Maskotka w kształcie serca, płuc czy nerki: edukacyjna zabawka dla dzieci, humorystyczny gadżet dla dorosłych

Pluszektorium, czyli zabawki w kształcie organów ludzkich.
Pluszektorium, czyli zabawki w kształcie organów ludzkich. facebook.com/pluszektorium
Pluszaki w kształcie kolorowych narządów? Na taki pomysł Agnieszka Nieradka, absolwentka Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego, wpadła rok temu. Kupiła maszynę do szycia i metodą prób i błędów stworzyła kolekcję maskotek w kształcie serca, wątroby, zęba, mózgu, pęcherza, tarczycy i innych organów. Projekt spotkał się z tak pozytywnym odzewem, że twórczyni Pluszektorium postanowiła rozszerzyć swoją działalność i pracuje obecnie nad książką dla dzieci „Co masz w środku?” Fundusze na jej wydanie zbiera za pomocą serwisu crowdfundingowego.

Wesoła trzustka, zmęczone jelito czy wykończony żołądek – takie pluszowe organy można dostać w Pluszektorium. Wszystkie tworzone są ręcznie, począwszy od wycięcia materiału, zszycie, wypchanie i wykończenie. Jedynym elementem naszywanym komputerowo są buźki.


Dość nietypowe maskotki to świetny pomysł nie tylko na zabawkę, ale i na edukację. – Moje pluszaki okazują są przydatne, gdy trzeba wytłumaczyć dziecku, co go boli, jakie procesy zachodzą w jego wnętrznościach, dlaczego ma problemy z brzuszkiem, po objedzeniu się słodyczami. Mogą z nich korzystać i rodzice i lekarze, opiekunowie w przedszkolach i innych placówkach edukacyjnych – mówi Agnieszka Nieradka.



Rodzice nie zawsze potrafią sobie poradzić z niektórymi pytaniami swoich dzieci. Czy jak zjem pestkę to w brzuchu wyrośnie mi drzewo? Czy cola rozpuszcza zęby? Żeby ułatwić rodzicom odpowiedzi na takie pytanie, Agnieszka Nieradka tworzy ilustrowaną książeczkę dla dzieci „Co masz w środku?”, której bohaterami będą kolorowe organy znane z Pluszektorium. Prostym językiem, z dużą dawką humoru i ciekawymi ilustracjami, książka będzie oswajać dziecięce lęki np. przed wizytą u lekarza.

Rozmowa z Agnieszką Nieradką, pomysłodawczynią Pluszektorium


Jak pojawiły się pierwsze pluszaki w kształcie narządów?

Pierwsze myśli, żeby powołać Pluszektorium pojawiły się jakoś rok temu. Zaczęłam szukać, czy jest coś podobnego i okazało się, że na polskim rynku nie miałabym konkurencji. To się zbiegło z kończeniem studiów i refleksjami: co dalej. Uznałam, że jak nie teraz to kiedy. Przez rok studiowałam analitykę medyczną, na której miałam dużo zajęć z anatomii, natomiast zupełnie nie miałam doświadczenia z szyciem na maszynie i wszystkiego w tym temacie nauczyłam się między czerwcem a sierpniem zeszłego roku. Wzięłam kilka godzin szkolenia z szycia na maszynie, a następnie metodą prób i błędów dopracowywałam swoje projekty. Jest to dość pracochłonne, ponieważ dopiero, jak pluszak jest wypchany, można sprawdzić, czy wszystko jest z nim w porządku, a jeśli nie to zaczyna się od nowa.

Tworząc maskotkę posługuję się schematami medycznymi. Staram się doprowadzić kształt narządu do jak najprostszej formy, ale takiej, która wciąż będzie się kojarzyć np. z płucem. Wiadomo było, że nie zrobię ich w naturalnych kolorach, ponieważ wyglądałyby dosyć makabrycznie. Stwierdziłam, że skoro są to zabawki, to kolory mogą być abstrakcyjne, stąd zielone płuca. Ale oczywiście serce musiało być czerwone, a ząb biały. Na razie kolekcja jest dość spójna kolorystycznie i przede wszystkim estetyczna.

Trochę przypomina bajkę „Było sobie życie”.

Też jako dziecko oglądałam tę bajkę, a gdy tworzyłam Pluszektorium oglądałam różne bajki, w tym także „Było sobie życie”. Ten projekt to w pewnym sensie powrót do dzieciństwa. Skoro tyle lat temu powstała bajka, która edukowała całe pokolenia, dawała wyobrażenie, czym jest wirus i nikogo nie szokowała, tym bardziej wierzyłam w powodzenie mojego projektu.

Skąd pomysł, żeby maskotki w kształcie organów miały różne miny, które korespondują ze stanami emocjonalnymi: byciem złym, wesołym, zmęczonym czy wykończonym?

Odkryłam, że nie ma w sklepach zbyt wiele zabawek, które miałyby inny niż wesoły wyraz twarzy, a swoje chciałam wzbogacić o element edukacyjny, czyli wyrażanie stanu organów za pomocą czterech minek. Dzięki temu możemy stworzyć całą historię na temat stanu zdrowia czy przebiegu leczenia.


Czy odbiorcą tych maskotek są bardziej dorośli czy dzieci?

To jest trochę pół na pół. Wszystkie wesołe maskotki zdecydowanie zamawiane są dla dzieci np. do szkół i przedszkoli. W takich miejscach dużą popularnością cieszą się roześmiane serca czy płucka. Zaś dorośli, gdy zamawiają maskotkę dla siebie lub znajomych, zdecydowanie bardziej preferują np. zmęczone czy wykończone wątroby. Zdarzają się zamówienia wykończonych płuc dla palaczy czy wątroby dla... studentów. To aspekt humorystyczny Pluszektorium. Czasem pluszaki zamawiają lekarze, żeby w gabinetach tłumaczyć dzieciom, co się dzieje w ich organizmie, czasem ludzie chorzy.

Czy takie maskotki mogą pomagać w powrocie do zdrowia?

Często zdarza się, że ktoś zamawia maskotkę w dwóch wersjach: tej mniej entuzjastycznej i tej radosnej, co ma pokazać proces zdrowienia. Jedna pani zamówiła „wykończone serce” i nawet prosiła, żeby dorobić mu jeszcze jeden szew, który miał symbolizować operację, którą przechodziło jej dziecko. Taka maskotka pozwala nazwać i oswoić niektóre z naszych zdrowotnych lęków. Lekarze mówili mi nawet, że można oswoić lęk przytulając go.



Jak pluszaki przyjęły się na rynku i jak wyrabiasz się z ich produkcją?

Okazało się, że są potrzebne. Jeśli chodzi o zamówienia, to przychodzą one falami. Najcięższą pracę miałam w grudniu. Trudno jest też, gdy przychodzą większe zamówienia na „już teraz”. Ale muszę przyznać, że ta praca sprawia mi przyjemność. Czuję satysfakcję, gdy widzę, jak pula pluszaków rośnie. Na początku miałam obawy, wiedziałam, że będę się spotykać z krytyką, ale to dowód na to, że produkt nie jest obojętny.

Teraz wchodzisz na rynek z kolejnym produktem – publikacją książkową, która też nie może pozostać obojętna, ponieważ jej powstanie zależy od wsparcia internautów.

Chciałam spróbować czegoś nowego. Udało mi się porozmawiać z twórcami platformy Wspieram.to, dzięki czemu uzyskałam indywidualne podejście do mojego projektu. Crowdfunding daje tę możliwość, że można sprawdzić pomysł i posłuchać pierwszych opinii, jeszcze zanim zaczniemy inwestować – a to zdecydowana zaleta. Obecnie udało się uzbierać 30 procent potrzebnej kwoty. Projekt jest fajny i nie ma podobnego na rynku. Chcę stworzyć książeczkę dobrej jakości, a nie najtańszą jaką bym mogła. Chciałabym, żeby była to książka, z której zarówno ja będę dumna, jak i wszystkie osoby, które w nią zainwestowały.

Za finansowe wsparcie projektu, osoby wspierające otrzymują w zależności od wybranej opcji m.in. wersję papierową lub e-book „Co masz w środku?” oraz gadżety z Pluszektorium: tatuaże, naklejki, breloczki lub maskotki. Zebrane środki zostaną przeznaczone m.in. na grafikę, skład, korektę i druk książeczki. Wydanie książki „Co masz w środku?” można wesprzeć tutaj.



ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Biznes
Skomentuj