Warszawiacy odbudują spaloną tęczę na Placy Zbawiciela. Autorka instalacji: Będę kierowała pracami

Spalona tęcza na Placu Zbawiciela w Warszawie
Spalona tęcza na Placu Zbawiciela w Warszawie Fot. Krzysztof Majak / naTemat.pl
Spalenie tęczy na Placu Zbawiciela zabolało wielu mieszkańców stolicy. Ludzie polubili ją do tego stopnia, że sami postanowili odbudować instalację. Akcja na Facebooku przyciągnęła już blisko 700 osób. Udział w odbudowie zapowiedziała także autorka instalacji – Julita Wójcik.

Zniszczenie kolorowej instalacji na Placu Zbawiciela wywołało ogromne emocje nie tylko u mieszkańców Warszawy ale i w innych częściach Polski. Nie była to bowiem tylko zwykła dewastacja, czy atak na środowiska homoseksualne, jak niektórzy twierdzili, ale także swoisty zamach na dzieło sztuki.

Sprawca został ujęty na gorącym uczynku. 29-latek miał w chwili zatrzymania blisko 2 promile alkoholu. Prawdopodobnie był przygotowany do podpalenia tęczy i nie był to jedynie chuligański, przypadkowy wybryk.

Mieszkańcy Warszawy jednak nie myślą już o tym co było, a raczej o tym, by jak najszybciej odbudować jeden z najnowszych, a zarazem najbardziej rozpoznawalnych znaków stolicy.

"Cała Warszawa naprawia tęczę" – tak nazywa się zbiorowa mobilizacja na Facebooku. Zgłosiło się już blisko 700 chętnych, aby w środę o godzinie 22.00 przyjść na Plac Zbawiciela i przywrócić kolory okaleczonej tęczy.

Marianna S.
Wpis na Facebooku "Cała Warszawa naprawia tęczę"

Proponuję więcej kwiatów, więcej kolorów i rożne te kwiaty, i światełka migające, kolorowe, będzie jeszcze piękniej!!! I rozpiszcie dyżury, żeby nikt nie spalił znowu... CZYTAJ WIĘCEJ


– Mamy ogromny odzew internautów. Ludzie nie tylko dzwonią i pytają jak mogą pomóc, ale także przynoszą pieniądze na odbudowę. Dziś przyszły dwie kobiety i ofiarowały pieniądze na odbudowę instalacji – mówi Magdalen Mich z Instytutu Adama Mickiewicza.

Udział w nocnej akcji odbudowy tęczy zapowiada także autorka instalacji Julita Wójcik. O tym, co będzie się dalej działo z tęczą, oraz jak traktuje to, co się wydarzyło, opowiedziała w rozmowie z naTemat.

Kiedy tęcza odzyska blask?

Julita Wójcik: Mam nadzieję, że uda nam się to zrobić w jedną noc. Instytut Adama Mickiewicza szacuje straty, oraz ile będzie kosztowała odbudowa. Okazuje się jednak, że chcą w tym pomóc zwykli ludzie.

Jak to będzie wyglądało?

Internauci umówili się na Facebooku na godzinę 22.00 w środę. Ja też tam będę. Cieszę się, bo będę miała okazję poznać ludzi, którzy chcą wziąć udział w tej inicjatywie. Poza tym będę mogła pokierować pracami.

Czy to jest w jakikolwiek sposób zaplanowane?

Ja będę chciała dopilnować kolorystyki w układaniu kwiatów. My ich nie przygotowujemy, bo ludzie zapowiedzieli, że sami przyniosą kwiaty.

Czyli nie będzie to już ta sama tęcza. Wszystkie kwiaty będą inne.


Tak, to będzie bardzo żywiołowa akcja i tęcza będzie inna. Podczas pierwszej budowy też brało udział wielu ludzi, więc "duch" pozostanie ten sam.

Do kiedy będzie stała tęcza? Tak jak zakładano, że do stycznia?

Tak naprawdę najbliższe dni pokażą, na jak długo tęcza zagości na Placu Zbawiciela. To zależy również od tego, jak ona wygląda. Muszę przyjechać i oszacować straty, ilość kwiatów jaka spłonęła. Muszę też dokładnie zobaczyć rodzaj tych szkód.

Jak się pani dowiedziała o spalaniu tęczy?

Dowiedziałam się w sobotę rano. Mój telefon długo dzwonił, mało co się nie wyładował. Domyślałam się, że to coś ważnego. Jak zobaczyłam, że dzwoni osoba, która lubi spać, jest z Instytutu Adama Mickiewicza i do tego telefonuje do mnie w sobotę, to już widziałam, że stało się coś z tęczą. Gdy odebrałam, wszystko było już jasne.

Czytaj także: Zamaskowani sprawcy podpalili tęczę na warszawskim placu Zbawiciela

Co pani poczuła?

Nie miałam nawet zbyt wiele czasu na zastanawianie się, co czuję. Zaraz po telefonie weszłam do sieci, aby zobaczyć zdjęcia i filmiki z pożaru. Chwilę później pod moimi drzwiami była już policja. De facto byłam poszkodowana, więc mnie przesłuchano. A co czułam? Na pewno nie był to smutek.

Jak nie smutek, to co? Spłonęła pani praca.

To były bardzo mieszane uczucia. Tęcza od początku miała być miernikiem nastrojów. Okazało się, że frustracja była tak silna, że ktoś zdecydował się ją podpalić. Ten człowiek nie odpowiada, dlaczego to zrobił, ale był do tego przygotowany. Okazuje się, że w jakiś dziwny sposób go "kuła".

Co taki incydent oznacza dla artysty?

Wybrałam przestrzeń publiczną do prezentacji swojej sztuki. To zawsze jest miejsce konfrontacji, dla szerokiej społeczności. Trzeba mieć siłę, aby być odpornym na zniszczenie pracy. To pierwsze tak spektakularne zniszczenie w moim życiu.

Tęcza była rodzajem symbolicznego wyzwania. Okazało się, że niektórym kojarzy się tylko z jedną stroną. Narodowcy chcieli uczynić ten symbol niewidzialnym. To, co się stało, to bardzo silny efekt. Tęcza miała łączyć różne grupy i różne interesy. Narodowcy chcieliby, aby wszystko było homogeniczne.

Jaką symbolikę ma podpalenie tęczy? To jakby nadało jej jeszcze większy sens.

Bez wątpienia ma to swoją wymowę. Wydarzenie to jest miernikiem temperatury, jaką osiągnęła tęcza. Ważne jest również to, że ona nie zniknęła do końca. Jej odbudowanie zaś, to czysta idea, która towarzyszyła jej powstawaniu. Mam nadzieję, że w ciągu jednej nocy uda nam się ją odbudować.

Czytaj także: Spalili tęczę na Placu Zbawiciela, bo myśleli, że postawili ją geje? "Zniszczyłeś, nieuku, znak Przymierza"
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
SztukaTęcza na placu ZbawicielaWarszawa
Skomentuj