik #4
W małych pomieszczeniach najlepiej sprawdzają się jasne kolory. Nie dotyczy to jednak podłogi! W tym wypadku kolor jest dowolny. Jeśli marzą ci się ciemne ściany, nie maluj w ten sposób wszystkich. Możesz ulubionym ciemnym kolorem pomalować np. jedną ścianę, najlepiej tą, która jest na przeciwko okna – "nie wchłonie" ona światła. Jeśli pomalujesz ciemnym kolorem dwie ściany, które są na przeciwko siebie, pokój będzie wydawał się węższy. Ciemna ściana na przeciwko drzwi wyraźnie zmniejszy pokój.

Popularnym sloganem w poradnikach wnętrzarskich jest stwierdzenie, że do pełnej metamorfozy wystarczy wymienić dodatki. Czy ta teza nie jest przypadkiem lekko naciągana?

Rzeczywiście, takie metamorfozy dotyczą przede wszystkim małych wnętrz w neutralnych kolorach. Na przykład biała łazienka dostaje drugie życie wraz z inwestycją w ładne szkło i kolorowe ręczniki czy dywanik. Natomiast jeśli mamy na ścinach pstrokatą tapetę, dodatki nic nie dadzą. Poza tym źle dobranymi dodatkami można pogorszyć sprawę nawet w bardzo gustownie przygotowanym pokoju.

Jak to?

Powiedzmy, że mamy bazę: szare ściany, biało-drewniane meble, neutralne panele i białe wysokie listwy. Jeśli zacznie Pani wstawiać do takiego wnętrza jednocześnie wiklinę, tkaniny w geometryczne wzory, betonowe doniczki i kolorowe szkło, zrobi się miszmasz nie do zniesienia, choć wszystko to jest teraz na topie.

A co z wyjątkowo modnym eklektyzmem?

Eklektyzm to nie bałagan, to mieszanie stylów z głową. Jak pokój dziecka uważam za zupełnie osobną część mieszkania, która dorasta razem z właścicielem, tak reszta mieszkania stanowi jednolitą całość. Często o tym zapominamy urządzając salon w stylu skandynawskim, a kuchnię w aneksie w stylu rustykalnym... Dobierając dodatki powinniśmy być ostrożni i konsekwentni, co oczywiście nie oznacza, że skoro w salonie nad stołem wisi lampa wiklinowa, to w sypialni źle będzie wyglądać szklana. Chodzi po prostu o to, by granice poszczególnych stylów były słabo widoczne.

Co to oznacza w praktyce?

Na przykład że choć do wspomnianych betonowych doniczek, bardzo surowych i nowoczesnych, świetnie pasują wiklinowe koszyki, które kojarzą się z przytulnością i wnętrzem w stylu toskańskim, to jeśli w kolejnym pomieszczeniu dorzucimy do nich również wspomniane kolorowe szkło, może być kiepsko. Odważne połączenia nie mogą oznaczać chaosu i jeśli decydujemy się na jeden rodzaj zestawienia, kontynuujmy go.
Wydaje mi się, że wielkim polem do popisu jeśli chodzi o stworzenie chaosu zamiast stylowego eklektyzmu, jest samodzielne przerabianie mebli.

To prawda, nie widząc ostatecznego efektu możemy narobić bałaganu. Z drugiej strony jeśli zdecydujemy się na jeden taki mebel w neutralnym wnętrzu, możemy w ten sposób nadać mu niepowtarzalnego charakteru i "załatwić" sprawę dodatków. Tak czy siak, jestem fanką takich inicjatyw. Teraz do łask wracają nie tylko PRL-owskie stoliki, komody i krzesła, ale również żeliwne grzejniki w bardzo surowej wersji. Jeśli mamy do urządzenia od zera stare mieszkanie, dostaliśmy w spadku stare meble, najpierw rozeznajmy się dokładnie w tym, co mamy, bo może się okazać, że to niepowtarzalny bardzo stylowy zestaw. Podobną rolę do wyrazistych dodatków hand-made gra oświetlenie.

Wybór ładnych lamp zdaje się być arcy trudnym zagadnieniem – na ekspozycjach w marketach budowlanych te szkaradne pomieszane są z bardzo eleganckimi i porządnymi. Można zwariować!

Owszem, ale moim zdaniem jeśli nie udało nam się wybrać odpowiednich lamp w sieciówce jednego dnia, to znaczy, że musimy iść do domu, przespać się i wrócić na drugi dzień. W marketach budowlanych można kupić piękną lampę w każdym stylu i dlatego ta decyzja jest taka trudna. Po prostu wybór jest za duży, a nasza wyobraźnia ograniczona. Dobór lamp powinien być przemyślany jak wybór dodatków czy mocnych kolorów ścian – jeśli mamy ochotę na szalony fiolet, możemy kupić próbkę farby, pomalować nią ścianę i pomieszkać z nią trochę. Wówczas się okaże czy to dobry pomysł. Podobnie jest z lampami i dodatkami – do tych decyzji się dojrzewa mieszkając w surowych wnętrzach z gołymi żarówkami lub lampami zastępczymi, czyli papierowymi kulami z Ikei czy innej sieciówki. Dobór odpowiednich lamp również powinien być konsekwentny, ale nie dajmy się zwariować i pamiętajmy, że to nie model lampy, a żarówka odpowiada za efekt i atmosferę. To żarówka jest źródłem światła, więc warto poświęcić chwilę na testy w markecie i wybór. I najlepiej, by punktów światła w pokoju było kilka.

Ludzie często boją się wielu małych lampek ze względu na wysokie rachunki za prąd.

Niesłusznie, można przecież wybrać ledowe żarówki, które generują kilkukrotnie mniejsze koszty niż każda inna żarówka.
Podsumowując, czy istnieje jakaś ogólna zasada, jak nie spowodować designerskiej katastrofy robiąc remont samodzielnie?

Teoretycznie tak: 60 proc. pomieszczenia powinien stanowić kolor podstawowy, 30 proc. dodatkowy, najlepiej łagodniejszy i 10 proc. dodatki. Zatem jeśli mamy wzorzyste zasłony i chcemy z tej samej tkaniny uszyć poduszki czy pufę, to niech to będą jedyne wzory w tym wnętrzu. Ponadto, cena nigdy nie powinna stanowić kryterium wyboru – tak jak wspominałam, w każdym stylu w każdej kategorii cenowej, może poza najniższą, jesteśmy w stanie znaleźć ładne i dodatki, i panele czy farby. Najtańsze produkty rzadko są dobre, ale tylko odrobinę droższe mogą być już naprawdę wystarczającej jakości. Wyjątkiem są wykładziny. Te dobrej jakości, które nie przyjmują brudu i kurzu kosztują tyle, co nowa podłoga. Dlatego czytajmy metki i opisy, zagłębiajmy się w tajniki wiedzy o produktach. To naprawdę nam się opłaci. A to co jest bezdyskusyjnie najważniejsze – nie sugerujmy się modą. To my będziemy w tych wnętrzach mieszkać, dlatego musimy się w nich dobrze czuć. Nie urządzajmy na pokaz, lecz zgodnie z własnym gustem. Nawet jeśli będzie to krok pod prąd.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...