Grupa naTemat

Brytyjskie matki hartują dzieci. Polskie na nie chuchają. Potem dorośli co chwila lądują na zwolnieniach lekarskich

Trzylatki podczas spaceru
Trzylatki podczas spaceru Fot. Bartłomiej Barczyk / Agencja Gazeta
Brytyjskie matki posyłają do przedszkola chore dzieci. Nie tylko tez katarem, ale nawet i z ospą. W Polsce nawet najmniejsze przeziębienie kończy się lekarskim zwolnieniem. Czy przewrażliwienie Polaków na punkcie zdrowia dzieci sprawia, że w przyszłości chętniej idziemy na tzw. chorobowe?

W dzisiejszym "Dużym formacie" ukazał się artykuł, w którym polskie matki mieszkające w Wielkiej Brytanii opowiadają o tamtejszym wychowaniu dzieci. Okazuje się, że różnic jest więcej niż można by się spodziewać. Jedna z matek ze zdumieniem opowiada o zwyczaju przyprowadzania chorych malców do przedszkola. Dziecko z katarem czy nawet ospą nie jest w brytyjskim przedszkolu niczym dziwnym. Polka wspomina także sytuację, gdy matka zakatarzonego i chorego dziecka uporczywie zdejmowała mu z głowy kaptur, pomimo iż wyraźnie chłopcu było zimno.


Niezależnie od pory roku, na brytyjskich ulicach można spotkać małe dziewczynki w pantofelkach. Za najlepsze obuwie na atak zimy uważa się kalosze. Gdy temperatura przekroczy 10 stopni na plusie, ciepłe ubrania lądują w szafie, a ich miejsce zajmują bluzeczki z krótkim rękawkiem.


Determinacja brytyjskich matek w hartowaniu swoich dzieci może budzić zdumienie. Jest to zjawisko skrajnie inne, niż to które spotykamy w Polskich przedszkolach. Z pewnością polskie przedszkola są w pewnym sensie wylęgarnią chorób. Tyle tylko, że polskie matki od razu biją na alarm i zabierają dzieci z przedszkola w czasie zwiększonej liczby zachorowań.

Przyzwyczajenia Brytyjczyków z lat dzieciństwa mają skutki w przyszłości. Dorośli wyspiarze również nie przykładają wielkiej wagi do ciepłego ubrania. Zimy są tam nieco łagodniejsze niż u nas, ale na ulicach można spotkać ludzi w samych marynarkach bez kurtek, a nawet w sukienkach na ramiączka.

Hartowanie dzieci w chłodnych, czasem nawet ekstremalnych warunkach nie jest domeną jedynie Brytyjczyków. Również Skandynawowie nie chowają swoich dzieci pod kloszem, a starają się od najmłodszych lat przygotowywać dzieci do trudniejszych warunków. Emigrantka pracująca w duńskim przedszkolu opowiada nam, jak wielkim zaskoczeniem były dla niej surowe warunki wychowania najmłodszych dzieci. - Byłam w szoku, gdy powiedziano mi że w środku zimy mam wyjść z dziećmi na kilka godzin do lasu. O ile dla nich nie było to nic nienormalnego, ja trzęsłam się z zimna - mówi przedszkolanka.

Również w Szwecji katar nie jest uważany za chorobę. Dzieci spędzają tam wiele godzin dziennie na powietrzu, co nie przekłada się na większą ilość zachorowań. W Niemczech tylko choroby zakaźne powodują, że dzieci zostają w domach.

Dzieci które spędzają wiele godzin na powietrzu mają lepsze krążenie, bardziej odporny układ odpornościowy i w rezultacie mniej chorują.

Strefa wolna od dzieci. Potrzebna od zaraz

- Katar nie jest powodem, aby dziecko miało za każdym razem zostawać w domu - mówi nam Tamara, matka trzyletniego Kuby. Taka opinia na temat opieki nad dzieckiem należy w Polsce do rzadkości. - Mam w nosie, to co mówią inne matki. Mnie nie przeraża, że inne dzieci w przedszkolu też chorują. Katar bardzo często jest spowodowany alergią, uczuleniem na zwierzęta czy też pyłki - mówi. Tamara nie rozumie podejścia innych matek. Jest zwolenniczką przyzwyczajania dzieci do tego, z czym i tak przyjdzie im się w życiu zmierzyć. Znalazła przedszkole w Otwocku, które oferuje nieco inny program niż zazwyczaj. - Mój Kuba wychodzi na dwór w każdą pogodę. Dzieci wiele godzin spędzają na dworze, czasem nawet podczas deszczu - mówi.


Przedszkole wybrane przez Tamarę jest nieco inne niż pozostałe, lecz daleko mu do standardów brytyjskich. Pracownicy zwracają uwagę, aby dziecko zawsze miało coś ciepłego do ubrania. - Brytyjki mnie nieco przerażają. Dla nich naprawdę nie jest problemem, aby dzieci chodziły z gilami do pasa. To już lekka przesada - komentuje Tamara.

Zwyczaje z przedszkola zabieramy w przyszłości do pracy

Tamara już teraz widzi pozytywne skutki swoich metod wychowawczych. - Moja starsza córka nie szuka usprawiedliwień by nie pójść do szkoły. Gdy jest chora, bierze leki i idzie do szkoły. Zdaje sobie sprawę, że opuszczanie lekcji działa na jej niekorzyść. Leżenie w łóżku powoduje zaległości, które później bardzo trudno nadrobić - mówi Tamara. Zarówno ona jak i jej rodzina zostają w domu jedynie wtedy, gdy choroba realnie nie pozwala na wychodzenie z domu. Wówczas nie ma się nad czym zastanawiać i należy położyć się w łóżku.

Wpis na forum pod artykułem na temat chorych dzieci w przedszkolu

Byc moze takie przyzwolenie jest w niektórych państwowych przedszkolach.My mielismy doczynienia juz z państwowym i prywatnym.I zdecydowanie w tym drugim nie ma przyzwolenia na to zeby nasze dziecko przychodziło chore.Tego Panie naprawde pilnują.

Takie podejście jest jednak w naszym kraju wyjątkiem. Polacy są przyzwyczajeni do tego, że nawet najmniejszy katar czy gorączka jest powodem by nie pójść do szkoły, później do pracy.

- Jak się spojrzy na poziom absencji chorobowej to jesteśmy powyżej średniej europejskiej - mówi Jeremi Mordasewicz ekspert rynku pracy PKPP Lewiatan. Według pracodawcy, część Polaków nadużywa absencji chorobowej. Jest wyraźna różnica między sektorem prywatnym a publicznym. - W sektorze prywatnym ludzie są znacznie bardziej odpowiedzialni i nie nadużywają zwolnień. W sektorze publicznym stosunkowo lekkie choroby powodują zwolnienie z pracy - mówi Mordasewicz.

Pod względem zamożności jesteśmy poniżej średniej w Unii Europejskiej, a częściej niż na zachodzie zasłaniamy się zwolnieniem. - Jeśli chcemy dogonić te kraje, powinniśmy chorować mniej, czyli zachowywać się odwrotnie niż teraz.

Kiedyś "chorowaliśmy" częściej

Jak mówi nam ekspert, sytuacja zwolnień lekarskich przy błahych powodach jest coraz mniej. - Coraz bardziej szanujemy pracę i zwiększa się w nas poczucie odpowiedzialności - mówi szef Lewiatana.

Kiedy i dlaczego warto, aby dziecko sześcioletnie repetowało przygotowanie przedszkolne zamiast iść do pierwszej klasy?

Drugim powodem, który sprawia że coraz rzadziej decydujemy się na zwolnienia jest presja społeczna. Pracownik, który często korzysta ze zwolnienia, otrzymuje cześć wynagrodzenia, a jego pracę muszą wykonać inni.

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
ZdrowieMacierzyństwo
Skomentuj