"Nie przeszkadzaj, jak polewam". Jacek Gmoch ma kilka bolesnych słów dla Sławomira Peszki

Po raz kolejny słychać o problemie alkoholowym wśród kadrowiczów.
Po raz kolejny słychać o problemie alkoholowym wśród kadrowiczów. fot . Bartosz Banka / Agencja Gazeta
W nocy z soboty na niedzielę Samuel Szczygielski z Weszło FM zadzwonił do Sławomira Peszki. O 1:30 zawodnik Lechii Gdańsk był co najmniej "wstawiony", co mogliśmy usłyszeć w przeprowadzonej z nim rozmowie. Czy to jego kompromitacja? Komentatorzy nie mogą się zgodzić.

W piątek z zimowego snu wybudziła się polska Ekstraklasa, a w sobotę o 20:30 Lechia Gdańsk Sławomira Peszki podejmowała na własnym boisku Wisłę Kraków.Skrzydłowy gdańszczan robił co mógł, by jego zespół zdobył cenne punkty pozwalające na zbliżenie się do grupy mistrzowskiej. Udało mu się nawet doprowadzić do wyrównania w 33. minucie i, jak się okazało później, była to ostatnia bramka w tym meczu. Lechia zremisowała z Wisłą 1:1.
O tym, co działo się z Peszką parę godzin po końcowym gwizdku, mogliśmy dowiedzieć się dzięki Samuelowi Szczygielskiemu z nowopowstałego radia Weszło FM. Dziennikarz zadzwonił do reprezentanta Polski o 1:30, podszywając się pod Łukasza Wiśniowskiego z "Łączy nas piłka". Już po pierwszym "halo" Peszkina słychać, że piłkarz jest "pod wpływem". Bełkocze, rzuca kompromitujące frazy, jak "nie przeszkadzaj mi, jak polewam, chamie". Jakby w ogóle nie zdając sobie sprawy z tego, że padł ofiarą niewybrednego trollingu.
— Potępiam i zawsze będę potępiał zachowania ludzi, którzy w pewien sposób wpływają na młodzież. Powinni oni zachować pewien standard zachowań, ponieważ powinni być przykładem dla młodych ludzi. W tym przypadku antyprzykładem — mówi nam trener Jacek Gmoch. — Każdy jest człowiekiem i każdy ma swoje ciemne strony. Reprezentant kraju powinien jednak powstrzymywać się od tak nagannych zachowań — dodaje.
Pojawiają się głosy, że tak nie powinno wyglądać dziennikarstwo, niektórzy wprost nazywają to zagranie rynsztokiem. Sam Peszko mimo burzliwej nocy pojawił się na niedzielnym treningu Lechii.
Wszyscy chyba pamiętają, jak na dwa miesiące przed inauguracją odbywających się w Polsce i Ukrainie Mistrzostw Europy w piłce nożnej w 2012 roku Peszko spędził wielkosobotnią noc na izbie wytrzeźwień w Kolonii. Pijany piłkarz (wraz z odwiedzającym go Marcinem Wasilewskim) zażądał od taksówkarza kursu do Dusseldorfu, a gdy ten nie włączył nawigacji, Sławomir wszczął awanturę, którą przypłacił wydaleniem z kadry Franciszka Smudy i 25 tys euro kary. Nie był to pierwszy alkoholowy incydent Peszki, kiedy ten był już reprezentantem kraju.



Dwa lata przed incydentem w Kolonii, po przegranym meczu reprezentacji z Australią, Sławomir Peszko i Maciej Iwański pili alkohol w hotelu, w którym zatrzymała się kadra. Będący pod wpływem alkoholu piłkarze wyszli z pokoju o 4 rano i na swoje nieszczęście spotkali w korytarzu asystenta selekcjonera Smudy, Jacka Zielińskiego. Peszko mocno starł się wtedy z Zielińskim, przez co został oddalony od kadry. Franciszek Smuda mówił wtedy: "Ta drużyna jest świętością, jeżeli oszukujesz tu sam siebie, oszukujesz 40 milionów ludzi, którzy tobie zaufali. Tu nie będzie wódki, ani żadnych głupich wyskoków. To jest reprezentacja".
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...