"Ratunku! Policja!". Paraliżująca prawda o paralizatorach, czyli jak policja fatalnie tłumaczy się z użycia tasera

"Ratunku! Policja!". Paraliżująca prawda o paralizatorach, czyli jak policja kiepsko tłumaczy się z użycia tasera.
"Ratunku! Policja!". Paraliżująca prawda o paralizatorach, czyli jak policja kiepsko tłumaczy się z użycia tasera. Fot. Tomasz Pietrzyk / Agencja Gazeta
Policjant, który kilkukrotnie użył paralizatora wobec Igora Stachowiaka, straci pracę – ale... nie dlatego, że po jego interwencji 25-latek zmarł. Funkcjonariusz zostanie zwolniony "ze względu na dobro policji i jej wizerunek". Wizerunek służby ważniejszy jest od ludzkiego życia?! W sprawie użycia tasera rzecznik Komendy Głównej wczoraj tłumaczył, że "nie jest określone, ile razy można użyć paralizatora". Nie jest? No to sprawdzamy.

Minął rok od śmierci Igora Stachowiaka na komisariacie Wrocław Stare Miasto. Tragedia ta poruszyła wówczas mocno opinię publiczną, ulicami Wrocławia przeszedł "Marsz przeciwko brutalności policji". Jednak sprawa ucichła. Śledztwo utknęło. Jeden z policjantów, który początkowo został na 3 miesiące zawieszony, wrócił do służby. Pozostałym od początku włos nie spadł z głowy – jak pracowali, tak pracują. I można przypuszczać, że po cichu z czasem wszystko by się rozeszło po kościach, gdyby nie dziennikarskie śledztwo Wojciecha Bojanowskiego (pisaliśmy o nim tutaj).
W reportażu w "Superwizjerze" TVN zaprezentowano wypowiedzi świadków, którzy widzieli, jak Igor Stachowiak został potraktowany przez policję najpierw na wrocławskim rynku, potem na komisariacie. Najważniejszym dowodem zaś są nagrania, jakie zamontowana w paralizatorze kamera wykonuje automatycznie po tym, jak z urządzenia zostaną wystrzelone elektrody, które porażają prądem ciało zaatakowanej osoby.

Policjant broni mnie przed oszustem
Policjant broni mnie przed bandytą
Policjant broni mnie przed zbrodniarzem
Lecz kto obroni mnie przed policjantem?

Materiał TVN dowodzi, że brutalność policji wynika z faktu, iż funkcjonariusze biorą Igora Stachowiaka za kogoś innego – za mężczyznę, który dwa dni wcześniej wyrwał się policjantom podczas zatrzymania i uciekł w kajdankach. Stachowiak, nad ranem, po imprezie w klubie, zupełnie nie ma pojęcia, o co chodzi zatrzymującym mu policjantom. Nagrania z wrocławskiego rynku wskazują, że rzeczywiście – stawiał opór i wówczas po raz pierwszy zastosowano wobec niego paralizator.

Nagrania z kamery tasera wskazują, że później na komisariacie policjant aż trzykrotnie użył paralizatora wobec 25-latka! Dlaczego aż tyle razy, skoro wiadomo, jakie to niesie zagrożenie? Rzecznik KGP powiedział tak:
Mariusz Ciarka
Komenda Główna Policji

Nie ma określonej ilości, jeżeli chodzi o użycie paralizatora, natomiast trzeba pamiętać, że jest to jeden z tych łagodniejszych środków, w porównaniu chociażby z bronią palną.

To te słowa tak bardzo oburzyły wiele osób i nic dziwnego – wkrótce po trzecim użyciu paralizatora Igor Stachowiak zmarł. Według nieoficjalnych informacji "Superwizjera", dwie sekcje zwłok wykazały, że przyczyny śmierci mężczyzny były złożone: zgon nastąpił w wyniku "zażycia środków psychoaktywnych, kilkukrotnego użycia paralizatora oraz wywierania silnego nacisku na szyję" (25-latek, co wykazała sekcja oraz według zeznań świadków, był duszony przez policjantów). No i tego wątku ze "środkami psychoaktywnymi" uchwyciła się i policja, i narodowa telewizja.
Komenda Główna Policji obrała przedziwną linię obrony. Fakt, że "nie jest określone, ile razy można użyć paralizatora" nie oznacza, że można używać go, ile wlezie. A tak było w przypadku Igora Stachowiaka:

Wyje**łem na niego całą baterię!

tak, według występującego w "Superwizjerze" świadka miał powiedzieć policjant, który używał tasera wobec Stachowiaka. Trzykrotnie przez jego ciało ofiary przepłynął impuls o napięciu 1200 woltów – nie trzeba przechodzić specjalnych szkoleń, aby wiedzieć, że to może przynieść tragiczne skutki. A policjanci szkoleni są.

Policjant broni mnie przed złodziejem
Policjant broni mnie przed mordercą
Policjant broni mnie przed gangiem
Lecz kto obroni mnie przed policjantem?

W materiałach dydaktycznych Szkoły Policji w Słupsku można znaleźć dokładny opis, kiedy i jak funkcjonariusz może użyć paralizatora. Jest tam także ostrzeżenie, czym może się skończyć niewłaściwe użycie tego sprzętu. I jasne jest, że we Wrocławiu wszystko przebiegało niezgodnie z zasadami.
Z nagrań ujawnionych w "Superwizjerze" nie wynika, aby Stachowiak na komisariacie był agresywny. Policjant atakujący go paralizatorem żąda wykonania polecenia i grozi ponownym użyciem tasera. Jakie to polecenie? Żąda, aby zdjął buty, spodnie i majtki. Co istotne, Stachowiak jest wówczas skuty kajdankami, a jednocześnie w dłonie ma wbite elektrody, przez które w każdej chwili może być ponownie porażony prądem. I to już jest ewidentne złamanie prawa: stosowanie tasera wobec osoby, która jest już skuta kajdankami jest nielegalne! Policjanci są o tym informowani w trakcie szkoleń.
Nagranie dowodzi, że mimo kajdanek na rękach i wbitych w ciało elektrod, Stachowiak w końcu zdejmuje spodnie. Dopytuje przy tym "czemu jesteśmy w kiblu?". Bo wszystkie te "czynności operacyjne" grupa kilku wrocławskich funkcjonariuszy przeprowadza w ciemnej toalecie. Nagrane rozmowy wskazują, że policjanci nie dowierzają Stachowiakowi, że jest tym, kim jest. Dopytują bowiem o imię, a ten zapewnia, że ma na imię Igor. Nie widać, aby stawiał jakiś opór stanowiący zagrożenie dla policjantów. Acha, no i winą jego jest to, że "posiada telefon niewiadomego pochodzenia".
Policjant broni mnie przed kradzieżą
Policjant broni mnie przed napadem
Policjant broni mnie przed gwałtem
Lecz kto obroni mnie przed policjantem?

Policyjne materiały szkoleniowe dotyczące użycia paralizatorów mówią o pięciu zasadach. Na komisariacie we Wrocławiu złamano je niemal wszystkie.
Tasery w polskiej policji pojawiły się w 2007 r., za poprzedniego rządu PiS. Decyzję o wprowadzeniu paralizatorów na wyposażenie funkcjonariuszy wydał ówczesny komendant główny gen. Marek Bieńkowski (dziś dyrektor jednego z departamentów w Najwyższej Izbie Kontroli). Decyzja o ich zakupie zapadła tuż przed tym, jak tasery znalazły się na cenzurowanym za sprawą tragicznej śmierci Roberta Dziekańskiego. Kanadyjscy policjanci wielokrotnie zaatakowali polskiego emigranta paralizatorem, bo ten zachowywał się agresywnie na lotnisku w Vancouver.
Policjant, który doprowadził do śmierci Polaka, został skazany na 2,5 roku więzienia. U nas – jak dotąd – policjant ten stracił pracę "ze względu na dobro policji i jej wizerunek" a prokuratorskie śledztwo trwa i trwa...
Materiały Amnesty Intertational wskazują, że w wyniku działania paralizatora w samych tylko Stanach Zjednoczonych i to tylko w latach 2001 - 2006 zmarło 150 osób. Producent paralizatorów zapewnia, że śmiertelność wynosi mniej niż 1 proc.
A polska policja podkreśla, że z taserów korzystają funkcjonariusze na całym świecie i chwalą sobie ten sprzęt. Co ważne – paralizatory, jakimi dysponują nasi policjanci są jeszcze silniejsze niż te, których używali 10 lat temu policjanci z Kanady.
A po wydarzeniach z Vancouver jasne jest, że ryzyko śmierci wzrasta wielokrotnie, jeśli paralizator zostanie użyty dłużej niż przez 5 sekund.
Dlatego policyjne tłumaczenia w sprawie śmierci Igora Stachowiaka o braku instrukcji co do tego, ile razy może być użyty paralizator, brzmią kuriozalnie. I nie zmienią tego żadne dymisje we wrocławskiej komendzie. Nagrania z tasera użytego wobec 25-latka policji i prokuraturze znane były od roku! Od lat zaś znane rekomendacje Komitetu Przeciwko Torturom, o których przypomina Rzecznik Praw Obywatelskich.

Rekomendacje Komitetu Przeciwko Torturom dot. Polski z 19 listopada 2013 r. na temat warunków używania paralizatorów (tł...

Opublikowany przez Adam Bodnar na 21 maja 2017
Śródtytuły pochodzą z utworu "Ratunku policja" zespołu Dezerter

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...