Wyrodne dzieci polskich milionerów. Woli sprzedawać lody niż przejąć fabrykę autobusów za miliard

Jan Olszewski, syn polskich milionerów postanowił założyć lodziarnię w Berlinie. Na zdjęciu z pracownikami i ulubionym psem
Jan Olszewski, syn polskich milionerów postanowił założyć lodziarnię w Berlinie. Na zdjęciu z pracownikami i ulubionym psem Instagram, You-ghurt
Choć mogli prowadzić wygodne życie na koszt rodziców, wolą trzymać się z dala od ich milionów. Sprzedawca lodów, śpiewaczka operowa, artystka koronkarka, fotograf i reżyser seriali – czyli dzieci bogatych Polaków, które wyrzekły się wielkiego biznesu.

Pogodny wiosenny weekend w Berlinie, słońce, ponad 10 stopni ciepła, chce się zjeść coś dobrego. Może owocowa sałatka z zimnym jogurtem – proponuje znajomy, który zabiera mnie do modnej i polecanej lodziarni Youghurt w Mitte Berlin. Sprzedawca słysząc polski język życzy smacznego. Choć trudno w to uwierzyć, szefem biznesu okazuje się syn polskich milionerów Solange i Krzysztofa Olszewskich, właścicieli producenta autobusów Solarisa.


Polska para przedsiębiorców jest znana w Niemczech, bo przez wiele współpracowali z producentem autobusów Neoplan. W 1996 roku założyli własną fabrykę w Bolechowie pod Poznaniem. Dziś w Niemczech jeździ 2 tys. autobusów polskiej marki, co daje firmie 10 proc. udziałów w rynku.

Small biznes jest piękny
Niemieccy dziennikarze są zdumieni, że syn bohaterów listy najbogatszych Polaków (magazyn Forbes wycenia ich majątek na 950 mln zł) prowadzi lodziarnię i bar z owocowymi sałatkami. Nie myślał pan o przejęciu biznesu rodziców? – pytano Olszewskiego. – Naturalnie była taka opcja, ale nie jedyna na świecie. Moi rodzice nie byli początkowo zachwyceni, że stracą bliskiego współpracownika, że będę chciał zbudować coś własnego – mówi Olszewski. Dodaje, że choć pracował w Solarisie, to założenie własnej firmy i prowadzenie jej od początku jest jeszcze bardziej pouczające. A być może kiedyś, o ile wróci do Solarisa, ta wiedza będzie przydatna.

Na pomysł sprzedaży mrożonych jogurtów Jan Olszewski wpadł w 2006 roku podczas studiów biznesowych MBA w Mediolanie. Jego pracą dyplomową było przygotowanie biznesplanu przedsięwzięcia. Początkowo wcale nie myślał o jego realizacji. Dopiero kilka lat później, podczas podróży w Dubaju zobaczył samoobsługowe stoisko z mrożonymi jogurtami. Spodobała mu się idea, że klient sam wybiera dodatki i smaki jogurtów.

– Podobnie w niemieckim „muslilandzie” każdy komponuje na swój sposób ulubione musli z dodatkiem owoców, albo ziaren zbóż. Miałem wrażeniem, że część klientów poszukuje szybkiej i zdrowej przekąski jako alternatywy dla bułki – tak Olszewski opisuje narodziny biznesu.


Dwa lata temu znalazł lokal na słynnej ulicy Friedrichstrasse w Berlinie. Zainwestował 200 tys. euro remontując go i wraz z partnerką Małgorzatą przygotowując plan marketingowy. Marka nazywa się „Youghurt” i towarzyszy jej logo z szopem praczem. Poza mrożonymi jogurtami lokal oferuje zdrowe kanapki, zupy i sałatki. Działa na rynku niespełna dwa lata. Przynosi zysk, ale jeszcze większy sukces odniosła w mediach. O biznesie Polaka wspominał biznesowy tygodnik "Witschaftswoche", dzienniki "Der Tagesspiegel", "Die Welt" i wiele innych opiniotwórczych niemieckich mediów.

Miliardy bez dziedzica
Jan Olszewski nie jest wyjątkiem. Okazuje się, że co najmniej kilku polskich biznesmenów miało problem z wyłonieniem następców fortun budowanych przez ostatnie 20-30 lat. Kiedy rok temu zmarł Aleksander Gudzowaty okazało się, że nie ma kandydata, który mógłby wskoczyć za biurko na V piętrze siedziby Bartimpexu na Al. Szucha w Warszawie. Syn Gudzowatego, Tomasz, to znany i ceniony na świecie fotograf. Nie tylko nie zna się na biznesie, ale też nie chce się weń angażować.


Firmy Gudzowatego mogą być warte około 2,5 mld zł – to producent wódek Akwawit, Wratislavia dostarczająca biododatki do paliw Orlenu, a także Bartimpex mający pośrednio 4 proc. akcji w EuroPolGazie – zarządzającym rurociągiem jamalskim. Interesy w imieniu spadkobierców (syn, wdowa z dzieckiem i pierwsza żona) prowadzi więc wynajęty menedżer.

Złoty głos
Joanna Jakubas jest jedną z najbardziej zamożnych kobiet polskiej giełdy. Branżowy serwis giełdowy Stockwatch wycenia pakiet należących do niej akcji na 41 mln złotych. Ma ponad 5,7 proc. akcji Mennicy Polskiej, znanego producenta monet i sztab złota. Jednak pytać ją o prognozy cen złota na światowych rynkach nie ma sensu. Joanna jest wprawdzie córką Zbigniewa Jakubasa, miliardera, przemysłowca i rekina polskiej giełdy, jednak całkowicie poświeciła się karierze śpiewaczki.


– Wielka i rzadka atrakcja czeka na warszawską publiczność, miłośnicy wokalistyki najwyższych lotów będą mieli przyjemność podziwiać piękny głos, muzykalność i niezwykły, czysty wdzięk młodej, polskiej śpiewaczki, już po studiach koncertowych w Nowym Jorku i Londynie – zapowiadał jeden z jej występów Bogusław Kaczyński.

Dla Zbigniewa Jakubasa to bardzo wrażliwy temat. Kiedyś w rozmowie z dziennikarzami zwierzył się, że Joanna wybrała inną niż on drogę, bo ma artystyczną, wrażliwą duszę. Biznesmen mówił też, że to trudna praca, a zdarzało się że współpracująca z wieloma operami i teatrami muzycznymi nie miała żadnego stałego angażu. Wspominał, że córka otrzymała pakiet akcji od niego już kilka lat temu, ale do dziś nie jest aktywną inwestorką na giełdzie.

Biznes nie jest sexy?
Od biznesowej rodziny odłączyła się Maria Voelkel, córka Piotra Voelkela, jednego z najbogatszych Polaków, założyciela produkującej meble Grupy Vox. W czerwcu 2013 roku biznesowa prasa donosiła o pokoleniowej zmianie warty w spółce wycenianej na 300 mln zł. Stery biznesu przejął Piotr Voelkel junior, syn założyciela, tymczasem córka Maria… prowadzi warsztaty koronkarskie w School of Form poznańskiej uczelni dla majsterkowiczów, miłośników programów komputerowych i ręcznych robótek.

Maria Voelkel pracowała przez kilka lat w firmie rodzinnej jednak bardziej od prozy: faktur, surowca, płatności, podatków itd., bardziej pociągała ja kreatywna strona biznesu. Ukończyła architekturę wnętrz i wzornictwo przemysłowe na Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu. Eksponowała swoje prace na wystawie młodych designerów w Berlinie i Kopenhadze.

Młodzieńczy bunt
Biznesmenem nie został również Piotr Woźniak-Starak, syn Jerzego i Anny Staraków, twórców farmaceutycznego imperium Polpharma. Ta spółka to największy polski producent leków, a Starakowie, znani inwestorzy w Rosji i Kazachstanie od lat znajdują się w czołówce rankingów najbogatszych Polaków.

Piotr postanowił realizować swoje pasje i po studiach w Parsons the New School of Design w Nowym Jorku chce zostać producentem filmowym. Pracował z Andrzejem Wajdą, kiedy powstawał film "Katyń", asystował podczas kręcenia serialu "Oficerowie". Na własny rachunek wyprodukował film" Big Love", ale miał on przeciętne recenzje.

Dlaczego mając gwarantowany dobry start i prawie nieograniczone możliwości korzystania z fortun swoich rodziców Olszewski, Jakubas, Gudzowaty, Starak i inni wybrali własną, nie-biznesową drogę? Wyjaśnił to w NaTemat.pl Michał Niemczycki, syn innych polskich milionerów: – Od młodości starałem się unikać sytuacji, w której ktoś mógłby mi zarzucić, że zawdzięczam coś bogatym rodzicom. Buntowałem się przeciwko temu, co reprezentują. Dopiero teraz zaczynam rozumieć, dlaczego ojca tak często nie było w domu, gdy byłem mały. Prowadzenie biznesu to nawał obowiązków. Praca staje się główną pasja i priorytetem, zabierając czas który kiedyś spędzałem z przyjaciółmi albo w siłowni.

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
PracaBiznesDzieciFinanse
Skomentuj