Dzisiejszym piłkarzom brakuje hiphopowego luzu. W latach 90. rapowali w szczytnym celu

"Bez nienawiści" to rapowy protest song polskich piłkarzy przeciw stadionowej przemocy. W nagraniu wzięli udział bracia Żewłakowowie, Marek Citko, Cezary Kucharski, Artur Wichniarek, Mirosław Szymkowiak i Bartosz Karwan.
"Bez nienawiści" to rapowy protest song polskich piłkarzy przeciw stadionowej przemocy. W nagraniu wzięli udział bracia Żewłakowowie, Marek Citko, Cezary Kucharski, Artur Wichniarek, Mirosław Szymkowiak i Bartosz Karwan. Fot. Małgorzata Kujawka / Agencja Gazeta
Cały piłkarski świat zna akcję FIFA - "No to racism". Piłkarze różnych narodowości w bliskim kadrze wypowiadają słowa "nie dla rasizmu" w swoich narodowych językach. Spot jest często pokazywany przy okazji spotkań międzynarodowych, czy tych rozgrywanych w ramach Ligi Mistrzów. Niewiele osób pamięta, że w Polsce lat 90. również miała miejsce akcja wymierzona w stadionowy hejt. Nazywała się "Bez nienawiści", a jej głównym organizatorem była wytwórnia BMG.

Sierocki zebrał kilku piłkarzy - braci Żewłakowów, Marka Citkę, Cezarego Kucharskiego, Mirosława Szymkowiaka, Artura Wichniarka oraz Bartosza Karwana i kazał im… rapować. W efekcie powstała 2,5-minutowa piosenka, w której piłkarze namawiali kibiców do bardziej kulturalnego zachowania na stadionie. Do numeru zrealizowano również teledysk, gdzie możemy się przyjrzeć przekomicznym fryzurom piłkarzy. Choć ich rap nie jest mistrzowski (słowa chłopaków ledwo kleją się z bitem), po latach ogląda się ten klip z dużym sentymentem.
– Pomysłodawcą tej piosenki był Marek Kościkiewicz, który w tamtym czasie był szefem firmy BMG. Wydawaliśmy płytę "Piłkarskie hity" – mówił naTemat Marek Sierocki. – Marek, podobnie jak ja, jest fanem piłki nożnej. Do naszego pomysłu zaprosiliśmy jeszcze trzeciego Marka - Marka Hojdę. To właśnie on jest kompozytorem utworu "Bez nienawiści". Słowa piosenki są dziełem jego żony – dodał dziennikarz "Teleexpresu".

20 lat temu stadiony nie były tak bezpieczne jak dziś. – W latach 90. nie było meczu, podczas którego nie dochodziłoby do burd i bijatyk na stadionach oraz wokół nich – przypomina rzecznik gliwickiej policji, nadkomisarz Marek Słomski. W ostatnich kilku latach zaś na samych arenach sportowych jest spokojnie. Pojawiają się wyłącznie wykroczenia – ktoś, na przykład, przemyci racę i ją odpali. Niedawne derby Piast-Górnik były tylko wyjątkiem potwierdzającym regułę. Stadiony są monitorowane, a policjanci rozliczają każdy wybryk. Moim zdaniem, będzie coraz lepiej – podkreśla.

– 20 lat temu na wielu stadionach niestety dochodziło do wielu chuligańskich wybryków. "Bez nienawiści" powstała jako kampania, by pokazać że można grać w różnych klubach i nadal się kolegować. Że nienawiść jest niepotrzebna – dodaje Marek Sierocki.
Jak Sierockiemu udało się zgarnąć chłopaków do udziału w teledysku? W dzisiejszych czasach zanim dziennikarz przebiłby się przez ścianę tworzoną przez menadżerów, sponsorów i speców od wizerunku, minęłyby wieki. O ile w ogóle by mu się to udało. – Obdzwaniałem piłkarzy. Najpierw zadzwoniłem do Michała i Marcina Żewłakowów. Na początku pomyśleli, że to żart – śmieje się Sierocki. – Kiedy spotkałem się z nimi i wyjaśniłem im o co chodzi, to bardzo im się to spodobało. Część chłopaków nagraliśmy w studiu. Resztę musieliśmy nagrywać za pomocą przenośnego sprzętu. Najszybciej poszło Bartkowi Karwanowi. Chłopaki zrobili to bezinteresownie – wspomina.


– Pan Bóg dał mi więcej talentu w nogach niż w śpiewie, więc mój rap może brzmi trochę śmiesznie. Mimo wszystko była to dla mnie świetna zabawa – zaznacza jeden z uczestników tego przedsięwzięcia - Marek Citko. – Poszczególne partie nagrywaliśmy osobno, musieliśmy dostosować wizyty w studiu do treningów. Mieliśmy właściwy cel i z perspektywy czasu oceniam, że dobrze było wziąć w tym udział – dodaje.
Praca nad klipem
Do piosenki powstał klip, który miał swoją premierę w czasie koncertu na warszawskiej Agrykoli w 1998 roku. – Teledysk do piosenki powstał w ciągu jednego dnia. Mieliśmy ograniczony budżet, a chcieliśmy to zrobić na taśmie filmowej, więc ja robiłem za kierowcę, kierownika planu i asystenta operatora – wymienia Marek Sierocki. – Rano nagrywaliśmy na stadionie Polonii. Potem bardzo szybko pojechaliśmy na łódzki Widzew, gdzie nagraliśmy Mirka Szymkowiaka i Artura Wichniarka. Wróciliśmy na Legię, a wieczorem nagrywaliśmy jeszcze sceny z meczu Polska-Węgry. Ostatnia dokrętka była robiona w Sulejówku, gdzie był Marek Citko. To było totalne wariactwo – opowiada dziennikarz.
Trwa ładowanie komentarzy...