
Donald Trump w czasie kampanii wyborczej był znany z bardzo ostrego języka oraz z tego, że nie dba o dobre stosunki ze swoimi oponentami. Nie przejmował się też poziomem swoich wypowiedzi. Gdy został prezydentem USA, niewiele się zmieniło. W czwartek przeprowadził bezpardonowy atak na dziennikarkę Mikę Brzeziński, czyli córkę Zbigniewa Brzezińskiego.
REKLAMA
Poszło o nieprzychylne komentarze pod adresem Donalda Trumpa, jakie padły w porannym programie "Morning Joe", który prowadzi Mika Brzeziński. Prezydent Stanów Zjednoczonych w serii tweetów wyraził swoją opinię o programie i prowadzących. Zapewnia w nich, że już go nie ogląda, a Mikę Brzeziński nazwał "Szaloną Miki o niskim ilorazie inteligencji". Dostało się także drugiemu prowadzącemu, który został nazwany przez prezydenta "Psycho Joe".
Na tym się jednak nie skończyło. Trump stwierdził także, że przez trzy wieczory z rzędu Mika Brzeziński i jej mąż Josephem Scarborough namawiali go w jego rezydencji na Florydzie, aby pozwolił im się do niego przyłączyć. Jednak tym, co najbardziej wzburzyło amerykańską opinię publiczną było zdanie o "krwawiącej ranie po liftingu twarzy", który rzekomo Brzeziński miała wykonać.
Na reakcję samej Miki Brzeziński nie trzeba było długo czekać. Jej odpowiedzią był tweet z reklamą płatków śniadaniowych, które reklamują się hasłem "Z myślą o małych rączkach". Było to bezpośrednie odwołanie do kompleksu prezydenta Trumpa, którym są jego małe dłonie.
Na tweety Trumpa zareagowała stacja MSNBC, dla której pracują Brzeziński i Scarborough. W wydanym oświadczeniu można przeczytać, że "to smutny dzień dla Ameryki, w którym prezydent traci czas na kłamstwa, ataki i obrażanie na Twitterze, zamiast zajmować się swoją pracą". Także republikańscy politycy proszą prezydenta o powstrzymanie się od publikowania takich tweetów.
Warto dodać, że niedawno Melania Trump ruszyła z akcją przeciwko internetowemu hejtowi.
