Być jak zombie z telefonem. Motorniczy: Ludzie nie rozumieją, że wciskamy hamulec i możemy tylko patrzeć, co się stanie

"Odłóż smartfon i żyj" to mocna kampania społeczna Tramwajów Warszawskich. Nowe spoty ukazują pieszych, którzy wpatrzeni w smartfony sami pchają się pod tramwaje
"Odłóż smartfon i żyj" to mocna kampania społeczna Tramwajów Warszawskich. Nowe spoty ukazują pieszych, którzy wpatrzeni w smartfony sami pchają się pod tramwaje Screen z YouTube
Kto tego nigdy nie robił, niech pierwszy rzuci smartfonem. Tramwaje Warszawskie nakręciły tak świetne spoty dotyczące ludzi, którzy idą przed siebie i gapią się jedynie w smartfony, że powinni dostać za to jakąś nagrodę. – Najgorsza jest ta bezsilność, gdy po naciśnięciu hamulca nie możemy już nic zrobić, tylko patrzeć i czekać. Liczymy wtedy tylko na cud – mówi naTemat motorniczy Rafał Wójcik.

Kampania powstała z inicjatywy samych kierowców i motorniczych, którzy na własne oczy widzą, że z dnia na dzień jest coraz gorzej i chcą coś z tym zrobić. Mamy do czynienia z plagą zombie, co pokazuje jeden ze spotów "Odłóż smartfon i żyj" – Trzeba mieć nie lada odwagę, żeby porównać pasażerów do zombie, ale chcieliśmy przykuć uwagę na ten poważny problem – tłumaczy warszawski motorniczy Rafał Wójcik. Filmik z pieszymi otumanionymi smartfonami jest hitem sieci, ale drugi spot działa jeszcze bardziej na wyobraźnię. Pokazuje prawdziwe ujęcia z potrąceń pieszych przez tramwaje.
Nie tylko piesi, ale i kierowcy są jak zombie
Rafał Wójcik jest motorniczym od 10 lat. – Tego typu sytuacji doświadczam teraz kilka razy dziennie. Sprawia to wiele problemów i jest bardzo męczące. Wymaga ogromnego skupienia ze strony prowadzących i przewidywania, czy pieszy ma smartfona w ręce, czy sięga po niego, czy ma zamiar zrobić krok lub czy się zachowuje tak, że zaraz go potrącę – przyznaje. Prowadzący pojazdy miejskiej komunikacji mają więc od dłuższego czasu dodatkowy element, na który muszą zwracać szczególną uwagę. Jednak nie tylko piesi na peronach czy przejściach nie odrywają wzroku od ekranów.

– Kiedy stoję tramwajem na przystanku, to widzę samochody obok. Praktycznie w każdym kierowca korzysta z telefonu, ale nie używa zestawu głośnomówiącego. Przypomnę, że zgodnie z wyrokiem sądu w Katowicach, nawet stojąc na postoju w oczekiwaniu na światło, nie można tego robić, bo wciąż jesteśmy uczestnikiem ruchu drogowego. Kiedy kierowca ma zielone, dalej trzyma smartfona w ręce. Pisze nawet w czasie przejazdu przez skrzyżowanie – mówi motorniczy.
Rafał Wójcik
Warszawski motorniczy

"Kilka razy w tygodniu zdarza mi się sytuacja, kiedy kierowca chce mnie wyminąć z prawej strony, ale rozmawia przez smartfona trzymając go w ręce lub coś na nim pisząc. Od razu włącza mi się "tryb przezorności", bo jestem niemal pewien, że skręci nie patrząc. Zaczynam więc łagodnie hamować, by w razie czego pasażerowie się nie poprzewracali - oni też mogą doznać obrażeń w czasie awaryjnego hamowania".

Warto też zwrócić uwagę na to, że tramwaj ma dłuższą drogę hamowania niż samochód. Jadąc z prędkością 50 km/h, po dociśnięciu hamulca do podłogi, i tak zatrzyma się dopiero po ok. 30 metrach. – Jeśli doliczymy czas reakcji motorniczego i pojazdu, droga wydłuży się do ok. 40 metrów – mówi Rafał Wójcik. Nie ma więc szans na to, by tramwaj stanął w miejscu, gdy ktoś wejdzie lub wjedzie pod koła. – Najgorsza jest ta bezsilność, gdy po naciśnięciu hamulca nie możemy już nic zrobić, tylko patrzeć i czekać. Liczymy wtedy tylko na cud, że jednak piesi i samochody zatrzymają się w porę. To najgorszy moment w pracy motorniczego – wyznaje Rafał Wójcik.

Kilkaset niebezpiecznych sytuacji dziennie
Prowadzący pojazdy miejskiej komunikacji obawiają się, że i na nich w końcu trafi zombie. – Jeszcze nie miałem tego typu zdarzenia, ale inni motorniczowie nie mieli tyle szczęścia. Opowiadali mi jak piesi nie reagują na dzwonek, nie reagują na krzyk pieszych idących obok, idą jak zaczarowani, właśnie jak zombie. Jest coraz więcej potrąceń i tak zwanych "incydentów bez następstw", czyli takich, gdzie o włos uniknęliśmy tragedii – tłumaczy.
Kiedy kilka lat temu czytałem, że w USA wzrasta liczba wypadków drogowych z udziałem pieszych ze słuchawkami na uszach, zrzucałem winę na głupotę Amerykanów, którzy są uzależnieni od nowych technologii (już w 2009 roku mówiło się o "iPod Zombies"). Również i my pod tym względem doganiamy Zachód. Nie tylko już nie słyszymy, ale i nie widzimy tego, co dzieje się wokół.

– Bardzo ostrożne szacunki sporządzone na podstawie informacji od motorniczych wskazują, że codziennie dochodzi, oczywiście w zależności od dnia, nawet do kilkuset potencjalnie niebezpiecznych sytuacji, podczas których użytkownicy dróg czyli piesi lub kierowcy używają smartfonów. Chodzi na przykład o nieuważne zbliżanie się do jadącego tramwaju przez skrzyżowanie, poruszanie się ze smartfonem w ręce po peronie zbyt blisko jego krawędzi albo niebezpieczne zajeżdżanie autem drogi tramwajom – wyjaśnia Maciej Dutkiewicz z biura prasowego Tramwajów Warszawskich.

Policyjne statystyki:
- W 2017 roku funkcjonariusze policji w Polsce ujawnili 3725 wykroczeń związanych z niewłaściwym korzystaniem z telefonów komórkowych przez kierujących pojazdami

- W 2017 odnotowano 7911 wypadków z udziałem pieszych, co stanowi ponad 24% wszystkich wypadków odnotowanych w 2017 r.

- W 2017 roku piesi spowodowali 2 378 wypadków (7,3% ogółu wypadków), w wyniku których śmierć poniosło 425 osób (15% ogółu zabitych), a obrażenia ciała odniosło 2 012 osób (5,1% ogółu rannych)

- W 2017 r. odnotowano w Polsce 436 469 kolizji drogowych. W porównaniu do 2016 roku, w którym zgłoszono 406 622 kolizje liczba ta zwiększyła się o 29 847 (+7,3%)

- W 2015 r. co drugi polski kierowca przyznał się do sporadycznego rozmawiania przez telefon w trakcie jazdy

– To nie jest tak, że teraz jadąc cały czas myślimy, że kogoś dziś potrącimy. Zdajemy sobie sprawę, że jest to bardzo prawdopodobne. Niestety. Dlatego też jesteśmy przezorni i uważamy nawet wtedy, gdy mamy zielone światło, by sami z kolei nie być "motorniczymi zombie" – dodaje Rafał Wójcik.
Trwa ładowanie komentarzy...