Grupa naTemat

Awantura o mleko w proszku. Unia zakazuje Rossmannowi promocji o 51 groszy, bo matki powinny karmić piersią

Urzędnicy Unii poprzeć ceny mleka w proszku chcą nakłonic matki do karmienia piersią
Urzędnicy Unii poprzeć ceny mleka w proszku chcą nakłonic matki do karmienia piersią Fot. Shutterstock.com
Urzędnicy wiedzą lepiej niż matki. Dziecko powinno się karmić piersią. Absurdalne? Wiedzą też lepiej, jak w ogóle żyć. Używać świetlówek, słabo-ssących odkurzaczy i spłuczek do toalety, w których woda leci ciurkiem. Do jakich rzeczy nakłaniają nas urzędnicy UE? I czy uderzenie po kieszeni to jedyny sposób wychowywania euro-obywateli?

- Potrafiłem zgwałcić swoich klientów promocjami – w ten sposób Dirk Rossmann, znany niemiecki miliarder opisał kiedyś przyczyny sukcesów swojej sieci drogerii Rossmann. Tak też miało być w Polsce, kiedy w 2013 roku ruszyła nowa odsłona programu promocyjnego sieci drogeryjnej. Karta rabatowa Rossnę daje od 3 proc. zniżki na produkty dla dzieci. Jeśli robi się zakupy 6 razy w miesiącu, to z czasem bonus wzrasta nawet do 10 procent. Tysiące matek i kobiet w ciąży rozpoczęło ciułanie „wizyt” i punktów procentowych. Promocja była sukcesem z jednym małym wyjątkiem.


- Dlaczego promocją nie są objęte mleka dla noworodków. To produkt dla dorosłych? - pyta na forum Rossmanna rozżalona klientka „Eko”. Była rozczarowana, bo do programu przystąpiła jeszcze w trakcie ciąży. Nie może naturalnie karmić piersią, a tu taka niemiła niespodzianka: Bebilon 1 w standardowej wysokiej cenie 35 zł. Na forum odezwały się inne rozczarowane matki.

Korporacja rozkłada ręce. Po naradzie sztabu prawników, lista produktów objętych promocją nie objęła tzw. mleka pierwszego. Promocję blokuje unijna dyrektywa „o marketingu produktów zastępujących mleko matki”. Jeden z artykułów mówi, że zabronione są działania promocyjne „pobudzające bezpośrednio sprzedaż mleka początkowego w handlu detalicznym, takie jak specjalne wystawy, kupony rabatowe, premie, specjalne wyprzedaże”.

Kłótnia o 51 groszy
Rabat, o który rozpoczęła się dyskusja, sięga 3-5 procent od kwoty 35 złotych, jaką trzeba zapłacić za Bebilon1 lub 17 zł w przypadku produktu Nestle Nan. Nietrudno policzyć, że chodzi o 1,05 zł lub 51 groszy. O co więc tak naprawdę chodzi? O walkę z rzekomo wygodnym karmieniem butelką. Unia Europejska rozpoczęła ją już u swego zarania w 1993 roku. Uniokraci stwierdzili wówczas, ze wszelkimi sposobami należy nakłaniać młode matki do karmienia piersią.

Według Światowej Organizacji Zdrowia i autorytetów medycznych na całym świecie karmienie piersią w pierwszych 6 miesiącach życia zwiększa więź matki z dzieckiem, poprawia odporność noworodka, a matce pozwala szybciej wrócić do zdrowia po trudach porodu. Według lekarzy cel całkiem słuszny, ale w Europie urzędnicy sięgnęli po wypróbowaną metodę, że najlepiej wychowuje pieniądz.

Czy chęć zaoszczędzenia 4 zł miesięcznie może zmienić młode matki w samolubne istoty? Wątpią w to lekarze z Amerykańskiej Akademii Pediatrycznej. Według ich badań kobiety karmiące sięgają po butelkę z lenistwa, wygody i braku cierpliwości. Bo zamiast poznawać pozycje do karmienia, męczyć się ucząc dziecko picia z piersi, łatwiej im przygotować porcję pokarmu i podać go przez smoczek. Znaczenie mają też mity przymusowej diecie oraz deformacji biustu. Amerykanie nie zakazują jednodolarowych promocji. Wspierają edukację lekarzy, położnych a te przekonują każdą młodą matkę z osobna.

Światło specjalnej troski
Unijny zapis o zakazie promocji cenowej łatwo ominąć. Na przykład holenderski gigant spożywczy Nutricia produkuje mleko początkowe podzielone na małe tańsze porcje. Jednorazowa butelka kosztuje wówczas 6-7 zł – taniej w stosunku do dużej puszki mleka w proszku.

Taki sam skutek przyniosła unijna wojna wydana tradycyjnym żarówkom. Począwszy od 2010 roku miały zniknąć te najbardziej energochłonne o mocy 100 i 75 wat. Zakazy miały skłonić obywateli do zakupu bardziej energooszczędnych wyrobów np. świetlówek kompaktowych, żarówek led. Poza zbudowaniem rynku dla dwóch największych producentów świetlówek Philips i Osram rewolucja przyniosła marne skutki. W 4 lata od uchwalenia zakazu żarówki jedynie zmieniły swój „status produktowy”. Na przykład market budowlany Leroy Merlin oferuje je w sprzedaży w pudełkach opatrzonych dopiskiem „specjalne źródła światła”.

Ostatnio za wychowywanie obywateli zabrał się też Janez Potočnik, komisarz UE ds. środowiska, który chce zakazać sprzedaży foliowych toreb na zakupy, bo zatruwają środowisko. Od września tego roku we wszystkich państwach UE, czyli m.in. w Polsce, będzie można sprzedawać odkurzacze o maksymalnej mocy 1600 wat. Za trzy lata górny limit mocy zmniejszy się do 900 wat.

Jak woda w klozecie
Potočnik chce wymusić na producentach znalezienie innych rozwiązań, które pozwolą na zachowanie efektywności "sprzątania" niż podbijanie mocy ssania w urządzeniach. Polityka ma przynieść miliardy euro zaoszczędzone w rachunkach za prąd Europejczyków, a w konsekwencji korzyść dla środowiska. Krytycy zwracają uwagę, ze piękne cele, gesty i słowa najpierw przyniosą wzrost cen ekologicznych odkurzaczy.

Rok temu podwładni komisarza Potočnika opracowali podstawy norm spuszczania wody w toaletach. – Celem polityki jest zwiększenie efektywności wykorzystania wody – uzasadniał Joe Hennon, rzecznik prasowy komisarza ds. środowiska. Okazuje się, że komisarz chce wprowadzenia zakazu instalowania muszli klozetowych z systemem spłukiwania zużywającym więcej niż 5 litrów wody na jedno naciśnięciem spłuczki.

Takie normy istnieją już w Holandii – spłukiwanie ograniczono do 6 litrów. Na razie zakaz uznano za zbyt restrykcyjny, więc departament ochrony środowiska KE wprowadził normę jedynie w formie zalecenia. Jak można się domyślić tylko do czasu gdy któryś z kolejnych eurokomisarzy zechce przejść do historii jako nauczyciel ekospłukiwania.

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Unia Europejska
Skomentuj