Grupa naTemat

Internetowy biznesmen Stefan Batory postanowił zorganizować życie nowojorczykom. Czy polska aplikacja będzie hitem

Stefan Batory i jego najnowszy pomysł na biznes.
Stefan Batory i jego najnowszy pomysł na biznes. Fot. Booksy, iTaxi
Idea jest prosta. Zanim twoja fryzura straci kształt albo połamią paznokcie, zadzwoni fryzjer i manikiurzystka z propozycją usługi z rabatem. Polak wciągnął już do biznesu tysiące rzemieślników Nowego Jorku, Los Angeles i Miami. - Jeśli wymyślisz coś, co ułatwia życie, rozwiązuje codzienne problemy, to zarobienie pierwszego miliona z niepozornej aplikacji nie jest problemem - mówi Stefan Batory.

Przez takich jak on już za kilka lat świat może stać się nieznośny. Przynajmniej dla tej części ludzi, którzy używają telefonu tylko do rozmawiania, a nie zamawiania taksówek, prowadzenia listy zakupów, kupowania biletów autobusowych itd. - A gdyby teraz ci wszyscy przechodnie zaczęli otrzymywać powiadomienia, że kawiarnia zaprasza na tańszą kawę dnia i sernik? Technicznie to możliwe – mówi Stefan Batory, popija herbatę i wpatruje się w przechodniów na Placu Unii Lubelskiej w Warszawie.

- A nie byliby wkurzeni, że ktoś zawraca im głowę promocjami?– pytam.
Batory: - Ale wielu chętnie skorzysta. Świat nieuchronnie zmierza do tego, że zanim pomyślimy, że chcemy iść do fryzjera on sam zadzwoni do nas z propozycją usługi, bo przecież nie byliśmy u niego 4 tygodnie. Kiedy w aucie zapali się kontrolka wymiany oleju w silniku, od razu zadzwoni ktoś z serwisu, aby umówić na przegląd – roztacza wizję Batory.

Jedni powiedzą, że to permanentna inwigilacja, inni westchną o wygodnym życiu człowieka prowadzonego za rączkę przez własny smartfon. Cztery tygodnie temu Stefan Batory uruchomił na rynku amerykańskim Booksy - pionierską aplikację na smartfon, która skraca dystans pomiędzy usługodawcą a klientem. Jak to działa?

Kto wyprowadzi mi psa?
W Nowym Jorku liczbę dog walkerów, czyli zawodowych wyprowadzaczy psów szacuje się na kilka tysięcy, a 1343 takie biznesy zarejestrowane są w serwisie Yelp. Problem w tym, że ci renomowani i porządni wyprowadzacze zapisują klientów na konkretne godziny z wyprzedzeniem kilku dni. Co robić, gdy pies się nudzi teraz, a jego psia niania jest zajęta?

Stefan Batory dostrzegł w tym niezły biznes. - Wszędzie tam, gdzie pracujemy na rynku rozproszonych usługodawców i usługobiorców, smartfony mogą znacząco pomagać doprowadzanie do transakcji, zmniejszając przy tym koszty jej obsługi - mówi

Dzięki aplikacji Booksy – można zarezerwować najbliższego w okolicy wolnego wyprowadzacza. Aplikacja działa też w drugą stronę. To dog walkerzy mogą kontaktować się z właścicielami psów, kiedy mają okienko w grafiku. Oczywiście to samo tyczy się innych, bardziej licznych przedstawicieli zawodów, gdzie zazwyczaj umawiamy się na konkretną godzinę: manikiurzystek, masażystów, fryzjerów, lekarzy, dentystów, prawników itd.


Tylko Nowym Jorku Polak ma już dostęp do 2,5 tysiąca rzemieślników i specjalistów. Dotarł do nich przez sprzedawców reklam w gazetach lokalnych społeczności. Aplikacja działa także w Miami i Los Angeles. Stefan Batory liczy że zdobędzie kilkadziesiąt tysięcy specjalistów, od których niewielka prowizja zamieni się w strumień dolarów.

Polskie piekiełko
Dlaczego Stefan Batory wystartował z Booksy w Nowym Jorku, a nie w Warszawie? – Stany to pod względem potencjału, liczby osób korzystających ze smartfonów i aplikacji największy i najbardziej dojrzały rynek na świecie. Mając dostęp do ponad 300 mln potencjalnych klientów łatwiej osiągnąć tam dużą skalę działania niż w 37-milionowej Polsce – tłumaczy biznesmen.

Wspomina też mocną nauczkę, jaką dostał w Polsce. Kiedy w Warszawie ruszyło iTaxi, aplikacja do zamawiania taksówek. Biznesmen przez prawie dwa lata toczył wyniszczająca wojnę z korporacjami taksówkarskimi. Opierały się, bo aplikacja w pewnym sensie pozbawiała je monopolu na pośrednictwo w relacji klient-taksówkarz. Użytkownicy aplikacji mogą samodzielnie wyszukiwać wolne taksówki w swojej okolicy i zlecać przewozy najtańszym albo tym, którzy dojadą najszybciej. Korporacje zakazywały swoim kierowcom instalowania smartfonów z iTaxi i łapania klientów z sieci.

- Przez wiele miesięcy tkwiliśmy w martwym punkcie. Klienci narzekali, że jest zbyt mało taksówek w systemie, aby zapewnić swobodę wybierania kursów. Taksówkarze z kolei twierdzili, że kilka zleceń kursów w tygodniu to zbyt mało, aby porzucić korporacje na rzecz klientów iTaxi – opowiada Batory. Biznes ruszył dopiero kiedy przekonał do współpracy mniejsze warszawskie firmy taksówkarskie Sun i Ecocar, którym iTaxi zaczęło dostarczać klientów.

Pierwszy milion z "apki"
W tym roku iTaxi będzie miało około 100-200 tys. zł przychodów miesięcznie. Zarabia na pobieranej prowizji, 2,44 zł od kursu, ale organizuje także przewozy pracownikom wielu warszawskich biur. Pod koniec tego roku założyciele biznesu Stefan Batory i Łukasz Wejchert będą już po „pierwszym milionie”.

Stefan Batory czuje internetowy biznes, bo był jednym z jego „organizatorów” w Polsce. Jako absolwent matematyki związał się z firmą teleinformatyczną ATM, która jako pierwsza w Polsce – już w 1993 roku – pod marką IKP (Internet Komercyjny w Polsce) sprzedawała przedsiębiorstwom dostęp do sieci. Był jednym z założycieli Ahoj.pl – jednego z pierwszych po Wirtualnej Polsce, Interii oraz O2 portali internetowych. Tam, poznał Łukasza Wejcherta, z którym do dziś podejmują wspólne projekty biznesowe.

Dziś pytany czy własna aplikacja to dobry pomysł na zarobienie pierwszego miliona odpowiada twierdząco: - Potrzeba genialnego pomysłu który natychmiast wszyscy podchwycą albo dużych pieniędzy aby przekonać klientów, że twój pomysł jest genialny – mówi.

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
InternetAplikacjeBiznes
Skomentuj