Przez telefon do serca. W Polsce NFZ nie chciał jego produktu, w USA wzięli od razu. Teraz jest wart miliard złotych

Komponował muzykę, ale kiedy przeszedł do biznesu w 9 lat został milionerem.
Komponował muzykę, ale kiedy przeszedł do biznesu w 9 lat został milionerem. fot. materiały prasowe
Wynalazł urządzenie do monitorowania pracy serca przez telefon. NFZ nie był tym zainteresowany. Co innego w USA, dopiero tam doceniono geniusz Polaka. Dziś jego firma jest warta miliard złotych.

Kolejka do kardiologa? Chociaż nikogo to już nie dziwi, to na pewno rozgrzewa do czerwoności dr. Marka Dziubińskiego – właściciela firmy MEDICALgorithmics, zajmującej się wdrażaniem nowoczesnych technologii medycznych. – Gdyby Państwo refundowało mój wynalazek, jakość życia pacjentów z chorobami serca uległaby wielkiej poprawie – mówi Dziubiński.

O co mu chodzi? Kilka lat temu biznesmen opatentował rewolucyjne urządzenie do całodobowego monitorowania pracy serca na odległość. PocketECG zapisuje pracę serca za pomocą kilku elektrod przypiętych z jednej strony do klatki piersiowej pacjenta, a z drugiej do miniaturowego urządzenia rejestrującego. Za pomocą technologii bluetooth zapis trafia do smartfona, a za jego pośrednictwem do osobistego lekarza pacjenta.

EKG w kieszeni
W Polsce do lekarzy trafia 107 tys. pacjentów w związku z podejrzeniem arytmii serca. Z reguły badania odbywają się w przychodniach, gdzie pacjent leży dość długo na kozetce z przypiętymi do klatki piersiowej elektrodami Koszt takich badań to 140 mln zł rocznie. Jak to w Polsce – towarzyszą im też kolejki, zapisy, limity i cała ta zmora państwowej służby zdrowia.


– Chory nie musi dzień w dzień odwiedzać lekarza. Jeśli nosi Pocket ECG, urządzenie samo prowadzi zapis pracy serca i a wynik przesyła do lekarza prowadzącego. Wielodobowy monitoring pracy serca, podczas normalnych czynności życiowych daje więcej informacji o chorobie – opowiada o swoim projekcie Dziubiński. Ułatwienie dla chorych, niższe koszty dla przychodni, ale też świetny pomysł na biznes.

Inaczej uważał Narodowy Fundusz Zdrowia, którego technologia nie oczarowała. W Polsce testuje ją zaledwie kilka ośrodków kardiologicznych. Dziubiński przeczuwał, że szybciej zmonetyzuje wynalazek w USA. Tam na pierwszym miejscu liczy się oszczędność czasu i pieniędzy dla szpitala, firmy ubezpieczeniowej i pacjenta.

W USA monitorowanie 4,3 mln pacjentów z arytmią serca pochłania 1,8 mld dolarów rocznie. Mimo tego, że istnieje tam już kilka podobnych systemów, polski wynalazek przyjęto entuzjastycznie. Patent Dziubińskiego jako jedyna procedura medyczna z Polski został dopuszczony przez Food and Drug Administration do stosowania na rynku w Stanach Zjednoczonych. Co sprawiło, że polski naukowiec odniósł taki sukces?

DJ Doktorat
CV Dziubińskiego liczy aż 7 stron. Kilkanaście referatów konferencyjnych, kilkadziesiąt zrealizowanych projektów naukowych, wyróżnienie za najlepszą pracę doktorską to tylko niektóre osiągnięcia wynalazcy. Na studiach zajmował się przetwarzaniem sygnałów audio, które wykorzystywał do tworzenia muzyki elektronicznej. Jego kawałków można posłuchać jeszcze dziś w iTunes.

Po obronieniu magistra na Uniwersytecie Warszawskim rozpoczął studia doktoranckie w Gdańsku. Przy okazji zatrudnił się w biurze inżynieryjnym w Niemczech, gdzie pracował nad przetwarzaniem sygnałów audio. Jednak po 3 latach niemiecka firma upadła, a Dziubiński został na lodzie. Rozczarowany uznał, że praca nad przemysłowym zastosowaniem analizy sygnałów audio nie jest ani przyszłościowa, ani opłacalna. Postawił na telemedycynę i diagnostykę na odległość.

Dziubiński chciał ratować ludzi wykrywając stany zawałowe u pacjentów podwyższonego ryzyka. Jego zapał szybko jednak ostudzili prawnicy: – W przypadku niezadziałania systemu, cała odpowiedzialność za śmierć chorego spadnie na producenta. To poważne ryzyko – ostrzegali. Skoncentrował się na mniej ryzykownej działalności jaką jest diagnostyka.


Dwaj Polacy jadą na farcie
W 2005 roku razem z kolegą ze studiów dr. Marcinem Szumowskim założyli MEDICALgorithmics. Dziubiński tworzył wynalazek za wynalazkiem, a Szumowski z wykształcenia finansista zajął się pozyskiwaniem funduszy.Na początku w biznes zainwestowali własne oszczędności oraz to, co udało im się pożyczyć od znajomych. Oprócz znanego PocketECG, opracowali patenty do wykrywania wad serca i technologie zastępujące popularne badania kardiologiczne.

Polska okazała się trudnym rynkiem. – W Polsce mamy system opieki zdrowotnej, który nie wspiera wprowadzania innowacji. Usługi nie są outsourcowane przez szpitale, a ich budżety nie pozwalają na zakup innowacyjnych technologii – mówi w rozmowie z naTemat.- Sądzę, że zmiany w systemie opieki zdrowotnej zostaną wymuszone. Nasze społeczeństwo starzeje się i nieefektywna opieka zdrowotna wkrótce zacznie być dla państwa zbyt droga - dodaje. Nie chciał czekać na lepsze czasy i postanowił związać się z rynkiem USA, gdzie korzystanie z usług telemedycyny jest popularne.

Przydało się też trochę szczęścia. W kluczowym momencie dwóch jego konkurentów amerykański CardioNET i szwajcarski LifeWatch zostało oskarżonych o wyłudzanie refundacji od ubezpieczyciela Medicare. Dwuosobowa firma z Polski, bez działu handlowego, w kilka lat stała się wiodącym dostawcą technologii na amerykańskim rynku. Dziubiński ugryzł już ok. 10 proc. amerykańskiego tortu, a jego porcja wzrasta każdego roku dwukrotnie.

Deszcz pieniędzy
Zanim z USA popłynął strumień dolarów, Medicalgorythmics miało problem ze znalezieniem inwestorów gotowych sfinansować masową produkcję urządzenia PocketECG. Jedynie fundusz New Europe Ventures LLC zgodził się wyłożyć pieniądz na stół, i to w momencie, gdy Medicalgrithmics dysponowało jedynie niezweryfikowanym rynkowo urządzeniem.

– Wkrótce potem posypały się nowe propozycje. Inwestorzy uznali, że skoro amerykański fundusz zdecydował się dofinansować przedsięwzięcie, jest ono przyszłościowe – wspomina Marek Dziubiński, prezes Medicalgorthmics.

W 2011 roku wprowadził firmę na giełdę New Connect – poczekalnię Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Rok później przy nowej emisji akcji inwestorzy oczarowani innowacyjnością i perspektywami zarobku w USA powierzyli Dziubińskiemu 56 mln złotych. Zainwestowały w nią fundusze ING i Aviva. Pod koniec 2013 roku spółka podpisała 5-letnią umowę o wartości ponad 53,4 miliona zł z brytyjską MDI Cloud, sprzedaje technologię również w Hiszpanii. Przygotowuje się do realizacji projektu e-Health Monitor, finansowanego przez Komisję Europejską.

– Chciałbym, aby firma zyskała na wiarygodności. Nie jesteśmy już skromnym start-upem – powiedział skromnie Marek Dziubiński, zapowiadając wejście na główny parkiet. Stało się to na początku lutego i właściwie nikt nie przeczuwał, że notowania akcji tak szybko wystrzelą w kosmos. Medicalgorythmics zostało wycenione na miliard złotych. I pomyśleć, że jej produkt jakiś urzędnik zakwalifikował kiedyś do nieprzydatnych medycynie gadżetów.

Trwa ładowanie komentarzy...