Detektyw Rutkowski niczym komisja Smoleńska. Nawet nie był w Egipcie, ale już ma podejrzanego, motyw i przyczynę

Krzysztof Rutkowski podczas show-konferencji w sprawie śmierci Polki w Egipcie.
Krzysztof Rutkowski podczas show-konferencji w sprawie śmierci Polki w Egipcie. fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta
Wystarczył jeden dzień prowadzonego zdalnie i internetowo śledztwa, a detektyw Krzysztof Rutkowski wie jak było ze sprawą śmierci Magdalney Żuk. Najdziwniejsze jest zaś to że nawet nie był w Egipcie, wybierze się tam dopiero we wtorek. Chyba już tylko dla formalności, aby osobiście pojmać i założyć kajdanki najbardziej podejrzanemu w sprawie. To rezydent biura podróży i jego ziomkowie czyhający na białe kobiety.

Podsumowanie wysnutych już hipotez wygląda tak: egipski rezydent firmy turystycznej Rainbow dowiedziawszy się o samotnym przylocie do kraju atrakcyjnej Polki, podał jej pigułkę gwałtu następnie wykorzystał. "Stworzył sobie alibi", że niby pomaga turystce, a tak naprawdę dążył do jej śmierci.



Badanie wypadków i wydawanie sądów bez twardych dowodów i badania faktów na miejscu zdarzenia zaczyna być już polską specjalnością. Udowodnili to chociażby podkomisja Wacława Berczyńskiego i Antoni Macierewicz, którzy katastrofę smoleńską tłumaczyli wybuchem bomby termobarycznej na pokładzie samolotu. Wbrew analizom polskich policjantów, wbrew fizyce i nie odpowiadając na żadne wątpliwości co do ich teorii.

Rutkowski przebił ich w co najmniej jednym punkcie. Dojście do jego wersji wydarzeń zajęło mu zaledwie jeden dzień pracy. A wszystko na podstawie analizy zdjęć i filmów opublikowanych w internecie. Chociaż to samo zrobili już inni samozwańczy internetowi detektywi.

Oto wątpliwości
1. Ofiara mogła być zgwałcona, a nawet mógł to być gwałt zbiorowy. Detektyw sugerował to zanim jeszcze doszło do sekcji zwłok w Egipcie. Nawet jeśli jej wyniki nie są wiarygodne dla polskich śledczych to i tak nikt nie zbadał jeszcze ciała ofiary.

2. Podobnie można obalić twierdzenie o użyciu pigułki gwałtu do oszołomienia ofiary.
Na dowód, że niemal na pewno tak było, detektyw analizuje zdjęcia: "Zasłania się nie przed obiektywem, ale ma alergię na światło. To typowa reakcja na środek zwany tabletką gwałtu".

3. Zdalnie i internetowo obalił oficjalną przyczynę śmierci, czyli obrażenia na skutek upadku z okna szpitala. Detektyw nie bedąc na miejscu ogłosił jako "nowe fakty", że pod oknem był trawnik. Polka przeżyłaby upadek, bo dzięki tańcowi na rurze, była wysportowaną osobą - zawyrokował.

4. "Gdy polska kobieta sama przylatuje do Egiptu, to rezydenci przekazują sobie, że mają tzw. łup do zrobienia" - to kolejny cytat detektywa. Rutkowski kolportuje w internecie relacje innych Polek, potencjalnych ofiar rezydentów. Sugeruje, że Egipcjanie czyhają na białe kobiety. Miesięcznie Egipt odwiedza 300 tys. turystów. Dlaczego ofiarami nie stają się masowo turystki z innych krajów Niemki czy Brytyjki? Scotland Yard też jest nieudolny? Z pomocą w wyjaśnieniu przyszli detektywowi internauci: "Polski są najpiękniejsze".

5. Dziennikarze "Gazety Wyborczej" przyłapali go na jednym kłamstwie. Aby udowodnić, że wie więcej niż inni w tej sprawie, podczas konferencji przedstawił zdjęcie, mające przedstawiać ciało Magdaleny w prosektorium. Okazało się, że to fotografia, którą dwa lata temu strona internetowa lokalnego portalu zilustrowała samobójstwo Polaka w Egipcie.
Lepszy niż policja
Takich rewelacji jak u Rutkowskiego nie ogłosiłby publicznie żaden z poważnych dochodzeniowców w policji czy prokurator. Zwłaszcza nie mając w aktach dowodów, raportów i przesłuchań.
PROF. DR HAB. PIOTR GIRDWOYŃ
kryminolog z Uniwersytetu Warszawskiego

Nie wiemy jak wygląda protokół sekcji zwłok, a to podstawowa kwestia. Dopóki zwłoki nie wrócą do Polski, nie ma co spekulować. Sprawa jest niewątpliwie dość tajemnicza, sądząc po tych nagraniach opublikowanych w sieci. By ją rzetelnie wyjaśnić, to przede wszystkim trzeba sprowadzić zwłoki do kraju, poddać je oględzinom, sekcji i uzyskać opinię medyka sądowego, co do tego, jaka była przyczyna śmierci. Dopiero na tej podstawie uzyska się informacje, które pozwolą dalej prowadzić postępowanie.

Krzysztof Rutkowski wielokrotnie wypowiadał się o rywalizowaniu z policją. Na użytek własnej agencji przerobił logo z policyjną odznaką, w miejsce słowa policja wstawiając, a jakże "Rutkowski". Przypomnijmy, że policjanci badający sprawę śmierci Ewy Tylman twierdzili, że współpracownicy detektywa mieli fabrykować w tej sprawie dowody. Za pieniądze nakłaniali przypadkowego mężczyznę do złożenia zeznań. Rutkowski zaprzeczył, nazywając sprawę spiskiem.

Po co to całe show? Rutkowski włącza firmę w głośne sprawy, bo poza nimi zajmuje się odzyskiwaniem skradzionych koparek, samochodów dostawczych, o czym przeczytacie na jego stronie. Na tym jednak nie da się zrobić równie skutecznej reklamy.

Tak dla uspokojenia emocji w sprawie, którą żyje cała Polska. – Śledztwo władz egipskich trwa. Jesteśmy bardzo zainteresowani jego wynikami, bo będą to jedyne wiarygodne informacje w tej sprawie – powiedział Jakub Wawrzyniak z Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Polskie śledztwo w sprawie śmierci 27-latki prowadzi Prokuratura Okręgowa w Jeleniej Górze.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...