Film dogonił rzeczywistość. Jak bywa w policji, pokazali Smarzowski i Vega. Dziś Polacy są w szoku, że to jednak prawda

Policja nie jest taka jak w filmach... Ale czy wszystko, co widzimy na ekranie, jest fikcją?
Policja nie jest taka jak w filmach... Ale czy wszystko, co widzimy na ekranie, jest fikcją? Fot. Kadr z filmu "Drogówka"
Policjant to łapówkarz, pijak i członek patologicznego środowiska. A przynajmniej taki był w "Drogówce", która wstrząsnęła widownią zimą 2013 roku. Funkcjonariusze dostali zakaz wypowiadania się o filmie bez zgody przełożonych, a kiedy już coś mówili, to tylko krytycznie. "Drogówka" była wstrząsająca, ale czy aż tak bardzo oderwana od rzeczywistości? Skąd też pewność, że Patryk Vega zakłamał rzeczywistość "Pitbullem"? Można mieć co do tego wątpliwości. Zwłaszcza, gdy na jaw wyszły wstrząsające nagrania z komisariatu, na którym umarł Igor Stachowiak.

Film to film
Umówmy się, że twórcy filmowi nie przenoszą na ekran świata w jego autentycznych kolorach. W półtorej godziny czy w dwie wtłaczają coś rozmazanego, zintensyfikowanego. Zawsze podają prawdę w jakiejś podkoloryzowanej wersji, a przynajmniej się w to wierzy. Trzy lata temu bardzo chciało wierzyć się, że Wojciech Smarzowski pokazał drogówkę, która nie istnieje. Że policjanci w gruncie rzeczy to ci "dobrzy", w porównaniu z tymi "złymi" jeszcze lepsi.



Kto weźmie na poważnie scenę, w której sierżant Ryszard Król (Bartłomiej Topa) uczy posterunkową Marię Madecką (Julia Kijowska) oszukiwać na fotoradarze? No przecież nikt. A bohaterowie bawią się przy tym przednio. – Tu przyciskasz, nie resetujesz i masz cały czas 130 – instruuje młodszą koleżankę Król. I oboje wybuchają śmiechem.

Kino Świat / giphy.com

Albo scena po gwałcie na uczestniczce powitania papieża - winnego sierżanta Bogdana Petryckiego (Arkadiusz Jakubik) zastępuje sierżant Król. Niewiele mówi, kiedy wchodzi do komisariatu w zabitej deskami mieścinie i pokazuje się ofierze. Ręka rękę myje, ten sam Król wcześniej pozwoli koledze-gwałcicielowi na tete-a-tete z prostytutką w policyjnym wozie. Razem zabawią się też w burdelu.

Kino Świat / giphy.com

Funkcjonariusze drogówki według Smarzowskiego to nie tylko oszuści i łapówkarze (co uwydatniono w filmie) czy fani płatnej miłości, to również ludzie, którzy przymykają oko na występki wpływowych ludzi. Andrzej Grabowski w roli pijanego polityka zostaje złapany przez postać Topy. – Znam waszego komendanta – rzuca. – Ale przejechał pan na czerwonym – przerywa mu filmowy Król. – Tak, rzeczywiście tak było. Po stówie na łebka wystarczy, tak? – odpowiada zadowolony. Kiedy to nic nie daje, wygraża sierżantowi, wreszcie dzwoni do komendanta. Potem można wysłuchać wiązanki przekleństw, zobaczyć, jak Król odbiera politykowi kluczyki, a następnie oddaje je szefowi. – Na dzisiaj koniec służby – słyszy.
Scena z Grabowskim na YouTube ma prawie milion wyświetleń. Cztery lata temu można było sobie pomyśleć: "O, Smarzowski to umie wymyślać". Na "Drogówkę" wpadł jednak, realizując telewizyjne dokumenty pod tym samym tytułem.

Zawód zaufania publicznego
Reżyser z ręką na sercu przekonywał, że to, co zobaczy widz jest odbiciem życia. Jak tu więc ufać policji? Ano, zwyczajnie. W styczniu 2016 r. CBOS publikuje badanie, z którego wynika, że 65 proc. ankietowanych ufa policji, ledwie 27 proc. takiego zaufania nie ma. "W porównaniu do wyników poprzedniego badania zaufania w sferze publicznej ze stycznia 2012, wyniki te nie uległy zmianie (spadek o 1 p.p. deklaracji braku zaufania do Policji)" – czytamy na stronie policja.pl.
Państwowy Instytut Sztuki Filmowej podał, że "Drogówkę" w kinach łącznie obejrzało 1,015 mln Polaków. To było drugi wynik frekwencyjny w całym 2013 r. – Dlaczego mielibyśmy się odnosić do fikcji literackiej, która nie ma nic wspólnego z rzeczywistością? – mówił naTemat ówczesny zastępca rzecznika Komendy Głównej Policji mł. insp. Krzysztof Hajdas (dziś już rzecznik), kiedy poprosiliśmy go o komentarz w sprawie filmu. Do tej fikcji policjanci nie mogli się odnosić bez wcześniejszej konsultacji z przełożonymi.

Funkcjonariusze byli jednak bohaterami wyprzedających się na pniu książek Patryka Vegi oraz protoplaści bohaterów vegowskiej serii "Pitbull". W obu wypadkach reżyser nie brał niczego z powietrza, latami zbierał dokumentację, od podszewki zna policyjne środowisko.
Patryk Vega, "Złe psy. W imię zasad"
Wstęp do "Złych psów"

Starszy aspirant Paweł Słomka, Wydział Kry­minalny

Czym się różnimy od bandytów? Mamy pewne zasady. Nie będę bił kobiety. Nie zmierzam do tego, żeby kogoś zabić. Jeśli kogoś napier***, to nie dlatego, że mi sprawia dziką satysfak­cję znęcanie się nad kimś. Bo nie robię tego dla przyjemności, tylko po to, żeby bandyta odczuł ból w ramach kary, albo żeby bólem zmusić go do wyjawienia prawdy. Tamci robią to dla pieniędzy, my nie. Wiem, że tego gościa leję po pierwsze po to, żeby on zapamiętał i więcej babci nie napadał, a po drugie, żeby mi powiedział, gdzie są pienią­dze, które tej babci zabrał, i wtedy ja te pieniądze będę mógł babci oddać.

Znów pojawia się tu motyw dobra i zła, dobro reprezentuje policja, zło bandyterka, z tym, że granica między nimi jest bardzo płynna. Wywiady z funkcjonariuszom dotyczą i (podobno) dawnego przechodzenia na drugą stronę barykady. Motywacją były "utrata możliwości zarobkowania" i lenistwo. "Największy procent to niestety tacy, którzy myślą: a, tu będę miał pensję, to sobie jeszcze dorobię na ulicy, bo będę mandaty sprze­dawał, tu mi łapówkę dadzą, tu mi prezent wręczą." – mówił cytowany wyżej aspirant Słomka. Książka Vegi "Złe psy. W imię zasad" trafiła do księgarń w 2015 r. Później wyszedł ciąg dalszy, czyli "Po ciemnej stronie mocy". Czytelnicy idąc do kina na "Pitbulla. Nowe porządki" mogli przeżyć małe deja vu - wiele dialogów to słowa rozmówców reżysera.
"Pitbull" i rzeczywistość - dwie strony jednej monety
"Nowe porządki" (otwarcie w wysokości 211 tys. widzów) obnażył mroczne tajemnice policji i gangsterów. Dla tych, którzy z "Pitbullem" zetknęli się po raz pierwszy, szokiem było oglądać sceny tortur na komendzie. W jednej funkcjonariusz zakłada "Kurze" (Agnieszka Dygant) foliową torebkę na głowę i zaczyna ją dusić. Chce, by poczuła to, co czuł zabity przez nią w ten sposób chłopiec.
W inny sposób ruszało pokazanie policyjnej hierarchii i prawideł, które nią rządzą. "Majami" (Piotr Stramowski) został zdegradowany za to, że za bardzo się wychylał. W następnej części "Niebezpiecznych kobietach", żeby uniknąć problemów, po nieuzasadnionym zabiciu gangstera strzelał z broni w powietrze. Chętnie też prowokował wroga w osobie "Cukra" (Sebastian Fabijański), kładąc przed nim "klamkę". O to, ile w tym fikcji, a ile prawdy pytam filmowego "Majamiego".
Piotr Stramowski dla naTemat.pl
"Majami" z ostatnich dwóch części "Pitbulla" Patryka Vegi

Można powiedzieć, że filmy [Patryka Vegi - red.] są inspirowane prawdą. Oglądając je nie dowiemy się jak bardzo - niektóre sytuacje zostały zmienione, podobnie miejsca i osoby. Część jest też miksowana.

Gdybym miał oceniać "Pitbulla" z 2005 r., to wydaje mi się, że wtedy ten świat policji był surowszy i zbliżony do prawdy. To, co robiliśmy teraz jest trochę bardziej filmowe, choć cała konstrukcja wciąż jest zaczerpnięta z życia, np. historia grupy mokotowskiej.

W pierwszej części pokazano trud, ale i niekompetencję policjantów. Można było ich jednak polubić, mimo że czasem zachowywali się wbrew prawu i robili rzeczy absurdalne. Patryk przede wszystkim pokazuje ludzi, ich problemy i w związku z tym, że jest to zaczerpnięte z życia, wydaje się prawdziwe i też wzrusza.

Aktor jest przekonany, że dzięki "Pitbullowi" widzowie zrozumieli z czym zmagają się policjanci i jak trudny zawód wykonują. – Patryk w nowych "Pitbullach" zrobił to samo, choć w inny sposób – słyszę. – Użył trochę innych środków, bo czasy się zmieniły. Może kiedyś "Pitbull" był bardziej eksperymentalnym, niszowym kinem, którego wtedy nie było w Polsce. Kolejne odsłony również mogą być próbą zrobienia czegoś, czego dziś oczekuje widz. Pamiętajmy, że tu też o niego chodzi – ocenia Piotr Stramowski.

Przemoc razy 600 tysięcy
Po wpisaniu w wyszukiwarkę hasła "brutalność policji", dostaję 630 tys. wyników. Materiały na ten temat aktualnie dotyczą sprawy Igora Stachowiaka. Młody wrocławianin rok temu trafił w ręce funkcjonariuszy, bo przypominał handlarza narkotyków. Mimo że już na komendzie Igor nie stawiał oporu i był w kajdankach, co chwila rażono go prądem. Między innymi to doprowadziło do śmierci chłopaka (plus obecne w ciele narkotyki oraz wielokrotny ucisk na szyję). Co dokładnie działo się na komisariacie, pokazali reporterzy "Superwizjera" TVN. Na nagraniu z kamery w paralizatorze widać, jak policjant każe ściągać Igorowi spodnie. Dzieje się to w ciemnej toalecie, słychać groźbę: "Jeśli nadal nie będziesz wykonywał poleceń, jeszcze raz ci z tego zap...lę, rozumiesz?". – Ale dlaczego jestem w kiblu? – pytał Igor. 15 minut później zemdlał i przestał oddychać.
Po emisji reportażu TVN zdecydowano o odwołaniu dolnośląskiego komendanta wojewódzkiego, jego zastępcy oraz komendanta miejskiego we Wrocławiu. Ponadto wszczęto postępowania dyscyplinarne wobec osób odpowiedzialnych za wcześniejsze czynności wyjaśniające i postępowania dyscyplinarne związane z zatrzymaniem Igora. Co ciekawe, jego kulisy były znane już rok temu wiceszefowi MSWiA Jarosławowi Zielińskiemu. O zmiany w działaniach policjantów apelował wtedy Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar. Dzisiaj musi swój apel powtarzać.

RPO wydaje Raport Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur (ostatni za rok 2015). Ten najnowszy zawiera przykłady zachowań policji, w tym wielogodzinne bicie mężczyzny na koncercie za załatwienie potrzeby w krzakach czy torturowanie młodej dziewczyny, która ukradła portfel. Jak zauważył rzecznik, policjanci biją zazwyczaj jeszcze przed transportem na komendę, w trakcie przesłuchań i tzw. rozpytań, to znaczy nieprotokołowanej rozmowy z przesłuchiwanym. Ponadto utrudniają albo opóźniają kontakt z adwokatem, do którego przesłuchiwany ma prawo. Bodnarowi zależy, by obrońca towarzyszył mu od momentu zatrzymania. Raport mówi także, że rzadko kto odpowiada za przekroczenie uprawnień, bo prokuratorzy umarzają sprawy.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...