Yamaha X-Max 300, czyli maksimum frajdy i osiągów serwowanych przez miejski (i nie tylko) skuter

Yamaha X-max 300 to doskonałe połączenie elegancji z nowoczesnością, podlane lekką nutą sportowych aspiracji.
Yamaha X-max 300 to doskonałe połączenie elegancji z nowoczesnością, podlane lekką nutą sportowych aspiracji. Fot. Paweł Kalisz / naTemat
Wielu osobom skutery kojarzą się wyłącznie jako połączenie taboretu z dwoma kółkami i kierownicą, napędzane silniczkiem od kosiarki do trawy. Ale czasy, gdy skuter był jedynie narzędziem do szybkiego rozwożenia pizzy po kampusie uniwersyteckim, dawno temu minęły, czego najlepszym dowodem jest Yamaha X-Max 300. To zaawansowany jednoślad, który niejednego motocyklistę może zadziwić.

Choć za ojczyznę skuterów uchodzą Włochy, a niektórzy wypatrzyli skuter nawet pośród egipskich hieroglifów, to nie da się ukryć, że dziś najłatwiej kupić pojazd z dalekiego wschodu. Przeważają jednoślady rodem z Chin, Korei i Tajwanu, ale pośród nich można znaleźć prawdziwe perełki produkowane przez firmy japońskie. Jeśli komuś znudziły się klasyczne kształty Piaggio i marzy o czymś na wskroś nowoczesnym, powinien popatrzeć na propozycję Yamahy. Zwłaszcza wówczas, gdy chciałby poczuć pod nogami trochę więcej mocy.
Yamaha X-Max 300 to pojazd przygotowany dla tych, którzy chcą jeździć trochę szybciej i wygodniej niż na rowerze. To już nie jest pojazd dla dostawców pizzy, ale jeśli już jakiegoś zobaczycie na X-Max, to możecie być pewni, że pizza dojedzie jeszcze ciepła do adresata. Ten model Yamahy pozostawia na drodze wszystkie inne skutery z silnikami 50 czy 125 ccm. Zła wiadomość jest taka, że aby nim jeździć po ulicach, trzeba posiadać prawo jazdy kategorii A lub A2. Dobrych wiadomości jest jednak o wiele więcej.
Skuter jest duży. Nie jest wielki, jak dajmy na to Yamaha T-Max z silnikiem 530 ccm, zdolnym kołami rolować na noc asfalt i zapewniającym o niebo większy komfort podróżowania, ale i X-Max 300 nie ma się pod tymi względami czego wstydzić. Szeroka kanapa, obszyta w testowym egzemplarzu materiałem przypominającym alkantarę, jest bardzo wygodna. Siedzi się niczym w klubowym fotelu, a za plecami mamy dodatkowo niskie oparcie, które sprawia, że nawet podczas dynamicznej jazdy nie zsuniemy się do tyłu. Szkoda, że to podparcie nie jest przesuwane, naprawdę wysocy kierowcy będą narzekać na brak miejsca na kolana.
Jeszcze lepiej ma pasażer, jeśli zamontuje się za jego plecami akcesoryjne oparcie. Spać na skuterze podczas drogi raczej się nie da, ale zrelaksować już jak najbardziej.
Pozycja za kierownicą jest wygodna i przynajmniej ja, wzrostu około 184 cm i masy słusznej, nie miałem żadnego problemu z tym, żeby dopasować się do Yamahy X-Max 300. Siedzi się jak to zwykle na maxi-skuterze, w pozycji wyprostowanej, może nawet lekko odchylonym do tyłu i świat ogląda się swobodnie kręcąc głową na boki. Nie ma tu żadnego garbienia się czy kulenia. Warto podkreślić, że w X-maxie nie ma równej podłogi pod stopami i raczej żadnych siatek tu nie powiesimy na haczyku pod kierownicą, ale na zakupy jest miejsce gdzie indziej.
Jeśli chodzi o samą jazdę, to jest to czysta przyjemność. Przynajmniej w mieście, gdzie silnik o pojemności 300ccm w zupełności wystarcza do bardzo sprawnego przemieszczania się od skrzyżowania do skrzyżowania. Yamaha nie jest zbyt szeroka, dlatego bez większego problemu można się przeciskać między samochodami, co zresztą zwrotny X-Max zdaje się lubić. Mocy jest dużo i podróżowanie Yamahą X-max z prędkościami dalece wyższymi niż dozwolone w mieście 50 km/h także nie jest żadnym wyzwaniem. Gdy z kolei wyjedziemy na trasę, to napewno nie będziemy jakąś zawalidrogą. Autostradowe 140 km/h X-max osiąga bez większego problemu, dopiero potem silnik zaczyna dostawać lekkiej zadyszki.
Szyba jest dość duża, jednak przy takich prędkościach już wyraźnie widać, które partie ciała wystawione są na pęd powietrza. Choć zwykle podczas dalszej podróży lubię posłuchać sobie audiobooka, to w X-Maxie głos lektora zaczyna być zagłuszany przez szum wiatru przy około 110-120 km/h. Oczywiście niższe osoby, które schowają się za szybą nie będą miały tego problemu.
X-Max to nie tylko mocny i chętny do jazdy silnik. Za zatrzymanie Yamahy odpowiedzialne są dwie tarcze hamulcowe, 267 mm z przodu i 245 mm z tyłu. Mało? Na początku tak mi się wydawało, ale w praktyce wystarcza. Pamiętajmy, że skuter waży zaledwie 179 kg przygotowany do drogi i z pełnym bakiem, więc jak na swoje gabaryty i osiągi jest naprawdę lekki. O ile nie zamienimy go w ciężarówkę, to dwie tarcze i system ABS nie będą się za bardzo wysilać.
Warto w tym momencie podkreślić, że skuter Yamaha X-max ma liczne schowki i wykorzystanie go jako transportera na zakupy wcale nie jest trudne. Pod kanapą mieszczą się swobodnie dwa kaski. Pod kierownicą są dwa schowki. Jeśli jeszcze do tego zamontujemy kufer centralny, to można do domu przewieść kilka butelek wody, chleb, arbuza, ser i paczkę kotletów sojowych. Dlaczego sojowych? Bo na tak ekologiczny skuter z mięsnymi wsiadać po prostu nie wypada.
Mimo swoich 300 ccm i 28 koni mechanicznych skuter podczas jazdy głównie po mieście palił średnio 3,2 litra benzyny na 100 km. I to wcale nie dlatego, że wyłączałem silnik podczas zjeżdżania z górki, a pod górkę pchałem maszynę. Nowoczesna jednostka po prostu nie pije jak smok, a z napędzaniem lekkiego skutera radzi sobie bez problemów, dzięki czemu X-Max 300 pali mniej więcej tyle, co większość dostępnych na rynku 125-ek.
Pewną ciekawostką, do której trzeba się przyzwyczaić, jest system bezkluczykowy. Działa to z grubsza tak, że kluczyk pozostaje w kieszeni, a różne funkcje skutera obsługujemy specjalnym pokrętłem na kolumnie pod kierownicą. Nie tylko włącza się nim silnik, ale też otwiera schowek pod kanapą, jeden ze schowków pod kierownicą i pokrywę wlewu paliwa. Początki nie były łatwe, trzeba się było przyzwyczaić, za to powrót do "normalnego" systemu był później naprawdę długi i bolesny. Nie raz zdarzyło mi się wracać na parking, gdzie prywatny motocykl zostawiałem z otwartym kufrem i kluczykiem w stacyjce.
Yamaha X-Max 300 nie tylko ładnie jeździ, ale też może się podobać. Skuter ma nowoczesną linię i modne ostre kształty. Światła są nie tylko ładne, ale też całkiem wydajne. Przednia lampa LED daje zimne białe światło i tak mocne, że podczas jazdy nocą przez las było widać zające na ponad 300 metrów. Z tyłu skuter jest doskonale widoczny za sprawą dużej lampy LED. Oświetlenie oczywiście zgodnie z obecnymi standardami włącza się automatycznie, więc nie trzeba o tym pamiętać. Po prostu jest.
Yamaha X-max kosztuje niecałe 26 tysięcy złotych, co dla niektórych może się wydawać ceną zaporową. W zamian dostajemy skuter niemal kompletny, który będzie doskonałą alternatywą nie tylko dla samochodów, które w dużych miastach głównie stoją w korkach, ale też dla mniejszych 125-ek i większym maxiskuterów i motocykli. X-Max 300 to bardzo wygodny pojazd, na którym zapomni się o korkach, który można zaparkować niemal wszędzie, a na trasie nie trzeba będzie zjeżdżać co chwila na pobocze, by dać się wyprzedzić.
Trwa ładowanie komentarzy...