"Chańba" i "post prawda". PiS wyjaśnia, dlaczego tak głosował w sprawie Turcji i... Tych argumentów trzeba posłuchać

6 parlamentarzystów PiS w Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy zagłosowało przeciwko rezolucji dotyczącej Turcji.
6 parlamentarzystów PiS w Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy zagłosowało przeciwko rezolucji dotyczącej Turcji. Fot. Shutterstock.com
Do mediów przedostał się przede wszystkim oryginalny komunikat autorstwa posła PiS Arkadiusza Mularczyka, że "chańbą jest pracować dla wyborczej". To miał być argument w dyskusji, dlaczego parlamentarzyści Prawa i Sprawiedliwości we wczorajszym głosowaniu w Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy sprzeciwili się rezolucji w sprawie Turcji. Tymczasem sprawa jest bardziej skomplikowana i należy się jej przyjrzeć.

Chodzi o rezolucję wzywającą turecki reżim Recepa Tayyipa Erdoğana m.in. do uwolnienia opozycjonistów, dziennikarzy i innych więźniów politycznych. Dokument został przyjęty, poparło go 113 osób, a 45 członków Zgromadzenia było przeciwko. Wśród tych drugich znalazło się 6 posłów z PiS. Jeden z nich, Arkadiusz Mularczyk, gdy na Twitterze zaprezentowano nazwiska głosujących przeciw z podpisem "lista hańby", zareagował emocjonalnie, zapominając o zasadach ortografii. A potem, w swojej ripoście o "miszczach z Wyborczej", znów się nie popisał.
Nieco więcej Mularczyk wyjaśnił w rozmowie z Polską Agencją Prasową. – Uznaliśmy, że będziemy głosować przeciwko, ponieważ jest to raport, który przykłada takie same standardy funkcjonowania państwa jakie należałoby przyłożyć do krajów, które funkcjonują w stabilizacji i pokoju, a tak nie jest – stwierdził poseł PiS, co brzmi nieco kuriozalnie. Bo niby dlaczego można przymykać oko na łamanie praw człowieka w Turcji? Dlaczego świat miałby przyzwalać na zamykanie w więzieniach polityków opozycji oraz niewygodnych dla władz dziennikarzy? Bo nie można do Turcji "przykładać takich samych standardów", jak do Polski, czy jakiegokolwiek innego kraju w Europie?



Cztery argumenty przeciw
Wśród głosujących przeciwko rezolucji był poseł PiS Włodzimierz Bernacki, profesor politologii na Uniwersytecie Jagiellońskim. On w rozmowie z naTemat był w stanie przedstawić więcej argumentów niż te o "chańbie" i "przykładaniu standardów". Jak tłumaczył, są cztery istotne powody, dla których posłowie PiS rezolucji nie poparli. – Po pierwsze, trzeba pamiętać, że Turcja już jest objęta procedurą postmonitoringową. W związku z tym uznaliśmy, że rozpoczynanie czegoś, co już teraz jest kontynuowane z punktu widzenia formalno-prawnego jest zbyteczne – tłumaczy prof. Bernacki.

Do kolejnych jego argumentów przejdziemy za moment; warto bowiem w tym miejscu oddać głos posłowi Nowoczesnej, Krzysztofowi Truskolaskiemu, który głosował za rezolucją. A on pyta wprost: "Procedura postmonitoringu? A co ona dała do tej pory".
– Ja nie miałem żadnych wątpliwości, że należy zagłosować za tą rezolucją. Przecież ten dokument mówi o poszanowaniu praw człowieka, zwolnieniu z aresztów dziennikarzy i polityków opozycji. Jak moglibyśmy głosować przeciwko? – pyta Truskolaski w rozmowie z naTemat.
Krzysztof Truskolaski
poseł Nowoczesnej

Temu, co się dzieje w Turcji, należy się głośno sprzeciwić, bo tam łamane są prawa człowieka. Na szczęście podobnie uznała większość członków Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. Konieczne są szybkie konkretne działania i monitoring. Po ostatnim referendum, w którym Erdoğan zdobył praktycznie nieograniczoną władzę, demokracja w Turcji zagrożona jest jeszcze bardziej.

Poseł Bernacki zaś argumentuje, że na sytuację w Turcji należy spojrzeć znacznie szerzej. – Turcja to przecież także miejsce, gdzie ostatnio dokonał się zamach stanu, który przecież spotkał się ze zdecydowanie negatywną reakcją Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. Przypomnę, że w tej sprawie płynęło wiele słów wsparcia z Zachodu wobec prezydenta Erdoğana – tłumaczy prof. Włodzimierz Bernacki. Jednocześnie zwraca uwagę na otoczenie Turcji: sytuację w Syrii i Iraku, ataki Państwa Islamskiego.

"Nie ma mowy o żadnym relatywizmie"
Dopytuję, czy to oznacza, iż można się godzić na relatywizm w przestrzeganiu praw człowieka, na "handel wartościami demokratycznymi" – jak to określa opozycja.
prof. Włodzimierz Bernacki
politolog UJ, poseł PiS

Nie ma mowy o żadnym relatywizmie. Trzeba pamiętać o tym, że tego typu rezolucja to jest wypychanie Turcji z takiej przestrzeni stabilności, a to na pewno nie służy całej Europie. I trzeba też brać pod uwagę, że z punktu widzenia Rady Europy są dwa ważne państwa: Rosja i Turcja. Rosja już z RE nie rozmawia (Moskwa nie wysyła swoich delegacji na posiedzenia ZP RE od czasu, gdy po aneksji Krymu Zgromadzenie odebrało parlamentarzystom z Rosji prawo głosu – przyp. red.), Turcja zaś od rozmów się nie uchyla. I tu jest pewien paradoks – Turcja już dzisiaj mogłaby wycofać swoich parlamentarzystów z RE i wtedy już wszelkie działania kontrolne przestałyby być możliwe. Bo przecież ten kraj jest już objęty procedurą postmonitoringową, więc po co jeszcze nowy monitoring?

I to rzeczywiście należy wziąć pod uwagę – Rosja, odkąd wycofała swoich przedstawicieli ze Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy nie podlega już żadnemu nadzorowi ze strony tego gremium. Moskwa robi co chce w kwestii wyborów, opozycji, czy organizacji pozarządowych.

Przyjaciele, których łączy wiele
Ale nie można też zapominać o tym, o czym prof. Bernacki nie wspomniał: o pewnych więzach, jakie łączą PiS i Turcję. Równo rok temu Witold Waszczykowski mówił o przyjaźni z Ankarą i był gorącym orędownikiem jej wstąpienia do Unii Europejskiej, co wywołało zdumienie wielu osób – właśnie ze względu na łamanie praw człowieka przez tureckie władze.
Później, gdy UE miała pretensje wobec polityki polskich władz, szef MSZ zgłosił takie żądanie, jakby Turcja już w Unii była.
A potem, gdy doszło do spięcia między Turcją a Holandią, polskie władze stanęły po stronie... Ankary.
– W głosowaniu nad rezolucją PiS wykazał solidarność z tureckimi przede wszystkim dlatego, że posłowie tej partii są członkami tej samej frakcji, co przejmująca pełną kontrolę nad Turcją Partia Sprawiedliwości i Rozwoju Erdoğana. Ta frakcja Konserwatystów staje się coraz dziwniejsza, bo przecież PiS zasiada w niej obok Brytyjczyków, którzy opowiedzieli się za Brexitem – przypomina poseł Krzysztof Truskolaski. A przecież, jak pisaliśmy, analogii między Polską pod rządami Prawa i Sprawiedliwości oraz Turcją pod rządami Partia Sprawiedliwości i Rozwoju da się znaleźć niemało. Od wczoraj – o jedną więcej.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...