Lech Kaczyński, prezydent Warszawy w 2004 i Jan Maria Jackowski, wówczas radny LPR, dziś senator PiS
Lech Kaczyński, prezydent Warszawy w 2004 i Jan Maria Jackowski, wówczas radny LPR, dziś senator PiS fot. Wojciech Surdziel / AG

W czasie, kiedy politycy kłócą się o związki partnerskie, jest miejsce, gdzie są one całkowicie równouprawnione z małżeństwami – stołeczna komunikacja miejska. Co więcej usankcjonowała je prawicowa koalicja w czasie gdy prezydentem miasta był Lech Kaczyński. Jak to możliwe?

REKLAMA
Dzięki wsparciu radnych Warszawy w stolicy związkom partnerskim nadano szereg przywilejów. Jak to możliwe? Wyjaśnia to dzisiejsza "Gazeta Wyborcza". Okazuje się, że głosami rządzącej miastem koalicji PiS i LPR uchwalono zniżkę dla życiowych partnerów pracowników komunikacji miejskiej. Dzięki tej regulacji do bezpłatnych przejazdów uprawnionych jest w Warszawie ok. 30 tys. osób.
Jak podaje "Gazeta Wyborcza" pod uchwałą rady Warszawy widnieje podpis Jana Marii Jackowskiego – w 2004 roku, kiedy przyjmowano dokument, był przewodniczącym rady z ramienia LPR (dziś jest senatorem PiS). Głównym negocjatorem zestawu ulg miał być Andrzej Urbański, bliski współpracownik Lecha Kaczyńskiego.
O procederze już w 2009 roku pisał Konrad Majszyk, dziennikarz komunikacyjny "Życia Warszawy":

Osoby zatrudnione w miejskich spółkach przewozowych, np. w MZA czy Tramwajach Warszawskich, mogą też załatwić przejazdy za darmo partnerom z nieformalnych związków, nazywanych w uchwale konkubentami. Tylko ZTM zrzekł się tego przywileju w 2004 roku. Bilety są wydawane wyłącznie na podstawie ustnej deklaracji. Kierowca albo motorniczy idzie do przełożonego w zajezdni i oznajmia, że żyje z partnerką bez ślubu. Ta automatycznie dostaje bilet, za który płacą podatnicy. Prawdziwość deklaracji jest nie do zweryfikowania (przełożony musiałby odwiedzać pracownika wieczorem w ramach kontroli). CZYTAJ WIĘCEJ

źródło: "Życie Warszawy"

Dziś ustalenia brzmią zabawnie, jeśli zestawić je z debatą, która w Sejmie miała miejsce wokół związków partnerskich. Prawo i Sprawiedliwość, które głosowało przeciwko ustawom, faktycznie okazało się bowiem "prekursorem związków partnerskich".
Andrzej Kropiwnicki, szef "Solidarności" na Mazowszu, samorządowiec PiS tłumaczy w rozmowie z "Gazetą Wybroczą", że powód takich decyzji jest prozaiczny: większość radnych w ogóle nie wiedziała, nad czym głosowała.
Cały tekst w "Gazecie Wyborczej"