Na próżno szukać śladów, że jego babcia zginęła w Polsce. Kim jest izraelski polityk, który rozpętał burzę o Holokaust

Ja'ir Lapid napisał: "Były polskie obozy śmierci i żadne prawo nigdy tego nie zmieni".
Ja'ir Lapid napisał: "Były polskie obozy śmierci i żadne prawo nigdy tego nie zmieni". Fot. Facebook/ Yair Lapid
Jego słowa wywołały burzę i wielką dyskusję w Izraelu nad nowelizacją ustawy o IPN. To Ja’ir Lapid, izraelski polityk, a wcześniej prezenter telewizyjny, który kiedyś bawił się też w aktorstwo, o czym można przeczytać w serwisie Filmweb. To on napisał o "polskich obozach śmierci" i babci zamordowanej w Polsce przez Niemców i Polaków, co Polacy już udowadniają, że nie może być prawdą. Kim jest człowiek, który tak zbulwersował polski naród? I który dopiero co pisał o babci, a dziś twierdzi, że to...prababcia trafiła do Auschwitz?

Twierdzenie, że jego babcia – jak napisał na Twitterze – została zamordowana w Polsce, przez Niemców i Polaków, jako pierwszy wziął pod lupę prawicowy portal wPolityce.pl, dowodząc czarno na białym, że w oficjalnych biografiach Ja'ira Lapida takiej informacji nie ma.
W internecie od poniedziałku krążą grafiki, które mają obnażyć kłamstwo Lapida. "Jak wierzyć temu człowiekowi? Izraelski polityk atakuje Polskę i mija się z prawdą" - grzmi niezalezna.pl.

On sam, zapytany o to przez dziennikarza Konrada Kołodziejskiego, słowem nie skomentował tych doniesień.

Wersja z linkami źródłowymi - zachęcamy do przesyłania znajomym (i nie tylko) #GermandeathCamps #ShareForTruth #Antidefamation

Opublikowany przez Tygodnik Lisickiego na 29 stycznia 2018
Napisał prawdę, czy nie
Sama na próżno szukam jakichkolwiek informacji o jakichkolwiek związkach jego i jego rodziny z Polską, czy Polakami. I nic. Wszędzie, w notach biograficznych, przewija się dzisiejsza Serbia i Węgry, ale na pewno nie Polska. – Widziałam, że różni ludzie komentowali, że to nie jest prawda, co napisał o morderstwie swojej babci. Pojawiły się wątpliwości, ponieważ są wywiady, w których mówił co innego – mówi nam izraelska dziennikarka. Nie śledziła wcześniej tego tematu. Ale podsyła nam kilka linków do wywiadów i artykułów sprzed lat. Te artykuły też odkryli już polscy internauci. Jako dowód, że Lapid w sprawie babci miał napisać nieprawdę.

Najmocniejszy jest wywiad w tygodniku "Der Spiegel" z 2008 roku. Udzieliła go cała rodzina Lapidów. Ojciec – Josef Tommy (figuruje pod dwoma imionami), znany izraelski dziennikarz, a potem bardzo znany polityk, serbskiego pochodzenia, który zmarł dosłownie trzy tygodnie po publikacji wywiadu. Matka – Szulamit, pisarka, rocznik 1934. I on, Ja'ir – były dziennikarz, były minister finansów, lider partii Jest Przyszłość, który twierdzi dziś, że "były polskie obozy śmierci i żadne prawo nigdy tego nie zmieni".
Z tej rozmowy, ale też z innych publikacji, wyłania się następująca historia rodziny, która faktycznie może przeczyć teorii o babci Ja’ira. Zwłaszcza ta ze strony ojca jest mocno zagmatwana.


Matka Ja’ira - Szulamit Lapid
Rodzice Szulamit pochodzili z Rumunii. Do Palestyny przybyli w 1934 roku i ona już się tu urodziła. "W naszym budynku mieszkali ludzie z Rosji, Polski, Niemiec i Czechosłowacji" – mówiła. Jej matka zmarła w 1974 roku.

Ojciec Ja’ira - Josef "Tommy"
Pochodził z Nowego Sadu, w dawnej Jugosławii, dzisiejszej Serbii, a w czasie wojny na terytorium węgierskim. Jego ojciec, czyli dziadek Ja’ira, był prawnikiem, mieli duży dom. "Gdy przybyli Niemcy, moja mama była w Budapeszcie u siostry. Był 14 marca 1944 roku" – mówił (choć w innych źródłach mowa o roku 1943). Tej nocy był w domu z ojcem i babcią. Przyszło Gestapo i zabrało ojca, którego nigdy już potem nie zobaczył. Padają też słowa o tym, że w porównaniu z polskimi Żydami, tu nie było tak źle.

"Ponieważ ja i moja matka nie zostaliśmy wysłani do obozu koncentracyjnego, ale do getta w Budapeszcie" – mówi Tommy. Potem opowiada, jak Gestapo zabrało ich z getta, kazało maszerować z innymi w stronę Dunaju, ale przeleciał radziecki samolot, zrobiło się zamieszanie i matka ukryła ich w budynku publicznej łaźni. A potem przedostali się do getta, "bo to było dla nas najbezpieczniejsze miejsce". "Tam niedługo potem zostaliśmy oswobodzeni przez Sowietów" – mówił w "Der Spiegel".

W innych źródłach pojawia się wątek uratowania z getta jego i matki przez szwedzkiego dyplomatę, Raoula Wallenberga. A także wątek 600 Żydów mieszkających z jego rodziną w budapesztańskim getcie. Gdy z matką ukrył się w toalecie, 10 minut później pozostałych 598 Żydów już nie żyło. Ja'ir Lapid opowiadał o tym podczas ceremonii z okazji Dni Pamięci o Holokauście w 2014 roku.

Wiemy jeszcze, że ojciec Tommy'ego, Bela - czyli dziadek Ja’ira - zginął w obozie koncentracyjnym Mauthausen. A Tommy, z matką Katariną, w 1948 roku wyemigrował do Izraela – przybyli statkiem do Hajfy. Był ważną osobą w Izraelu, niedawno pojawiły się takie oskarżenia pod jego adresem.
Wracając do wywiadu, wynika z niego, że Tommy nie lubił opowiadać o tych zdarzeniach, nawet swojej żonie. Dzieciom opowiedział, jak już dorosły. Gdy Ja’ir miał 22 lata, poleciał z ojcem do Budapesztu. Od 2011 roku w Nowym Sadzie w Serbii jest ulica Tomija Josefa Lapida.

Naprawdę trudno trafić w biografii izraelskiego polityka na jakikolwiek trop prowadzący jego babcię na terytorium dzisiejszej Polski.

Aż do poniedziałkowego felietonu Lapida na stronach "Times of Israel", którym jeszcze dolewa nim oliwy do ognia. Tylko tym razem - po tweedzie o swojej babci i burzy w Polsce – nagle pisze o prababaci. I tu można nieco się pogubić, kogo w końcu ma na myśli, bo teraz okazuje się, że to Hermiona, babcia jego ojca, trafiła do Auschwitz.
Szukamy wątku babci Tommy'ego, czyli prababci Ja’ira. [url=http://news.bbc.co.uk/2/hi/middle_east/3740649.stm]Informacja o tym, że zginęła w Auschwitz pojawia się, na przykład, w 2004 roku w BBC. Wtedy Tommy, jako minister sprawiedliwości, wywołał burzę w kraju, gdy patrząc na zdjęcia tego, co pozostało po ofensywie izraelskiej w Strefie Gazy, powiedział, że palestyńska kobieta w gruzach przypomina mu babcię.
Porzucił dziennikarstwo, założył własną partię
Ja’ir Lapid, rocznik 1963 – jak mówi nam izraelska dziennikarka – ma opinię młodego, zdolnego polityka, ale też populisty i kiepskiego ministra finansów, którym był do 2014 roku, a nawet polityka potrafiącego skłamać w walce o władzę. To jej słowa. Ot, przykład z 2013 roku. W jednym z wywiadów przed wyborami Lapid zarzekał się, że nigdy nie palił marihuany i jest jej przeciwny. A potem wyszło na jaw, że palił w młodości. "Lapid, palił jointy i kłamie" – pisał wówczas "Haaretz".

Do polityki wszedł w 2012 roku, całkowicie porzucił dziennikarstwo, założył własną partię – niby w centrum, ale bardziej na prawo. Chciał być jak Obama, choć raczej nie wyszło.

"Jego zwycięstwo to zwycięstwo nowoczesnej polityki – internetu i reality shows. Bez wątpienia to miły gość. Ale jego doświadczenie zaczyna się i kończy na roli prezentera w TV i pisaniu opinii do gazety" – podsumował go "Haaretz". W czasie jego politycznych początków, w sieci krążyły o nim dowcipy, był nawet komiks – jak pisał dziennik – w którym obnażano to, co Lapid mówi teraz, a co kiedyś.

Ale na pewno jest nieustępliwy i nie przebiera w słowach. "Żydzi byli ukrywani przed Polakami[/url] - przed polskimi donosicielami, przed polskimi mordercami" - tak pisze teraz w Times of Israel, również o Jedwabnem. Skrytykował premiera Benjamina Netanjahu za plan podjęcia negocjacji z polskimi władzami. "Ta ustawa musi zostać pogrzebana w polskiej ziemi, która przesiąkła krwią Żydów" – napisał. Co jeszcze usłyszymy z jego ust?

Na razie końca konfliktu nie widać. Burza, którą rozpętały jego słowa, trwa. Podobno ma szansę zostać przyszłym premierem Izraela. Ostatni sondaż pokazał, że gdyby wybory odbyły się dziś jego partia, która teraz ma 11 mandatów w Knessecie, zdobyłaby ich 25. Prowadzący dziś Likud spadłby na drugą pozycję.
Trwa ładowanie komentarzy...