![Jak odróżnić [url=http://shutr.bz/12SP5dp]ekologiczne kosmetyki[/url] od "eko-ściemy"?](https://m.natemat.pl/aaf00dcf1ebbcdd468c8c8f09ef56606,360,0,0,0.jpg)
Moda na ekologię w branży trwa już od kilku lat. – Dwa lata temu przeżywaliśmy chyba szczyt popularności ekologicznych kosmetyków. Wcześniej były one raczej niszą, domeną "ekomaniaczek", które cały swój styl życia podporządkowały życiu w zgodzie z naturą. Kupowało się je głównie przez internet od niewielkich producentów lub w wyspecjalizowanych sklepach z kosmetykami naturalnymi. Ale później nawet największe koncerny i większość polskich firm kosmetycznych zaczęła wypuszczać na rynek kolejne linie produktów oznakowanych jako "bio", "eko" i "natural" – mówi Lewandowska.
Niewiele osób decyduje się na sprawdzenie, co kryje się wewnątrz specyfiku. Nie mając tej świadomości ulegamy manipulacji: nie zawsze droższy znaczy lepszy.
Certyfikaty pomocne, ale...
Unia Europejska dopiero w 2013 roku poważniej zabrała się za ekologiczne kosmetyki, ale jak na razie wszystko jest po staremu. “Wolną amerykankę” starały się poskromić kilka lat temu największe europejskie jednostki certyfikujące, ustanawiając wspólne standardy, które spełniać muszą tego typu produkty. I to dziś jedyny sposób regulacji rynku.
Widać więc wyraźnie, że pobieżne nawet orientowanie się w tematyce kosmetyków eko wymaga od konsumentów i konsumentek sporej wiedzy i zaangażowania. Moje rozmówczynie twierdzą jednak, że choć Polacy słyszeli coś o certyfikatach ekologicznych, naturalnych składnikach i konserwantach, mają kłopot z zastosowaniem tej wiedzy w praktyce.
Klienci supermaketów, sieciowych drogerii to często osoby, kŧóre w zakupach kierują się reklamą, impulsem, promocją cenową, przyzwyczajeniami. To oni są najbardziej narażeni na eko-ściemę. Nie czytają składu, nie szukają certyfikatów ekologicznych na opakowaniu, a koncentrują się na opisie właściwości produktu, marce oraz cenie. A diabeł tkwi w szczegółach.
– Zachęcam do rozwijania świadomej postawy. Bądźmy wnikliwi – przekonuje Dolores Greń w podsumowaniu naszej rozmowy. Ale im bardziej precyzyjnie próbuje się narysować linię odgraniczającą kosmetyki konwencjonalne od ekologicznych, im bardziej wnika w definicyjne szczegóły, o których mówiła Magdalena E. Sala, tym sytuacja staje się bardziej skomplikowana.
zdrowia. Bazując na tym przekonaniu niektórzy producenci takich kosmetyków
atakują produkty konwencjonalne jako niebezpieczne. A to nic innego jak
czarny PR, bo normy bezpieczeństwa są identyczne dla wszystkich - zauważa
redaktor prowadząca "Magazynu Kosmetyki". Podobnie jest z przekonaniem, że naturalne produkty nie uczulają: nawet “ekologiczny” rumianek u niektórych osób wywołuje alergię.