Antysemici to nie tylko skrajna prawica. Najbardziej antysemickimi krajami okazują się liberalne Francja i Niemcy

Czy Żydzi muszą obawiać się jedynie skrajnej prawicy? O wiele większym zagrożeniem dziś okazują się skrajni w poglądach muzułmanie.
Czy Żydzi muszą obawiać się jedynie skrajnej prawicy? O wiele większym zagrożeniem dziś okazują się skrajni w poglądach muzułmanie. Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta
Antysemityzm nie jedno ma imię. Nad Wisłą wciąż wydaje się nam, że Żydzi muszą obawiać się jedynie nienawiści ze strony skrajnej prawicy. I w Polsce antysemityzm rzeczywiście ma swe podstawy głównie w ksenofobii, którą pielęgnuje część środowisk konserwatywnych. W naszym kraju antysemici równie chętnie atakują więc Żydów, co i muzułmanów, buddystów etc. Zupełnie inaczej wygląda to jednak w innych miejscach świata.

Z najnowszego raportu Unii Europejskiej na temat antysemityzmu w Europie wynika, iż w największym zagrożeniu jest społeczność żydowska w... liberalnej Francji. Niewiele lepiej wygląda sytuacja Żydów w Belgii. Wśród największych antysemitów na Starym Kontynencie znaleźli się także Węgrzy, Niemcy, Łotysze, Włosi, Szwedzi oraz Brytyjczycy. W większości tych społeczeństw antysemityzm nie wynika jednak z szerokiej sympatii do ruchów skrajnie prawicowych (tak jest jedynie na Węgrzech i na Łotwie). W starych demokracjach Europy Zachodniej antysemicka agresja rodzi się wśród licznych tam muzułmanów.



I unijne badania nie pozostawiają wątpliwości, że im Europa staje się bardziej otwarta dla wyznawców Allaha, tym jednocześnie robi się silniej antysemicka. 76 proc. respondentów wyznających judaizm przyznało, iż problem antysemityzmu i agresji na jego tle stał się znacznie bardziej zauważalny w ciągu ostatnich pięciu lat. W liderującej w statystykach antysemityzmu Francji aż dwie trzecie Żydów przyznaje dziś, że padło ofiarą antysemickiego ataku w ciągu ostatniego roku. Tylko szczęściarzom udało się uniknąć ataku fizycznego.

Argumenty tych Żydów, którzy podkreślają, iż islamiści są równie wielkim zagrożeniem, co naziści trudno próbować obalić oglądając ostatnie relacje z Bliskiego Wschodu. Arabski Uniwersytet Al-Quds w Jerozolimie był przez lata uważany za kuźnię muzułmańskiej elity otwartej na świat. W jego absolwentach upatrywano nadziei na rozwiązanie problemu palestyńskiego terroryzmu. Tymczasem dziennikarz Tom Gross na swoim blogu niedawno opublikował takie zdjęcia z oficjalnych uniwersyteckich "uroczystości":

Między Hitlerem a Allahem?

Czy ci arabscy studenci zamawiają pięć piw? Wątpliwe, biorąc pod uwagę wymogi ich religii. Na prestiżowej muzułmańskiej uczelni nienawiść wobec wrogiego Izraela wymknęła się po prostu spod kontroli tak bardzo, że przyszła islamska elita postanowiła zacząć odwoływać się do spuścizny Adolfa Hitlera. Zapominając nieco o stosunku ojców III Rzeszy do muzułmanów. Ważniejsze dla arabskich studentów jest bowiem to, że z Hitlerem mieliby wspólnego wroga.

Trwa ładowanie komentarzy...