"Ja sobie wypraszam". Muzycy Kombii wydają książkę. I jeden niezręczny temat wraca jak bumerang

Grzegorz Skawiński na festiwalu w Opolu w 2016 r. To był koncert 40-lecia Kombi a później Kombii.
Grzegorz Skawiński na festiwalu w Opolu w 2016 r. To był koncert 40-lecia Kombi a później Kombii. Fot. Roman Rogalski / Agencja Gazeta
Ich kariera muzyczna trwa już ponad 40 lat, a w ogóle razem grają znacznie dłużej – Grzegorz Skawiński i Waldemar Tkaczyk wydali właśnie książkę "Królowie życia". Media oczywiście najbardziej interesują się skandalami, a ostatnio niemałe zamieszanie powstało, gdy jeden z twórców Kombi Sławomir Łosowski wylał żale na swoich dawnych kolegów, którzy grają w Kombii. "Nas skandale nie interesują" – mówi w rozmowie z naTemat Grzegorz Skawiński, ujawniając co nieco z tego, co znalazło się w książce oraz z tego, o czym za kulisami rozmawiają muzycy.

Oglądał Pan tegoroczny Festiwal w Opolu?

Tak.

Czyli koncert premier i występ grupy Kombi również?

Tak, oglądałem.

I?

I nie zamierzam dokonywać oceny tego występu. Ze Sławkiem Łosowskim wzięliśmy "rozwód" bardzo, bardzo dawno temu. Sławek widać, że "odmroził się" po latach i próbuje po swojemu kontynuować działalność. Ocenę tego pozostawiam widzom i słuchaczom.
Oceny słuchaczy, jakie ukazały się w internecie po występie Kombi w Opolu, były raczej druzgocące. Wielu dopytywało, czy "dobra zmiana" dopadła też wokalistę zespołu, bo wygląda i śpiewa zupełnie inaczej niż przed laty.

Mnie się nic nie stało. Wtedy, kiedy trwał festiwal w Opolu, zespół Kombii miał akurat inne plany. Owszem, byliśmy zaproszeni na festiwal, ale wyszło tak, jak wyszło. Nie bardzo chcieliśmy wystąpić w tamtej atmosferze, w jakiej się miało odbyć święto polskiej piosenki. Tak uważaliśmy i nadal uważamy.

To ma niewiele wspólnego z polityką, choć próbuje się nam wmawiać, że stoimy po jakiejś stronie. Poniekąd staliśmy się ofiarami tego zamieszania. Nie jesteśmy za żadną opcją polityczną, nie stajemy po żadnej stronie. Nie jest dobrze, gdy polityka wkracza tam, gdzie nie ma na nią miejsca.


Pan jest dość łaskawy, nie oceniając tego występu Kombi w tym roku w Opolu. Sławomir Łosowski wobec Kombii aż tak łaskawy nie był. W książce "Kombi. Słodkiego miłego życia. Prawdziwa historia" o jednym z występów Kombii w Opolu napisał, że był to "poziom knajpy", że klawiszowiec "poległ przy rozpaczliwej próbie naśladowania"…

Każdy ma prawo do dokonywania własnych ocen. Ja nad nimi nie będę się znęcał, to nie leży w mojej naturze. Choć oczywiście swoją opinię na temat tego występu w Opolu mam.

W księgarniach właśnie ukazała się książka "Królowie życia. Kombi, Skawalker, O.N.A. i… Kombii, czyli 40 lat wzlotów i upadków na scenie". Czy ta książka jest odpowiedzią Pana oraz Waldemara Tkaczyka na książkę Sławomira Łosowskiego, którą wydano przed rokiem?

Ta nasza książka to wydawnictwo zupełnie niezależne. Opowiadamy tu o swoim życiu, sporo różnych faktów ujawniamy, choćby z naszego dzieciństwa czy szkoły średniej. Opisujemy to, co nam się przydarzyło i co nie jest znane. Ale to nie jest biografia, to jest raczej dość swobodna opowieść, która przybliża nas czytelnikom i pozwala nas poznać takimi, jacy jesteśmy, a nie takimi, jakich nas znają tylko z mediów. Nikogo w tej książce nie obrażamy...

...w tym także Tymona Tymańskiego? Swego czasu sobie mocno drwił z utworów Kombi... (choćby przerabiając piosenkę "Nie ma zysku" na "Nie mam mózgu" – przyp. red.)

Ale kim ten pan jest, co ten pan osiągnął, oprócz zaprezentowania paru parodii? A że jesteśmy atakowani – ataki i hejt nie zdarzają się tylko na osoby nieznane.

My jako Kombi, Skawalker, O.N.A. i… Kombii mamy długą listę osiągnięć, sukcesów. Dużych sukcesów. I komercyjnych, i artystycznych. Jest naprawdę o czym pisać, bez skupiania się na jakichś konfliktach.
Uważam, że sprowadzanie naszych dokonań tylko do Kombi jest błędem, bo to nie jest nasza jedyna działalność i nasze jedyne umiejętności. Był przecież też choćby zespół O.N.A., który był jednym z najlepszych polskich zespołów rockowych. W tej książce opowiadamy o naszej muzycznej drodze. Uważam, że gdybyśmy się skupili na tym, żeby odpowiadać Sławomirowi Łosowskiemu na jego zarzuty, to byłoby to po prostu słabe.

Owszem, odnosimy się w niej do paru kwestii, ale to wyłącznie dlatego, aby czytelnikom, fanom zespołu je wyjaśnić. Nie posuwamy się jednak do tego, aby zmieniać biografię zespołu i nazywać to jeszcze "prawdziwą historią" Kombi. Jak może być to prawdziwa historia, jeśli jest opowiedziana z perspektywy wyłącznie jednej osoby? Przecież trzon tego zespołu był trzyosobowy, przewinęło się paru perkusistów. Tymczasem w książce nasza rola w Kombi została zmarginalizowana, sprowadzona tylko do roli muzyków sesyjnych. Ja sobie to wypraszam. Wraz z Waldkiem Tkaczykiem jesteśmy kompozytorami i autorami tekstów największych przebojów zespołu Kombi. "Black and White", "Królowie życia", "Nie ma zysku", "Nasze randez-vous" – to nie są utwory Sławka Łosowskiego, ale moje lub Waldka.

Fani dowiedzą się z książki, skąd się wzięły te nagłe zwroty – od elektronicznego grania w Kombi po ostre granie w O.N.A., a potem znów powrót do stylistyki Kombi, ale już jako Kombii?

Odpowiedź jest prosta – ja z Waldkiem zaczynaliśmy od muzyki rockowej i dla kogoś, kto zna naszą historię, to nie było żadnym szokiem, że potrafiliśmy się wpasować w taki format jak O.N.A. i wyjść z tego zwycięsko.
A gdy się skończyło O.N.A. postanowiliśmy po prostu nie debiutować po raz kolejny. Tworzyliśmy Kombi, mamy prawo do spuścizny tej grupy, stąd pomysł, aby grać, nawiązując do historii Kombi. Udało nam się, wydaliśmy płyty z utworami takimi jak "Pokolenie", "Sen się spełni", "Ślad", "Awinion" – to przecież wielkie przeboje.

"Królowie życia" to tytuł piosenki z drugiej płyty Kombi, świetnie nadający się też na tytuł książki. Ma Pan wrażenie, że po Was zostanie tylko "parę nut, na wietrze pył" i naprawdę "więcej nic"? Czy może trochę więcej?

Muzyka, choć dla mnie jest całym życiem, jest niematerialna. Wierzę, że poprzez nasze piosenki zostajemy gdzieś tam w pamięci, w umysłach ludzi. Na pewno nie poprzez skandale. Nasz zespół zawsze był daleki od tego typu działalności. Dziś skandale są ważniejsze niż twórczość – teraz zazwyczaj tak się buduje popularność. Ale prawda w życiu muzyków jest taka, że jak nie ma dobrej piosenki, to żaden skandal nie pomoże.

My zawsze stawialiśmy na to, aby nasza muzyka broniła się sama i myślę, że to jest pewien klucz: w życiu muzyka ważna jest droga, a nie cel. Jesteśmy ludźmi drogi. I faktycznie, nic z nas nie pozostanie więcej, prócz tych paru nut, które zostaną w pamięci słuchaczy. Kolejnych pokoleń słuchaczy. Bo, co tu kryć, jesteśmy już ludźmi leciwymi z ponad 40-letnią zawodową karierą muzyczną, a wciąż mamy nowych, młodych słuchaczy. To jest piękne i zadziwiające.

Chyba rzeczywiście udało się Wam trafić do umysłów słuchaczy. W niedawnym odcinku "Familiady" w TVP padło pytanie o światowy zespół wszech czasów. Pierwsza osoba wymieniła The Beatles, ale potem – zanim ktoś wpadł na Rolling Stones, Queen czy Pink Floyd, jedna z uczestniczek powiedziała: "Kombi".

To już przesada (śmiech). Patrząc na historię muzyki, na pewno nie zasługujemy na to, aby się znaleźć w takim zestawieniu.
Natomiast jest to oczywiście niezmiernie miłe. O tym przed chwilą mówiliśmy – to wszystko jest w głowach słuchaczy. Być może dla tej uczestniczki teleturnieju jesteśmy tak ważnym zespołem, że postanowiła nas wymienić.

Przy czym – nie powiedziała, czy chodzi jej o Kombi, czy o Kombii, bo tego drugiego "i" nie słychać.

Jeśli chodzi o Kombi, to wszystkie największe przeboje tego zespołu zostały nagrane z moim i Waldka Tkaczyka udziałem. Następne przeboje już bez nas, póki co, nie powstały.
Trwa ładowanie komentarzy...