Grupa naTemat

Znienawidzeni łowcy rasizmu. Dlaczego kluby piłkarskie nie kochają stowarzyszenia "Nigdy więcej"

Czy walka z kibolami, jest sposobem na biznes?
Czy walka z kibolami, jest sposobem na biznes? Fot: Kuba Atys/Agencja Gazeta
Stowarzyszenie "Nigdy więcej" ze wszystkich sił starało się, aby ten tekst nie powstał. Jego szef złożył na mnie skargę u naczelnego naTemat. Prezes spółki wydającej nasz serwis odebrała telefon z prośbą o interwencję. Mój profil na Facebooku został przez stowarzyszenie prześwietlony, co śledczych z "Nigdy więcej" doprowadziło do wniosku, że jestem radykalnym kibolem. Nie jestem, a moim celem było i jest wyłącznie przyjrzenie się stowarzyszeniu, którego nienawidzą polskie kluby piłkarskie. Dlaczego? Za co? Tylko na te pytania chciałem odpowiedzieć.

Ostatnio UEFA surowo karała polskie kluby występujące w europejskich pucharach za zachowanie ich kibiców. W niektórych przypadkach się zgadzamy, jak w przypadku kary za napis „Litewski chamie...klękaj...”. Jednak na inne występki, za które zostały ukarane, kluby mogły nie mieć żadnego wpływu. Z powodu dużej liczby "dziwnych kar" przyjrzeliśmy się organizacji, która przyczyniła się do ich nałożenia.

Stowarzyszenie „Nigdy Więcej” od lat zajmuje się piętnowaniem rasizmu i nazizmu na stadionach. Mają na swoim koncie wiele udanych akcji w tym „Wykopmy Rasizm ze Stadionów”. Mają na swoim koncie wiele nagród i prawdziwe zasługi. Rasizm niewątpliwie jest jednym z istniejących problemów w polskiej piłce. "Nigdy więcej" walczy z nim, a UEFA bardzo to docenia. Stowarzyszenie ma bardzo mocną pozycję w europejskiej piłce. Widziałem to, gdy każdy mail, który wysyłałem do UEFA w sprawie "Nigdy więcej" szybko wracał do mnie z "Nigdy więcej". Stowarzyszenie regularnie wysyła do UEFA raporty o tym, co dzieje się na polskich stadionach. Jest częścią międzynarodowej sieci FARE (Football Against Racism in Europe). Raporty "Nigdy więcej", można się domyślać, mają duże znaczenie przy podejmowaniu przez UEFA decyzji o wyciągnięciu konsekwencji wobec klubu.

Wielka władza, to jednocześnie wielka odpowiedzialność. Choć wiele rasizmu ze stadionów udało się wykopać przez ostatnie lata, to jednak stowarzyszenie pozostaje, wg jego krytyków, równie nieprzejednane, co kiedyś. Niektórzy mówią, że to "wyolbrzymiony antynazizm". Są też tacy, którzy sugerują, że chodzi o pieniądze. I porównują działania "Nigdy więcej", to protestów niektórych ekologów, którzy blokowali inwestycje do czasu aż inwestor nie wykupił szkolenia.

Żeby rozwiać te wątpliwości, poprosiliśmy stowarzyszenie o raporty finansowe za ostatnie lata. Wg ogólnodostępnych danych "Nigdy więcej" w 2011 roku miało budżet przekraczający 700 tysięcy złotych. To znaczna suma. Skąd pochodzi? Jacek Purski z "Nigdy więcej" odesłał nas do swojego bloga, gdzie jednak zabrakło tych informacji.

Kilkukrotnie wysyłaliśmy stowarzyszeniu prośby o ujawnienie źródeł dochodów. I kilkukrotnie otrzymywaliśmy oględną informację, że "Nigdy więcej" nie jest finansowane ani z PZPN, ani ze środków publicznych. Władze stowarzyszenie przekonywały nas też, że nigdy nie żądały żadnych pieniędzy od klubów piłkarskich, a jedynym źródłem finansowania jest UEFA oraz grant na publikację "Brunatnej księgi". Raportów finansowych jednak nie zobaczyliśmy. Musimy wierzyć na słowo. To o tyle przykre, że jeśli stowarzyszenie nie ma nic do ukrycia, a 100% przychodów otrzymuje z UEFA i sieci FARE, to co stoi na przeszkodzie w wysłaniu nam kilku plików Excela z lat 2009 - 2012?
Przesłane do nas oświadczenie "Nigdy Więcej"

Jako organizacja pozarządowa non-profit, którą jest stowarzyszenie, nie możemy mieć dochodu z tytułu prowadzonej działalności społecznej, jest to oczywista kwestia. Ponadto Stowarzyszenie z założenia nigdy nie ubiega się ani nie zamierza się ubiegać o dofinansowanie z funduszy państwowych



Prezes informuje o problemach

To, że "Nigdy Więcej" chciało nawiązać współpracę z klubami nie jest żadną tajemnicą. Sami komentując sytuację nałożenia kar na Legię złożyli taką propozycję na blogu w naTemat.pl.

Jesteśmy gotowi do współpracy z klubem w przyszłości w celu eliminowania niepożądanych zjawisk, szczególnie w zakresie edukacji najmłodszych generacji kibiców. CZYTAJ WIĘCEJ


W podobny sposób co szef tamtego klubu wypowiedział się anonimowo pracownik Lecha Poznań. W rozmowie z nami powiedział, że jego zdaniem wielu osób w "Nigdy Więcej" działa w sposób dziwny. – Nie wiem jaką do końca grę prowadzą, ale robią więcej szkód niż pożytku. Wszyscy mamy ich serdecznie dosyć – usłyszeliśmy.

Ale są także inne kluby. Z "Nigdy więcej" nawiązała współpracę Jagiellonia Białystok. Władze klubu nie przekazały nam żadnych krytycznych uwag, co do działalności stowarzyszenia. Klub za nią nie płaci, bo wszystko finansuje UEFA.

Kary za wlepki
W jaki sposób na stadionach działa "Nigdy więcej"? – Stosują mało profesjonalne metody. Zamiast monitorować cały stadion kupują sobie bilet i zajmują jedno miejsce na trybunach. I na podstawie obserwacji z tego jednego miejsca opisują, co dzieje się podczas meczu. Tak naprawdę nie da się obserwować różnych wydarzeń na stadionie nie mając możliwości swobodnego poruszania się po nim – powiedział nam anonimowo pracownik Lecha Poznań.

Kilka przykładów. Po meczu Śląska Wrocław z Rudarem Plevliją przedstawiciel FARE napisał w raporcie, że widział naklejkę obrażającą Romów. Akurat ta sprawa przeszła bez echa, gdyż większym problemem dla UEFA były odpalane w tamtym meczu race. Jednak federacja potrafi karać za takie incydenty, o czym świadczy sprawa Lecha Poznań.

W raporcie „Nigdy Więcej” dla sieci FARE pojawiła się informacja, że ktoś przed meczem „Kolejorza” rozprowadzał obraźliwe wlepki przed wejściem na stadion. Miały na sobie napis „Goodnight Left Side” i obrazek białego człowieka kopiącego czerwonego. Nie załączono żadnego zdjęcia, lub dowodu na to, że taki incydent miał miejsce. Jednak to nie przeszkodziło UEFA nałożyć karę 10 tysięcy euro na Lecha Poznań.

UEFA trzyma nad polskim stowarzyszeniem parasol ochronny. Gdy zapytałem UEFA, czy może polskie kluby skarżyły się na "Nigdy więcej" szybko otrzymałem maila. Nie z UEFA. Z "Nigdy więcej". Pytano mnie, dlaczego się zajmuję tą sprawą.

Jak tłumaczył mi były wysoko postawiony urzędnik UEFA wynika to z faktu, że walka z dyskryminacją i rasizmem są sztandarowymi projektami Michela Platiniego. Więc będzie dbał o to, by jego akcja była, lub przynajmniej wyglądała na wzorcową. To wyjaśniało dlaczego od rzecznika UEFA usłyszeliśmy pochwałę dla działań „Nigdy Więcej”, oraz potwierdzenie, że mają do nich stuprocentowe zaufanie.

– Podczas kongresu w maju tego roku uchwalono rezolucję antyrasistowską. UEFA zamierza wciąż kontynuować swoją politykę zero tolerancji na stadionach. Mając to na myśli będziemy organizowali kampanie, programy edukacyjne i nakładali sankcje dyscyplinarne. Mając to na myśli, nadal będziemy opierali się na ekspertyzach i ekspertach z sieci FARE – opowiedział nam P.Gasser z UEFA.

Dlatego też UEFA nie potrzebuje od swoich ekspertów żadnych dowodów rzeczowych. Wierzy im „na gębę”. Natomiast przedstawiciele „Nigdy Więcej” informują europejską centralę dosłownie na wszystko co zasłyszeli na stadionie.

Zwracają uwagę na rzeczy, które robią, lub mówią pojedyncze osoby, a na co klub nie ma wpływu. Nie jesteśmy w stanie każdego prześwietlić, ale za to dostajemy kary – powiedział nam przedstawiciel jednego z klubów, który odpadł z europejskich pucharów.

Logo "Wild Boys" wzięto za "SS Totenkopf"
Na stronie FARE możemy wyczytać, że podczas ostatnich meczów w eliminacjach do Ligi Mistrzów kibice Legii wywieszali flagi z krzyżami Celtyckimi, czy symbolem SS Totenkopf. Tych pierwszych to nie widział na stadionie nikt, poza obserwatorem FARE („Nigdy Więcej”). Co do tego drugiego, to przyczepiono się do literki „S” w fladze grupy „Wild Boys”, która przypominała literkę z loga „SS”. I choć mogła być zainspirowana tym symbolem, to jednak kibice nie pokazali na trybunach tego znaku. Na tej samej podstawie można byłoby oskarżyć zespół „KISS” o używanie tego znaku. Jednak te informacje wystarczyły do zamknięcia jednej z trybun Legii podczas meczu ze Steauą Bukareszt. Do tego na klub nałożono dotkliwe kary finansowe.

Choć stowarzyszenie twierdziło w przeszłości, że świetnie mu się współpracuje z PZPN, to tak naprawdę związek ma dość współpracy z "Nigdy więcej". Czara goryczy wylała się po meczu Polski z Ukrainą. Wtedy to w wyniku nieporozumienia polska strona została oskarżona o wywieszanie rasistowskich transparentów (wywieszali je kibice gości). Choć „Nigdy Więcej” odcinało się od przesłania takiego raportu, to niesmak pozostał. Nieoficjalnie w PZPN mówi się, że "Nigdy więcej" to "ból w d.".

Podobnie mówi się w klubach piłkarskich i w Ekstraklasie. I to mimo dobrej oceny wspólnej akcji "Wykopmy rasizm z futbolu". - Mieliśmy udaną akcję za którą sami zapłacili, a teraz sami skutecznie zwalczamy rasizm na stadionach - powiedział Waldemar Gojtowski z Ekstraklasy S.A. - Po niej raz przyszli z propozycją zawiązania szerszej współpracy, ale nie widzieliśmy potrzeby. Odnotowujemy pojedyncze incydenty, ale kluby często same sobie z tym problemem radzą. A jeśli jest jakiś problem, to delegat to wpisze do swojego raportu - mówi Gojtowski.

Kontrowersje niesportowe
„Nigdy Więcej” wzbudza wiele kontrowersji także tych niesportowych. Choć starają się pokazać jako organizacja apolityczna, to wiele ich działań ma charakter polityczny. Występują w telewizjach komentując wydarzenia polityczne. W 2005 roku wraz z lewicowymi organizacjami politycznymi dążyli do zdelegalizowania „Młodzieży Wszechpolskiej”.

Trzeba także wspomnieć o tym, że choć otwarcie chcą uczyć kulturalnego kibicowania to jednak sami przyczyniają się do wulgaryzacji społeczeństwa. Na swojej stronie internetowej chwalą się chociażby objęciem swoim patronatem bardzo wulgarną piosenkę zespołu Skowyty „Pokolenie Chuj”. Zresztą taki patronat "NW" nie trudno. Wystarczy stworzyć antynazistowską piosenkę i nieważne jak wulgarna ona by nie była, to otrzymasz ich wsparcie.

Stowarzyszenie także nie odcięło się publicznie od nagrody dla antyfaszysty roku przyznanej Simonowi Molowi. Przypominamy, że Kameruńczyk został skazany za świadome zarażanie kobiet wirusem HIV. Na dodatek wprowadził opinię publiczną w błąd podając, że jest kameruńskim dziennikarzem-dysydentem, który musiał uciec z kraju za ujawnianie korupcji w kraju. Tymczasem okazało się, że wcale nie był uciekinierem, a dziennikarzem był... sportowym.
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
KibiceLegia WarszawaRasizmPZPNLech Poznań
Skomentuj