Czego osiągnąć nie można? Jak skromni licealiści ze Świdnicy robią wielkie media z prawdziwego zdarzenia

Przez rok naszaswidnica.pl wydawała swój papierowy miesięcznik.
Przez rok naszaswidnica.pl wydawała swój papierowy miesięcznik. Fot. naszaswidnica.pl
– A ty, dziecko, nie jesteś trochę za młoda? – usłyszała Aśka Milik od Roberta Gonery, kiedy chciała przeprowadzić z aktorem wywiad. Był rok 2012. Trwał 5. Festiwal Reżyserii Filmowej w Świdnicy, 60-tysięcznym mieście na Dolnym Śląsku. Aśka, dziennikarka młodzieżowego portalu naszaswidnica.pl, miała wtedy 18 lat, a za sobą rozmowę między innymi z Januszem Gajosem i kilkanaście przeróżnych wystąpień przed kamerą. Dziś opowiadamy to jako anegdotę wielu znanym osobom. Śmieją się.

W ciągu zaledwie roku materiały gimnazjalistów i licealistów zamieszczane na portalu naszaswidnica.pl osiągnęły ponad trzy i pół miliona odsłon, ich kanał na YouTube, na którym zamieszczają wszystkie filmy wideo, przekroczył niedawno liczbę dwóch milionów trzystu tysięcy odsłon, a fanpage założony na Facebooku po niespełna półtora roku może się cieszyć jedenastoma tysiącami fanów.



Najpopularniejszy dotychczas lokalny portal Swidnica24.pl, który istnieje na rynku od pięciu lat, ma niespełna siedem tysięcy fejsbukowych miłośników. Działający od trzech lat portal „Wiadomości Świdnickich”, najstarszej lokalnej gazety, którą od sześciu lat kieruję – niewiele ponad dwa tysiące.

Skąd wzięła się popularność Naszej Świdnicy, która w krótkim czasie prześcignęła najpoważniejsze lokalne media? Co powoduje, że młodzieżowy portal, całkowicie pozbawiony polityki, doniesień o wypadkach, spraw interwencyjnych, ma coraz więcej fanów nie tylko wśród młodzieży, ale i dorosłych? Nie tylko lokalnie, ale i w całej Polsce, a także w Europie i na świecie. Od ponad pół roku próbuję zrozumieć ten fenomen.

W Naszej Świdnicy znalazłam się w marcu 2013 roku, niespełna rok po jej powstaniu. Poproszono mnie o zrobienie warsztatów dziennikarskich dla młodzieży. Wszyscy dziennikarze tego unikatowego w skali kraju medium są bowiem uczniami gimnazjów lub szkół ponadgimnazjalnych. I są niedoskonali. Ale to właśnie pohamowało mnie przed kontynuacją rozpoczętych warsztatów, podczas których uczyłam ich prawa prasowego, zadawania pytań, dociekania prawdy. Bo szybko okazało się, że to, co w innych mediach jest wadą, u nich zamieniło się w największy atut. Młodość, świeżość, szczerość, prawdziwa wolność wypowiedzi i całkowita, niczym nieskrępowana naturalność – te cechy nie dyskwalifikują nikogo, a przyciągają każdego. – Ja myślę, że największy urok to ta właśnie niedoskonałość. Nikt nikogo nie udaje, nie stara się być na siłę profesjonalistą – mówi Ewa Kucharska, mama jednej z młodych dziennikarek, która podobnie jak inni rodzice, jest stałą czytelniczką i widzem portalu. Ale czy tylko to?

Mariusz Kędzierski. Rysuję, bo to kocham
21-letni Mariusz Kędzierski, laureat 2. miejsca w tegorocznym prestiżowym konkursie Best Global Artist, jeden z kilkunastu artystów, którzy 24 i 25 października pokazywali swoje prace na słynnym wernisażu Vienna Showcase, w ciągu roku zdobył uznanie, pracę i pieniądze na wymarzone studia. Mariusz jest młody, przystojny, uśmiechnięty, ma dziewczynę, talent i całe życie przed sobą. Ma tylko jedną wadę – jest niepełnosprawny. Urodził się z wadą genetyczną przedramion.

Patrycja Madejczyk, początkująca dziennikarka początkującego wówczas portalu naszaswidnica.pl, znała rysownika już wcześniej. – Wiedziałam, że rysuje, mimo że nie ma rąk – mówi. – Ale gdy zobaczyłam jego prace po jakiejś dłużej przerwie, strasznie mnie zainspirowały. Pewnego dnia przyszłam do redakcji i powiedziałam, że mam znajomego, który rysuje nie mając rąk i chcę zrobić z nim wywiad...

Po wywiadzie powstał reportaż, który wkrótce miał obiec cały świat. – Nie byłem przekonany do tego reportażu – wspomina Mariusz Kędzierski. – Ale efekt i to, co stało się później, były dużym zaskoczeniem. Dzięki Naszej Świdnicy nie tylko pokazałem, że osoba niepełnosprawna może dużo, ale że w ogóle każdy może realizować swoje pasje, jeśli tylko ma wystarczająco dużo determinacji.

Mariusz Kędzierski wspomina, jak pewnego dnia do niego i autorów reportażu „Rysuję, bo to kocham” dotarło, że materiał wymknął im się spod kontroli. O niepełnosprawnym artyście i młodzieżowym portalu, który go odkrył, pisały portale za granicą, nawet w Portugalii czy Australii, materiał pokazywała niemiecka telewizja ZDF i przewinął się przez wiele innych mediów w Europie i na świecie, w tym BBC. Przyszło też zaproszenie z Telewizji Polskiej do „Pytania na śniadanie”. Dla ekipy, która zrobiła reportaż o Kędzierskim, to było zaproszenie do przygody. Nigdy wcześniej nikt z nich nie był w telewizji! Dla Mariusza – była to szansa na promocję, którą wspaniale wykorzystał.


Patrycja Madejczyk: – Z perspektywy czasu uważam, że dzięki nam, a właściwie reportażowi, który nakręciła naszaswidnica.pl, uchyliliśmy Mariuszowi jedne z wielu drzwi, które się jeszcze przed nim na pewno otworzą. My go pokazaliśmy światu, a jego kariera zależy już od niego samego. Reportaż o Mariuszu Kędzierskim był pierwszym zrealizowanym przez młodzież z Naszej Świdnicy.

Natalia Widuto. Głos, którego słucha cały świat
20-letnia Natalia Widuto dziś pracuje nad swoim pierwszym singlem, za sobą ma dwa koncerty, a przed sobą – perspektywę muzycznej kariery, o jakiej wcześniej tylko marzyła. Przyszła do redakcji Naszej Świdnicy jako jedna z pierwszych. Wówczas licealistka, chciała być dziennikarką, pisać artykuły. Szybko okazało się – podobnie jak w przypadku większości dziennikarzy NŚ – że lepiej niż przy komputerze czuje się przed kamerą z mikrofonem w dłoni. Do tego mikrofonu Natalia lubiła także śpiewać. – Już jako mała dziewczynka wiedziałam, że śpiewanie to moje ulubione zajęcie i do tej pory to się nie zmieniło – mówiła mi, gdy pisałam o niej artykuł w „Wiadomościach Świdnickich”. Było to krótko po tym, jak nagrany przez nią z pomocą muzyków z grupy Zero Procent cover „Almost Lover” z repertuaru A Fine Frenzy, umieszczony na YouTubie przez portal naszaswidnica.pl, w ciągu kilku zaledwie dni osiągnął ćwierć miliona wyświetleń.

Na milion trzeba było czekać tylko parę kolejnych dni, a w artykule, który zatytułowałam „Głos, którego słucha cały świat”, nie mogłam nie wspomnieć o kolejnym „wymknięciu się sytuacji spod kontroli”. Zadziałał ten sam efekt co kilka miesięcy wcześniej w przypadku Mariusza Kędzierskiego. Efekt łańcuszka – jak w filmie Mimi Leder „Podaj dalej”.

Sama śpiewająca dziennikarka dziś, po kilku miesiącach od tego sukcesu, mówi: – Myślałam, że moje wcześniejsze nagrania to szczyt moich możliwości. Jeszcze rok temu marzyłam o występie w małym klubie, a dziś mam za sobą występy na dużej scenie i pracuję nad własnym singlem. Portal naszaswidnica.pl sprawił, że moje życie podąża najlepszym z możliwych torów. Mam możliwość pracowania z ludźmi, dla których nie ma rzeczy niemożliwych.

Eliza Kucharska: zrozumieć bezdomność
Pełnoletniość Eliza Kucharska osiągnęła kilka dni temu. Na swoim koncie młoda dziennikarka portalu naszaswidnica.pl ma już jednak cykl reportaży, które spowodowały, że młodzieżowym portalem zainteresowały się „Gazeta Wyborcza”, TVP Info, Telewizja Polska i TVN 24 (ten ostatni już dwukrotnie odwiedził młodych dziennikarzy robiąc materiały o ich inicjatywach).

A zaczęło się od studia festiwalowego towarzyszącego Festiwalowi Filmów Dokumentalnych „Okiem Młodych”, który od sześciu lat odbywa się w Świdnicy. Wśród pokazów filmowych znalazł się „Albert Cinema”, dokument w reżyserii Agnieszki Zwiefki, którego scenarzystą i bohaterem był Leszek Herliczka, bezdomny mieszkający w Schronisku im. św. Brata Alberta we Wrocławiu. Po rozmowie z nim i autorką filmu Eliza postanowiła zrobić reportaż o Herliczce. Ale to był dopiero początek. Nastolatka za namową dorosłych postanowiła zagłębić się w temat bezdomności.


„Poznając ludzi bezdomnych, rozmawiając z nimi, obserwując chociaż przez chwilę ich dzisiejsze życie, słuchając tych przeróżnych historii, zrozumiałam przede wszystkim, że to może spotkać absolutnie każdego – pisze Eliza w felietonie, który opublikowałam także na łamach „Wiadomości Świdnickich”. – Piękny, mądry i bogaty może skończyć na ulicy. Młody i zdolny również może stać się bezdomny! Ogrom różnych przypadków, zdarzeń i losu, który niestety bywa przewrotny, sprawia, że z dnia na dzień możemy stracić wszystko. I jak się okazuje, wina nie zawsze leży tylko i wyłącznie po naszej stronie. Decyduje o tym mnóstwo innych czynników, każdy człowiek to inna historia!”

Powstała sonda uliczna na temat bezdomności, reportaż o Leszku Herliczce i drugi – o życiu podopiecznych Schroniska im. św. Brata Alberta w Świdnicy oraz bezdomnych zamieszkujących opuszczone prosektorium dawnego miejskiego szpitala. I znów – sytuacja wymknęła się spod kontroli. W ciągu tygodnia lokalną sondę obejrzało ponad pięć tysięcy widzów YouTube'a, a historię Herliczki w ciągu zaledwie tygodnia – ponad sto siedemdziesiąt tysięcy. Materiał zrealizowany przez licealistów zainteresował ogólnopolskie telewizje, a młodych dziennikarzy postanowił odwiedzić TVN24.

Więcej niż szkoła
Obok młodzieży są też oczywiście dorośli, którzy ją przede wszystkim motywują i wspierają. Barbara Krzanowska-Sawicka od początku nadzoruje codzienną pracę młodych dziennikarzy i działalność portalu. – Moja pomoc to przede wszystkim podpowiadanie tematów, którymi można się zająć albo sposobów ich realizacji – mówi. – Bo można przecież nie tylko napisać, ale zrobić zdjęcia, nakręcić wideo, umówić się z grupą i wspólnie coś przygotować. Najważniejszy jest kontakt z młodzieżą: rozmowy w redakcji, rozmowy w czasie wolnym, telefoniczne, na Gadu-Gadu lub na Facebooku, i to nie tylko na tematy związane z pracą portalu. Rozmawiamy o wszystkim, żartujemy – o szkole, znajomych, filmach, muzyce, czasie wolnym i religii. Tak normalnie, bez moralizowania, jak współpracownicy.

Jedną z dziennikarek Naszej Świdnicy jest Beata Krzanowska, córka Barbary, którą wszyscy nazywają Panią Basią. Mama obserwuje ją więc także jako rodzic. – Na pewno praca w redakcji i obserwowanie wymiernych wyników tej pracy na bieżąco na portalu daje potężnego „kopa” do tego, by zrobić jeszcze coś, więcej i jeśli tylko się da, to lepiej – mówi. – Widzę, że Beata się rozwija, szuka nowych rozwiązań, staje się bardziej otwarta na nowe wyzwania i nie boi się zmian.

Podobny rozwój swojej córki zauważa także Ewa Kucharska, mama Elizy. – Jest odważniejsza i bardziej wierzy w siebie – mówi. – Córka marzyła o dziennikarstwie od dziecka. Brała aparat fotograficzny, kręciła filmiki, robiła z nami wywiady. To niesamowite patrzeć, jak dziś, w tak młodym wieku, podejmuje tak poważne tematy jak bezdomność. Jestem z niej dumna i cieszę się, że istnieje miejsce, które daje młodzieży takie możliwości.

Andrzej Pidanty właśnie odszedł z Naszej Świdnicy. Ma 19 lat i przygotowuje się do matury. Jego mama, nauczycielka, Barbara Pidanty uważa portal naszaswidnica.pl za „zjawisko”. – Andrzej odnalazł swoje miejsce w redakcji – mówi. – Poznał nowe osoby, z którymi angażował się w różne działania, np. przy redagowaniu papierowego wydania gazety, przeprowadzaniu wywiadów z ciekawymi ludźmi, organizowaniu koncertu charytatywnego. Praca w redakcji i portalu nauczyła go odpowiedzialności, obowiązkowości i samodzielności, bo choć miał pod bokiem mamę polonistkę, nigdy nie chciał korzystać z mojej pomocy. To czas niezwykłej przygody młodych ludzi pozytywnie zakręconych.

Gosia Kępa trafiła do Naszej Świdnicy jeszcze jako gimnazjalistka, tuż przed wakacjami. Jak mówią dorośli opiekujący się portalem, „ma obiektyw w oku”. Ale też potrafi pisać i występować przed kamerą. Jej mama, lekarz pediatra, Bogumiła Kępa: – Małgosia spotkała ludzi, dzięki którym może realizować swoje pasje i rozwijać się. Dostała wsparcie, potrzebny sprzęt i profesjonalną opiekę. W redakcji portalu uczy się ciągle nowych rzeczy. Do tej pory stała za kamerą czy obiektywem aparatu. Teraz bardzo często występuje przed. I widać z tygodnia na tydzień, jak szlifuje swój warsztat pod każdym względem.

Marek Rusin, w życiu zawodowym szef Prokuratury Okręgowej w Świdnicy, i Ewa Rusin, sędzia świdnickiego Sądu Okręgowego, prywatnie rodzice jednej z dziennikarek – Oli Rusin, do Świdnicy przeprowadzili się dwa lata temu z Ząbkowic. Na co dzień pochłonięci „złem tego świata”, z zachwytem podglądają młodzieżowy portal i podziwiają postępy córki. – To zrządzenie losu, że Ola niemal od razu trafiła do redakcji Naszej Świdnicy – mówią. – Dzięki temu nie miała problemu z przystosowaniem się do nowych warunków, a kolegów ma nie tylko ze swojej szkoły, ale też z innych świdnickich szkół. Widzimy, jak się dzięki portalowi rozwija, jak dojrzewa. Tata Oli, który z racji pełnionej funkcji, często musi stawać przed kamerą, zna ten stres. – Ja kompletnie już u Oli czegoś takiego nie widzę – mówi. – To niesamowite miejsce dla młodych ludzi. Nie będą się bać wypowiadać publicznie, nawiązywać kontaktów, pozbywają się stresów, które wielu dorosłych ma do końca życia w takich sytuacjach. Na przykład ja. I jeszcze coś. Ola przygotowuje się teraz do matury, a na portal napisała kilkakrotnie więcej artykułów niż w tym samym czasie szkoła wymagała od niej prac pisemnych. Do każdego musiała się przygotować, poszerzyć wiedzę i go napisać. Młodzi ludzie uczą się tam znacznie więcej, niż może dać im szkoła!

Dorośli się boją
Mimo że już nie prowadzę sformalizowanych warsztatów, nadal – podobnie jak inni dorośli – wspieram młodzież, jeśli tylko tego potrzebuje. Ale boimy się czasem (my, dorośli), że „naszej młodzieży” uderzy do głowy przysłowiowa woda sodowa. Są młodzi, a bywa, że osiągają więcej niż niejeden dziennikarz przez całe swoje życie. O samouwielbienie nietrudno. Ale o dziwo, w tym wszystkim udaje im się jednak zachować to młodzieńcze spojrzenie na świat, z którym do redakcji Naszej Świdnicy przychodzą. I wciąż, bez przerwy się uczą. Na błędach własnych, cudzych, z pomocą dorosłych. I są normalnymi młodymi ludźmi.

Często o przeróżnych porach na Facebooku czy Gadu-Gadu piszą do swoich dorosłych opiekunów, szczególnie Pani Basi, pytania i prośby. Do mnie czasem też trafiają:
„Aloha! Pani Anito, nie wie Pani czegoś o nagrodach starosty? Bo tak się składa, że dostałem, jutro idę odebrać, a nie wiem (...) jak się ubrać itd.”

„Dzień dobry. Mam trochę nietypowe pytanie. Ma może pani kontakt do kogoś, kto był związany z kinem Gdynia? Pracownika albo kogoś z rodziny właściciela. Ponieważ chcemy nakręcić do szkoły dokument o tym miejscu”.
„Pani Anitko, witam serdecznie. Mam małą prośbę. Jutro przeprowadzam wywiad z Bartłomiejem Topą (stres x milion). Przygotowałam pytania. Mogłaby Pani rzucić na nie okiem?”

„(...) mam do Pani pytanie (…) Dosyć nietypowe, ostrzegam (…) Otóż proszę mi powiedzieć, co mogę zrobić, żeby spotkać się z Wałęsą i porozmawiać z nim o jego działalności? Nie mówię o tym, żeby to zrobić dzisiaj. Ale jak do tego dążyć?” (!)
„Witam, odpowiedziałaby mi Pani na parę pytań, które ukazałyby się w kolejnym gazetowym numerze Naszej Świdnicy?” (przez rok portal wydawał własny miesięcznik – red.).

Dla Naszej Świdnicy udzieliłam pierwszego w swoim życiu wywiadu. Od tamtej pory mam obawy, żeby to mnie woda sodowa nie uderzyła do głowy.

Młodzi promują miasto
Działania młodych dziennikarzy od początku śledzi prezydent Świdnicy Wojciech Murdzek. – Mam ocenić portal naszaswidnica.pl zza biurka prezydenta? – uśmiecha się, gdy z nim na ten temat rozmawiam w jego gabinecie, w którym paru z tych młodych ludzi gościł. – No to jest to ocena bardzo pozytywna z wielkim wykrzyknikiem! Cieszy, że jest młodzież, która chce być aktywna. Ale też mnie osobiście bardzo cieszy to, że są osoby dorosłe, które jej poświęcają swój czas i uwagę w taki sposób, by nie gasić ducha, a jednocześnie zachęcać do rozwoju. Są przeszkody w realizacji marzeń, które wielu młodych ludzi potrafią zniechęcić, jak braki sprzętowe czy finansowe. Nasza Świdnica zdejmuje z nich ten balast i daje pole do działania oraz rozwoju.

– Portal naszaswidnica.pl wyróżnia wiele rzeczy. Ale przede wszystkim to, że nie tylko odkrywają i promują talenty, ale także wśród nich talent przyciąga talent i pojawiają się tam kolejne zdolne młode osoby – siedząc przede mną w redakcji „Wiadomości Świdnickich” (i portalu wiadomosci.swidnickie.pl) zauważa bez mrugnięcia okiem Mariusz Kędzierski, którego wypromowała młodzieżowa Nasza Świdnica, a nie dorosłe „Wiadomości Świdnickie”.

Ale ma rację. Portal przyciąga talenty. Jak choćby wspomniana Natalia Widuto, która swoim śpiewem od lat uświetnia ważne miejskie wydarzenia, a od niedawna – promuje miasto.

Z portalem związał się także Wojciech Lewandowski, 21-letni operator i montażysta, dziś student dziennikarstwa i jeden z członków znanej w całej Polsce ekipy „Busem Przez Świat”. On sam, jeszcze jako nastolatek, w 2009 roku wygrał wraz z kolegami dwa ogólnopolskie konkursy – ogłoszony przez RadioZet konkurs „Kocham to Miasto z Radiem ZET” oraz emitowany na antenie TVN-u program Martyny Wojciechowskiej „Polska nakręcona”. W obu konkursach trzeba było nakręcić filmy. W obu Wojtek promował Świdnicę.

Wśród młodej ekipy Naszej Świdnicy jest też Maciej Ławniczak, który będąc operatorem kamery w NŚ, swoim filmikiem „Miasto uśmiechu” wygrał w 2012 roku prezydencki konkurs na film promujący Świdnicę, a w 2013 roku został laureatem Konkursu Filmozoficznego organizowanego przez Wydział Filozofii Uniwersytetu Zielonogórskiego.
Każdego z wymienionych młodych ludzi prezydent zapraszał swego czasu do swojego gabinetu, by osobiście podziękować za promocję miasta. – To przykład dla ludzi młodych dowodzący, że jeśli się czegoś mocno chce, można to osiągnąć – mówi Wojciech Murdzek.

Naszaswidnica.pl z perspektywy stolicy
Pracę młodych dziennikarzy miała okazję poznać w ciągu dwudniowego pobytu w Świdnicy dziennikarka Programu IV Polskiego Radia Katarzyna Węsierska. „Czwórka” przyjechała do Świdnicy w ramach letniego cyklu „Drogowskazy Czwórki” – Kiedy Mariusz Kalista przedstawił mi, jeszcze przed moim przyjazdem do Świdnicy, ideę i samo działanie portalu naszaswidnica.pl, pomyślałam, że to pewnie kolejny amatorski projekt, tworzony przez młodzież, która chciałaby pobawić się w dziennikarzy, ale nie do końca wie jeszcze jak – wspomina. – Już po pierwszej wizycie na stronie Naszej Świdnicy zobaczyłam, jak bardzo się myliłam. Profesjonalne filmy, sondy, własne cykle, stałe programy, trudne tematy poruszane w artykułach i młodzi dziennikarze pełni zapału. Dziennikarze, choć sami dziennikarzami się nie nazywają (a szkoda, bo mają do tego większe prawo niż niektórzy „prawdziwi” przedstawiciele tego zawodu.).

Znany polski reportażysta Mariusz Szczygieł, gdy gościł w Świdnicy, przyjął – jak wiele znanych osób przed nim – zaproszenie do Naszej Świdnicy. Eliza Kucharska, Ola Rusin i Karolina Krzyżanowska zrobiły z nim, jako prowadzącym pierwszy polski talk-show („Na każdy temat” w Polsacie) swój pierwszy, nietypowy talk-show. Trzy rundy. W każdej jedna z nich przepytywała dziennikarza, który tak jak one, zaczynał bardzo młodo. – Im wcześniej się zaczyna w dziennikarstwie, tym lepiej – uważa Mariusz Szczygieł. – Większość najlepszych dziennikarzy zaczynała bardzo wcześnie, jak mieli po 17-19 lat. Bycie dziennikarzem to rodzaj postawy życiowej i charakteru, więc to się ujawnia bardzo szybko.


Według dziennikarki z Warszawy, pomysł na taki portal to strzał w dziesiątkę. – Młodzi ludzie, ze świeżym podejściem, z tysiącem pomysłów w głowach dużo ciekawiej i chyba też bardziej prawdziwie mogą oddać otaczającą ich rzeczywistość – mówi Katarzyna Węsierska. – Ale ta młodość i świeżość w tym wypadku nie oznaczają braku profesjonalizmu, jak zwykło się myśleć. Byłam i jestem zachwycona poziomem materiałów na stronie, ich wykonaniem i widocznymi postępami dziennikarskimi redakcji Naszej Świdnicy. Wszystkie tzw. poważne i profesjonalne portale czy serwisy internetowe, a nawet media elektroniczne powinny się od świdnickiej młodzieży uczyć, jak „robi się” porządne dziennikarstwo.

Czy można być liderem?
Młodzież z portalu naszaswidnica.pl uczy się więc nie tylko w szkole, ale też poza nią. Jak występować przed kamerą. Jak pisać. Jak robić zdjęcia. Jak kręcić i montować filmy. Jak odkryć w sobie pasję. Jak być kreatywnym. Jak pomagać i jak być liderem. A nawet – jak szukać pracy. Mają nawet własny portal z ofertami pracy oraz częste spotkania z profesjonalnymi doradcami zawodowymi czy specjalistami od autoprezentacji. Od początku młodzież regularnie spotyka się także z ludźmi, którzy stanowią dla niej wzór, autorytet, inspirację.

Jej gościem był między innymi Robert Korólczyk z Kabaretu Młodych Panów, „naturalizowany” świdniczanin, dziś zafascynowany działalnością portalu. – Wiele lat temu chciałem w Rybniku robić z kolegami kabaret – mówi. – Chcieliśmy mieć miejsce do prób, mikrofon i tym podobne rzeczy. Okazało się, że na ówczesne władze czy działaczy kultury nie mamy co liczyć. Wtedy przygarnął nas Klub Energetyka, taki prywatny dom kultury Elektrowni Rybnik. Tam zaczęliśmy działać. Tam urodziły się jedne z większych imprez kulturalnych Rybnika... Oczywiście wtedy też miasto nie bardzo miało ochotę nas wspierać... Dziś wiele się zmieniło... Dlaczego o tym mówię? Bo miałem to szczęście, że wtedy, kiedy miałem 18 lat, ktoś mnie i moim kolegom dał szansę. Ktoś udostępnił miejsce, pozwolił rozwijać swoje pasje, spotkałem też wielu ciekawych ludzi, artystów, którzy wspierali mnie w rozwoju... To właśnie widzę w Naszej Świdnicy – szansę dla młodych ludzi na rozwój ich pasji, osobowości. Mało się inwestuje w młodych ludzi. Dopiero kiedy jest sukces, to ojciec się znajdzie.

Dziś to młodzi ludzie z portalu naszaswidnica.pl inspirują innych do działania, są liderami. Angażują się też w akcje pomocowe. Jak organizowany wspólnie z Kabaretem Młodych Panów charytatywny występ kabareciarzy na rzecz niepełnosprawnej dziewczynki Mai Tyczyno. – Bardzo mnie cieszy, że młodzież chce poznać niepełnosprawność, chce wiedzieć, dlaczego i jak, bo tak naprawdę nie wiadomo, co ich samych może w życiu spotkać – mówi Małgorzata Tyczyno, mama Mai. – Młodzież z Naszej Świdnicy jest bardzo otwarta. I widziałam, że pomaganie sprawia im wielką przyjemność. Bo to przecież pomoc komuś, kto jest tak naprawdę on nas całkowicie uzależniony.

Pomaganie przetrenowane w czasie zbierania pieniędzy na leczenie i rehabilitację Mai młodzież zaczęła uznawać za coś naturalnego. Dlatego natychmiastowym efektem reportaży o bezdomnych jest akcja zbiórki odzieży i żywności dla nich, którą ekipa portalu chce rozpropagować i prowadzić wśród swoich kolegów ze szkół.

Ci młodzi ludzie na podstawie własnych doświadczeń nabrali przekonania, że na rzeczywistość nie tylko można wpływać, ale też można ją zmieniać. Wiedzą, że chcieć to móc, a efekty mogą przerosnąć najśmielsze oczekiwania i jak wiele rzeczy w Naszej Świdnicy – wymknąć się spod kontroli. W pozytywnym kierunku.

Tort z wisienką
Kontrola jednak jest niezbędna. Oprócz Barbary Krzanowskiej-Sawickiej, nad działalnością młodych ludzi czuwa Mariusz Kalista, prezes Stowarzyszenia Pro-Motor w Świdnicy – człowiek, w którego głowie zrodziła się idea portalu robionego przez młodzież, i ktoś, kto w rozmowie sprawia wrażenie, jakby żył po to, by inspirować innych do działania.

Zanim pojawił się portal naszaswidnica.pl, stowarzyszenie powołało do życia Motoswidnica Racing Team – ekipę wspierającą starty świdniczan w Motocyklowych Mistrzostwach Polski oraz Motoswidnica Rally Team, która wspomagała udział zawodników ze Świdnicy w rajdach samochodowych, w tym w Pucharze Polski. Oba „dzieła” Pro-Motora czynnie włączały się w akcje Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. W ramach działalności związanej z motocyklami i samochodami stowarzyszenie organizowało także przez dwa lata akcję „Mój wybór – bezpieczeństwo”, której celem było uświadomienie młodzieży ze szkół powiatu świdnickiego w kwestiach bezpieczeństwa na drogach. Spotkania z Piotrem Betlejem, świdnickim motocyklistą, zawodnikiem Motoswidnica Racing Team, który właśnie dzięki Pro-Motorowi jako pierwszy Polak wystartował w najbardziej prestiżowym i najstarszym wyścigu motocyklowym na świecie Isle Of Man TT, ale jednocześnie jest świadomym i bezpiecznie jeżdżącym kierowcą, były dla młodzieży bardzo pouczające.

Spotkania młodzieży ze znanymi, inspirującymi ludźmi to jedna z domen Pro-Motora. Dzięki stowarzyszeniu uczniowie świdnickich szkół mieli okazję w cyklu „Ludzie z pasją” spotkać się z do tej pory z Przemysławem Saletą, Adamem Badziakiem, Hubertem „Raptownym” Dylonem, a także wspomnianym Robertem Korólczykiem.

Stowarzyszenie promuje też muzykę i muzyków. W 2011 roku zorganizowało w Świdnicy konkurs dla młodych wokalistów i zespołów Świdnicki Talent z koncertem finałowym odbywającym się w czasie Dni Świdnicy oraz wyprodukowało i wypromowało stworzoną przez zespół Zero Procent „Piosenkę o Świdnicy”, a także zorganizowało warsztaty wokalne dla finalistów Świdnickiego Talentu. Wydana w 2013 roku nowa płyta zespołu Zero Procent „Nieuniknione” właśnie dzięki pomocy Pro-Motora została nagrana w studiu Marka Kościkiewicza, a teledysk do niej zrealizowała znana w świecie polskiej muzyki „Grupa 13”.


Co ważne – wszystkie te działania prowadzone są całkowicie non-profit. Działalność wspierającą, pomocową, kreatywną i wreszcie charytatywną pod różnymi postaciami szef stowarzyszenia Mariusz Kalista ma we krwi, prawie tak samo jak benzynę, bo sam jest zapalonym motocyklistą. Pro-Motor zorganizował już dwa bale charytatywne dla wspomnianej Mai Tyczyno. Dzięki nim mama dziewczynki ma pieniądze na każdy kolejny rok życia córki. A w planach jest kolejny bal. Na kolejny rok życia Mai.

Mimo tak wielu działań, portal naszaswidnica.pl jest w tym wszystkim rzeczą bodaj najtrudniejszą, bo jak mówi Mariusz Kalista, praca z młodzieżą to zaangażowanie nawet takiego czasu, którego się – pracując zawodowo – nie ma. Ale jest też bardzo piękną, smaczną i miłą dla duchowego podniebienia wisienką na tym torcie, którego pięter z każdym rokiem przybywa.

– Naszaswidnica.pl to odpowiedź na pytanie, czy jak się czegoś chce, to można to osiągnąć – mówi założyciel portalu. – Bo jeśli udało się stworzyć narzędzie do wyrażania własnego zdania, jeśli udało się w ciągu niespełna półtora roku wypromować trzy duże tematy na skalę ogólnopolską, jeśli udało się odmienić kompletnie czyjeś życie, jeśli można w tym czasie uzbierać pieniądze dla chorej Mai, jeśli można przegonić dorosłe lokalne portale w popularności... I jeśli zrobiła to grupa młodzieży, dla której wszystko, co robi, to „pierwszy raz”, to czego osiągnąć nie można? To pytanie ma już swoją odpowiedź i tą odpowiedzią jest codzienność w portalu – nie ma znaczenia temat, stopień trudności, a nawet doświadczenie. Liczą się chęci, te szczere, i ambicja.

Trwa ładowanie komentarzy...