BOR-owcy zostawili samochody z włączonymi silnikami podczas czterogodzinnego spotkania w siedzibie PiS.
BOR-owcy zostawili samochody z włączonymi silnikami podczas czterogodzinnego spotkania w siedzibie PiS. Facebook/Jarosław Szczepański

Niemal cztery godziny trwało spotkanie na szczycie polityków zjednoczonej prawicy, którzy debatowali nad planowaną rekonstrukcją rządu. Przez ten czas niczego konkretnego nie udało się ustalić, ewentualnie politycy nabrali wody w usta i opinia publiczna dowie się w stosownym czasie o zmianach w rządzie. Jedno jest za to pewne: spotkanie na własnej skórze odczuli mieszkańcy Warszawy.

REKLAMA
Sprawę opisał na Facebooku internauta. Zapytał, do kogo, oprócz "Prezesa Kaczyńskiego" ma skierować podanie, by samochody rządowe, które przywożą dostojników do Jarosława Kaczyńskiego, nie stały na włączonych silnikach. Podsumował to wymownym "smród jak diabli".
O wątpliwych efektach spotkania na szczycie poinformował Jarosław Gowin w TVN24. Jego zdaniem, spotkanie nie dotyczyło wcale zmian w rządzie, a usprawnienia procedur, które pozwolą być rządowi Beaty Szydło skuteczniejszym.
Gowin, zapytany przez Rymanowskiego o ewentualną dymisję premier Beaty Szydło, odpowiedział, że głos decydujący ma tu Prawo i Sprawiedliwość. Jednak między wierszami można wyczytać, że premier pozostanie na stanowisku. – To Prawo i Sprawiedliwość rekomendowało Beatę Szydło, rekomendacja się nie zmieniła. Nie bardzo rozumiem, co oznacza, że premier dostanie szansę. Zmiany personalne w rządzie dokonają się na przełomie listopada i grudnia – mówił Gowin.