
Gdy Sławomir Sierakowski mówi mi, że już ma trzydzieści trzy lata i się trochę zestarzał, nawet ja z perspektywy moich ledwie skończonych dwudziestu kwituję to pełnym zdziwienia spojrzeniem. Nie wdaje się w dyskusję z najmłodszymi „hipster” prawicowcami, bo nie natknął się nigdy na ich publikacje. Nie uważa, żeby media społecznościowe były katalizatorem wartościowej debaty - za polemikę uznaje osobny artykuł, a nie komentarz na Facebooku. Dlaczego spokojnie patrzy na to, jak w Sejmie wciąż gnieździ się ten sam partyjny beton? Co uznaje za największy sukces działającej już od ponad dziesięciu lat Krytyki Politycznej?
