
Z krążących po urzędzie opinii wynika, że ma miejsce notoryczne przekazywanie znacznej ilości sprzętu kupowanego za publiczne pieniądze osobom trzecim, spoza urzędu (telefony iPhone, tablety, komputery, nawigacje samochodowe, sprzęt domowy), a beneficjentami są radni, rodzina, pracownicy Urzędu Miasta – osoby wskazywane przez Jarosława Dąbrowskiego. CZYTAJ WIĘCEJ
Były wiceburmistrz twierdzi, że wiele nieprawidłowości wykrył także w związku z działaniem jednego z bemowskich prywatnych przedszkoli, w którym “cichymi udziałowcami” są lokalni działacze PO. Tłumaczy, że chciał walczyć z patologiami, informując o nich 7 kwietnia Hannę Gronkiewicz-Waltz i właśnie za to został ukarany przez kolegów odwołaniem ze stanowiska.
Wkrótce po publikacji przez Bujskiego oświadczenia zareagowali na nie burmistrz Bemowa – Albert Stoma, a także sam Jarosław Dąbrowski. Stoma na stronie urzędu zarzuty określił jako “nieuzasadnione i nie poparte żadnymi dowodami”. Dąbrowski w rozmowie z portalem Polityka Warszawska mówił zaś: – Mogę odpowiadać tylko za siebie i za swoje decyzje – w moim przypadku nie mam żadnych obaw – stwierdził, dodając jednak od razu, że także zarzuty pod adresem władz dzielnicy wydają się nieprawdopodobne.
Michał Grodzki, bemowski radny PiS, twierdzi jednak, że nie ma powodów, by nie wierzyć Bujskiemu.
To nie jest przypadkowy człowiek. Był członkiem zarządu rady dzielnicy, a wcześniej szefem klubu radnych PO. Musiał wiedzieć, jak funkcjonują tutejsze struktury Platformy. Zakładam, że w jego słowach musi być sporo prawdy. Zresztą pogłoski o nieprawidłowościach krążyły już od dawna – mówi Grodzki i zapowiada, że zamierza złożyć w tej sprawie doniesienie do prokuratury.
Jan Śpiewak ze stowarzyszenia Miasto jest Nasze, które jako jedno z pierwszych poinformowało o oświadczeniu, również przychyla się do wersji Bujskiego. W rozmowie z naTemat przypomina, że Jarosław Dąbrowski był już kiedyś zamieszany w skandal związany z komunalnym mieszkaniem, które poza kolejką przyznał matce Barbary L. (tej samej, która dziś zarabiać ma w podległej bemowskiemu urzędowi dzielnicy instytucji 5000 zł).
Arkadiusz Majcher, szef Bemowskiego Centrum Kultury, to jedna z osób, które zaatakował Bujski. Były wiceburmistrz oskarżał Majchera o niegospodarność, narażanie Centrum na straty, nieformalne układy z Dąbrowskim. To także Majcher miał być jednym z “cichych udziałowców” spółki-przedszkola, które korzystać miało z publicznych pieniędzy pozostających w dyspozycji władz dzielnicy.
Jak odniesie się Pan do wypowiedzi pana Arkadiusza Majchera, który twierdzi, że wszystkie pańskie zarzuty są nieprawdziwe: że nie słyszał o spółce prowadzącej przedszkole i że nie utrzymuje kontaktu z panem Dąbrowskim?
Paweł Bujski: To nieprawda. Obaj panowie są w regularnym kontakcie. Jarosław Dąbrowski jest gościem niemal na każdej imprezie odbywającej się w Bemowskim Centrum Kultury. A jeśli chodzi o przedszkole, to pan Majcher sam powiedział mi, że zainwestował w nie 50 tys. zł.
Dlaczego dopiero teraz, po odwołaniu pana ze stanowiska, postanowił się pan podzielić wiedzą o nieprawidłowościach? To chyba niemożliwe, że ich pan wcześniej nie dostrzegał.
Problemy sygnalizowałem już w 2013 roku, ale w związku z moimi działaniami spotykały mnie ciągłe reprymendy. Dodam też, że oferowano mi nawet dyrektorskie stanowisko w urzędzie miasta – tylko po to, żeby odsunąć mnie od spraw Bemowa. Odrzuciłem tę propozycję. Na jesieni 2013 roku odsunięto mnie od Zarządu PO na Bemowie. O sprawie informowałem Warszawski Zarząd Platformy – pomimo zapewnień o poparciu ze strony dwóch jego członków, nie miałem wrażenia, żeby bardzo przejęli się moimi doniesieniami. Ostatecznie, po trzech tygodniach oczekiwań, udało mi się spotkać z panią prezydent Hanną Gronkiewicz-Waltz, która obiecała, że skontroluje bemowskie struktury.
W oświadczeniu wysuwa pan oskarżenia pod adresem konkretnych osób. Niektóre z nich już zapowiedziały, że wytoczą panu sprawę w sądzie. Ma pan dowody na poparcie swoich oskarżeń?
Ja nie oskarżam, tylko sygnalizuję nieprawidłowości. Nie we wszystkich przypadkach możliwe jest przedstawienie namacalnych dowodów, ale mogę zagwarantować, że jeśli sprawą zajmie się prokuratura, podzielę się z nią wszystkimi informacjami, które mogą być istotne dla wyjaśnienia sprawy.