"Jest ogniwem, które rozpala siłę w rodzicach dzieci niepełnosprawnych". Iwona Hartwich robi swoje i nie słucha hejterów

Iwona Hartwich to matka niepełnosprawnego Kuby i liderka protestu rodziców w Sejmie.
Iwona Hartwich to matka niepełnosprawnego Kuby i liderka protestu rodziców w Sejmie. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Jedni mówią o niej "rozwrzeszczana baba", która marzy o karierze politycznej. Inni podziwiają jej determinację, nazywają głosem rozsądku i weteranką protestów w obronie interesów osób niepełnosprawnych. – Iwona Hartwich nie tylko walczy z przedstawicielami rządu, ale także otacza opieką rodziców i dorosłych niepełnosprawnych w Sejmie. Wczoraj był dziewiąty dzień protestu. Są wzloty i upadki. Emocje są bardzo duże. Ona stara się wszystkich pocieszać. Jest liderką tego protestu – ocenia posłanka Nowoczesnej, Joanna Scheurling-Wielgus. – Bez tych rodziców, którzy są ze mną w Sejmie i przed nim, to nic bym nie zrobiła – mówi nam Hartwich.

Wtorek, siódmy dzień protestu rodziców dzieci niepełnosprawnych w Sejmie. Rzeczniczka rządu Joanna Kopcińska zjawia się w gmachu przy Wiejskiej z propozycją podpisania porozumienia w sprawie renty socjalnej. "Niech pani nam tego nie zostawia. My tego nie przyjmujemy. Proszę nam tego nie zostawiać, pani minister" – krzyczy Iwona Hartwich. I wciska Kopcińskiej plik kartek. Wtóruje jej syn Kuba i inne matki. Odsyłają rzeczniczkę premiera Mateusza Morawieckiego z kwitkiem. I protestują nadal. Najbardziej zależy im na dwóch postulatach. Chcą, by zrównana została renta socjalna z najniższą rentą ZUS i by wprowadzono dodatek rehabilitacyjny w wysokości 500 złotych miesięcznie dla osób niepełnosprawnych, także pełnoletnich.

W środę wojujące w Sejmie matki – nazywane złośliwie "powiatowymi celebrytkami" – idą na małe ustępstwa. Chcą spotkać się z rządzącymi w połowie drogi i proponują, by najpierw wypłacać 300 złotych dodatku rehabilitacyjnego, a potem podnieść tę kwotę o kolejne 100 zł (w styczniu i czerwcu przyszłego roku). – Trochę ustępujemy. To nasz kompromis – mówiła dziennikarzom Iwona Hartwich. Ta niewysoka blondynka to prawdziwa weteranka protestów w obronie interesów osób niepełnosprawnych.

Po raz pierwszy przed kancelarią premiera stanęła w 2009 roku. Pięć lat później na Wiejskiej spędziła aż 17 dni. – Dzięki pani Iwonie i innym uczestniczącym w poprzednim proteście, rodzice niepełnosprawnych dzieci otrzymują świadczenie pielęgnacyjne. Jak najbardziej popieram działania pani Iwony. Staram się wraz z innymi rodzicami pomagać z zewnątrz, jak tylko mogę – mówi nam Jan Jakub Owsianka, ojciec niepełnosprawnego Piotra.


Ale nie wszyscy w tym środowisku doceniają to, co Hartwich robi dla osób niepełnosprawnych. W sieci wytykają jej hipokryzję i jako dowód jej zamożności udostępniają zdjęcia z zagranicznych wakacji. "Im tam się ładnie powodzi, ale udają biednych żeby dostać więcej kasy" – takich argumentów używano już kilka lat temu. Iwona Hartwich z hejtu nic sobie nie robi, za to przez cały czas konsekwentnie działa na rzecz niepełnosprawnych. – Chciałoby się powiedzieć, że to powtórka z rozrywki. To samo przeżyłam w 2014 roku – przypomina.

Twarz protestów

Iwona Hartwich od dobrych kilku lat nie jest już osobą anonimową. Cała Polska poznała ją wiosną 2014 roku, kiedy stała się twarzą sejmowego protestu. Choć o prawa niepełnosprawnych walczy od prawie dziesięciu lat. Jest matką dwóch synów, starszy – 23-letni Kuba porusza się na wózku i ma dziecięce porażenie mózgowe. To on protestuje razem z nią, rozmawia z dziennikarzami i politykami. – Iwona ma też duże wsparcie w rodzinie, u swojego męża – mówi nam posłanka Nowoczesnej.

Najpierw walkę o prawa osób niepełnosprawnych toczyła w rodzinnym Toruniu. – Chodziło o nauczanie indywidualne w najbliższej szkole. Bo dzieci niepełnosprawne były skazane na szkoły integracyjne, często oddalone z dala od ich domu – wspomina Hartwich. Potem – wraz z matkami innych chorych dzieci – przeniosła się do stolicy. – Stałyśmy przed kancelarią premiera, Sejmem czy Pałacem Prezydenckim. Walczyłyśmy o prawa osób niepełnosprawnych niezależnie od tego, jaka partia była u władzy. My jesteśmy apolityczni, jesteśmy rodzicami dzieci niepełnosprawnych, a w żaden sposób nie jesteśmy związani z politykami – zaznacza wielokrotnie Maja Szulc, koleżanka Hartwich, która też jest mamą niepełnosprawnego dziecka.
Na swoim koncie mają sukcesy, które potwierdzają skuteczność ich działań. – W 2009 roku walczyłyśmy wspólnie z Iwoną o świadczenie pielęgnacyjne. Wynosiło ono wtedy 420 złotych i w dodatku nałożono na nie kryterium dochodowe. Ostatecznie zniesiono próg dochodowy i te świadczenia otrzymali wszyscy rodzice – wylicza Szulc.
Joanna Scheurling-Wielgus
posłanka Nowoczesnej

Iwona nie jest osobą, która się poddaje. Walczy o prawa dla swojego syna i pozostałych osób niepełnosprawnych od 2009 roku. To ona jest inicjatorką wielu protestów, przesiaduje na komisjach, bierze udział w konsultacjach i spotkaniach Centrum Dialogu. Ona jest ogniwem, który rozpala siłę wśród tych rodziców. A przy tym jest bardzo naturalna, szczera. Tam nie ma ani krzty zakłamania.

Poszły za ciosem. Rozmawiały m.in. z premierem Donaldem Tuskiem i innymi politykami. – Ale te nasze spotkania nie przynosiły żadnego skutku. My ciągle tylko mówiłyśmy, ale nikt ze strony rządowej tego nie słuchał – żali się Szulc. Dlatego w 2014 roku postanowiły: jedziemy protestować do Sejmu. Wcześniej też bywały w stolicy na konferencjach, mówiły głośno o problemach osób niepełnosprawnych. Sejm okupowały przez 17 dni. – Wywalczyłyśmy to świadczenie pielęgnacyjne, które dzisiaj wynosi 1 440 złotych, a gdyby nie nasz sprzeciw to otrzymywalibyśmy 420 złotych – podkreśla Szulc.

Waleczna i opiekuńcza

Wyższe świadczenia pielęgnacyjne to pierwszy punkt z listy postulatów, jaki udało im się wywalczyć w 2014 roku. Ale zależało im na kolejnych. – Jeździłyśmy na spotkania z władzą, ale nic się nie zmieniało. Reszta postulatów pozostawała bez zmian – żali się Maja Szulc. Mówi, że Jarosław Kaczyński rączki całował i powtarzał, że jak Prawo i Sprawiedliwość wygra wybory, to i im pomogą. – Obiecanki cacanki. Dałyśmy im jeszcze szansę, jeździłyśmy na spotkania. Ale w tej chwili mija 2,5 roku rządów PiS, a w naszej sytuacji nic się nie zmieniło – podkreśla. Rok temu Hartwich i inne matki osób niepełnosprawnych stanęły przed kancelarią ówczesnej premier Beaty Szydło. Ale nikt nawet do nich nie wyszedł. Dlatego umówiły się na kawę i wtedy postanowiły, że to właśnie z toruńskimi posłami porozmawiają o sytuacji niepełnosprawnych. Trafiły do Joanny Scheuling-Wielgus z Nowoczesnej. – Powiedziała nam: "tak, kochane kobiety, zrobię dla was tę konferencję". I dziewczyny po niej zostały w Sejmie – opowiada Szulc.

Już w sumie dziewięć nocy z rzędu na sejmowej posadzce rozkładają karimaty, materace i śpiwory. A na nich układają swoje dzieci. Czasami w starciu z bezdusznymi politykami puszczają im nerwy, czasami do oczu napływają łzy. – W zasadzie to Iwona podtrzymuje na duchu całą tę dwunastoosobową grupę. Ma w sobie mnóstwo siły, miłości i zrozumienia, nie tylko w stosunku do swojego syna – chwali ją posłanka Nowoczesnej.

To samo powtarza Maja Szulc: – Iwona jest wspaniałą koleżanką i waleczną matką, która nigdy nie odpuści. Ona będzie do końca swoich dni walczyć o swojego niepełnosprawnego syna i inne dzieci. Jest osobą ciepłą i dowcipną, która zagrzewa innych do walki.

Nie boi się hejtu

Ale nie wszyscy tak przychylnym okiem patrzą na działania Iwony Hartwich. W sieci można przeczytać złośliwe komentarze internautów, którzy nazywają liderkę protestów "prowokatorką z sejmowego korytarza"i oceniają, że marzy jej się kariera polityczna. – Nie mam aspiracji politycznych. W 2014 roku też przecież zarzucali mi, że będę jedynką na listach Solidarnej Polski – przypomina Hartwich w rozmowie z naTemat.

"Tleniona blondyna z Sejmu, dla której 1000 zł na rękę to za mało. Nie pozdrawiam"– wytknął jej jeden z użytkowników Twittera. Komentarz opatrzył zdjęciem rodziny Hartwich z wakacji. Zdaniem niektórych było ono oznaką hipokryzji. A to dlatego, że walcząca o podwyżkę świadczeń matka niepełnosprawnego dziecka nie powinna "pławić się w takich luksusach". Internauci pod lupę wzięli także jej telefon, zegarek, a nawet szalik.
Iwona Hartwich

To samo przeżyłam w 2014 roku. Wtedy też były wyciągane te moje zdjęcia z wakacji. Wtedy też pokazywano ten szalik za 10 złotych, o którym pisano, że kosztował tysiąc. Przecież chciałoby się powiedzieć, że to powtórka z rozrywki. Nie mam pojęcia, dlaczego ludzie mogliby pozazdrościć nam wakacji? Powiem uczciwie, że nikt nie kwapi się, żeby ten wózek i mojego syna zabierać na wakacje gdziekolwiek.

Do listy internetowych zarzutów wobec Hartwich należy dopisać jeszcze ten, że dba o interesy wąskiej grupy. – Ona dba o przyszłość swojego syna i innych dzieci. Gdyby było tak, jak piszą w internecie, to nie byłoby wczorajszego protestu wsparcia pod Sejmiem – broni jej Szulc. To samo powtarza Jan Jakub Owsianka, ojciec niepełnosprawnego chłopca: – Nie rozumiem, dlaczego ludzie jej zazdroszczą i ją hejtują. Nie jest prawdą, co niektórzy zarzucają, że pani Iwona walczy tylko o swojego syna. Przecież świadczenie pielęgnacyjne jest dla wszystkich niepełnosprawnych. Pani Iwona jest osobą bardzo zdeterminowaną i waleczną. Podziwiam ją i dopinguję – mówi Owsianka.

Według posłanki Nowoczesnej, negatywne opinie o Hartwich, to tylko wynik zazdrości. – Ona miała odwagę zawalczyć w sposób spektakularny. Nie jest łatwo czegoś takiego dokonać. Iwona jest odważna i nie boi się absolutnie niczego – chwali Joanna Scheurling-Wielgus. Należy też dodać, że jest uparta: – Dopóki nie będziemy mieli ustawy w ręku, to nie wyjdziemy z Sejmu. Mamy nadzieję, że rząd się szybko zreflektuje i wszyscy pojadą na udaną majówkę. A później czeka nas dalsza praca. Trzeba się zastanowić, co z pozostałymi pięcioma postulatami. Moje działanie jest społeczne. Raz jeszcze mówię, że nie mam aspiracji politycznych – zaznacza Hartwich.
Trwa ładowanie komentarzy...