Dlaczego polscy politycy nabrali wody w usta w sprawie [url=http://shutr.bz/1hrKZNw]euro[/url]?
Dlaczego polscy politycy nabrali wody w usta w sprawie [url=http://shutr.bz/1hrKZNw]euro[/url]? Fot. Shutterstock.com

"Pożyjemy, zobaczymy" – zdaje się mówić większość polskich polityków z największych partii, zapytana o to, czy Polska potrzebuje euro. Zarówno dawni wrogowie jak i entuzjaści wspólnej waluty są dziś bardzo często zgodni w unikaniu jednoznacznych odpowiedzi w tym temacie. Do czego prowadzi ta gra na czas? I czemu tak długo zwlekamy z konkretnymi decyzjami w sprawie euro?

REKLAMA
– Euro da Polsce bezpieczeństwo. Przykład Ukrainy pokazuje, że atak na ten kraj jest tyle wart, ile będzie ekonomicznie kosztował Zachód. Im bardziej Polska zintegruje się z Zachodem, tym bardziej będzie bezpieczna – mówił w poniedziałek w “Sygnałach Dnia” Janusz Palikot.
Warto zauważyć, że wypowiedź lidera Twojego Ruchu, niezależnie od tego, czy w swoich założeniach słuszna czy nie, jest na polskiej scenie politycznej pojedynczym głosem. Bo w kwestii naszego wejścia do strefy euro większość polityków woli zachować powściągliwe milczenie. Dlaczego? I w końcu, co z tym euro?
Euro? "Nie jesteśmy gotowi"
Prof. Rafał Chwedoruk, politolog z UW, wcale nie jest zdziwiony, że nawet zdeklarowani w przeszłości politycy-euroentuzjaści wolą dziś nie podnosić zbyt wyraźnie tematu naszego wejścia do strefy euro: takie pomysły są bowiem skutecznie studzone przez bieżące sondaże.
– W gruncie rzeczy sytuacja jest dość paradoksalna: z jednej strony Polacy rekordowo wysoko oceniają naszą obecność w UE, z drugiej – nie chcą wcale dalszej integracji w zakresie wspólnej waluty – zwraca uwagę politolog. I rzeczywiście – twarde liczby są trudne do podważenia: choć wedle badań mamy w Polsce 89 proc. euroentuzjastów, aż 74 proc. z nas nie chce nad Wisłą euro.
Mając świadomość tego faktu, główni polityczni gracze (poza Twoim Ruchem) wokół tematu euro wyraźnie kluczą. Leszek Miller z jednej strony podkreślał w rozmowie z Onetem, że "pozostając poza strefą euro marginalizujemy nasze szanse i możliwości", ale dodawał jednocześnie, że wejdziemy tam dopiero, "gdy to będzie możliwe i potrzebne".
Nie inaczej brzmiały słowa Donalda Tuska na ten temat:
Donald Tusk
za Onet.pl

Wejdziemy do strefy euro wtedy, gdy będzie to w pełni bezpieczne dla Polski, czyli kiedy Polska będzie w pełni do tego przygotowana. I dlatego nie uważam za przygotowane te głosy, że trzeba wejść jutro do strefy euro, bo będziemy dzięki temu bezpieczniejsi w kontekście ukraińskiego kryzysu. CZYTAJ WIĘCEJ


Z premierem oczywiście nie zgodzili się politycy PiS, jak choćby Zbigniew Kuźmiuk na łamach Frondy. Ale co ciekawe, choć w szczegółach krytykuje on stanowisko PO, ostatecznie proponuje bardzo podobną strategię: poczekajmy z tym euro do czasu, gdy Unia uporządkuje swoje problemy. Podobnie wypowiadają się ostatnio także inni posłowie (w przeszłości znacznie wyraźniej eurosceptycznego) PiS-u.
Wygląda więc na to, że stanowisko większej części polskiej klasy politycznej w sprawie wspólnej waluty sprowadza się do hasła “pożyjemy, zobaczymy”.
– Możemy mówić o swoistym dryfie – zauważa prof. Chweodruk. A tymczasem wszyscy czekają na dalszy rozwój wypadków.
Kryteria konwergencji nie są przeszkodą
Ale na co tak właściwie czekają? Co może się zmienić? – Jeśli europejska gospodarka ostatecznie wyjdzie z kryzysu, a waluta euro znów zacznie być postrzegana w Polsce jako symbol sukcesu i prosperity, to grono jej przeciwników stopnieje – twierdzi Ryszard Petru, ekonomista i bloger naTemat. Również Rafał Chwedoruk podkreśla, że to, co dalej z euro w Polsce, w niewielkim tylko stopniu zależy od woli naszych polityków.
prof. Rafał Chwedoruk
WDiNP UW

Najważniejszy będzie dalszy rozwój sytuacji gospodarczej. Mam wrażenie, że o ew. wejściu Polski do strefy euro nie zadecydują polscy politycy, ale działania rynków, banków czy zmiany koniunktury. Jeśli po 2015 roku ogólny klimat dla gospodarki będzie w Europie lepszy, to i nasi politycy, może z wyjątkiem PiS, zaczną realnie myśleć o wspólnej walucie.


A co twardymi, ekonomicznymi kryteriami, które muszą spełniać państwa chcące wejść do strefy euro? Jak na razie Polska nie spełnia kryterium deficytu finansów publicznych (powinien wynosić maksymalnie 3 proc. PKB, wynosi 4,4 proc.) oraz kryterium stabilności kursu walutowego.
Zdaniem Ryszarda Petru akurat w tym przypadku ekonomiczne wskaźniki nie są problemem: – Gdybyśmy chcieli spełnić te wymagania, to byśmy to zrobili – zauważa Petru podkreślając, że unijne kryteria kierują naszą gospodarkę na właściwe tory i politycy (nieważne, czy chodzi o euro, czy o skuteczną politykę gospodarczą) powinni dążyć do tego, by Polska je spełniła.
Czy euro się nam opłaci?
Pozostaje jeszcze jedna, ale przecież bardzo ważna sprawa: czy nawet po spełnieniu wszystkich warunków oraz zmianie nastrojów społecznych na bardziej przychylne wobec wspólnej waluty, wejście do euro realnie opłaci się Polsce? Ryszard Petru twierdzi, że po bliższej integracji gospodarczej z Unią Europejską łatwiej nam będzie zabiegać także o wspólną unijną politykę zagraniczną, obronną czy energetyczną – co w kontekście wydarzeń na Ukrainie jawi się jako oczywista polska racja stanu.
Jednak zdaniem prof. Kazimierza Kika, politologa z PAN, odpowiedź na pytanie o korzyści z wejścia do strefy euro nie jest tak oczywista.
– Na potrzeby analizy powinniśmy oddzielić interes państwa od interesu społeczeństwa. Na dzisiaj widać bowiem, że przyjęcie euro może poprawić poziom bezpieczeństwa kraju, ale jednocześnie odbić się negatywnie na poziomie zamożności społeczeństwa – zauważa Kik przywołując przykład Grecji czy Słowacji.
– Taka decyzja, podejmowana tylko z przyczyn politycznych, a przy ignorowaniu kwestii gospodarczych i społecznych, może być katastrofalna w skutkach – ocenia prof. Kik nawołując, by Polska najpierw solidnie przygotowała się do członkostwa w grupie państw ze wspólna walutą.
Dryf?
“Poczekać”, “przygotować się”, “spełnić kryteria”? Czy w sprawie euro jesteśmy więc skazani na kolejne miesiące czy lata bez konkretnych decyzji? Wszystko wskazuje na to, że tak. Choć oczywiście wiele zależy od tego, kto zwycięży w najbliższych wyborach parlamentarnych.
Zdaniem prof. Chwedoruka najmniej chętnie o euro w Polsce walczyć będzie rząd PiS. Ale politolog dodaje, że także samotnie rządząca PO bez koalicjanta “obsługującego” bardziej socjalny elektorat nie podejmie się forsowania tego projektu.
– Taka decyzja zawsze wiąże się z pewnymi społecznymi kosztami, które mocno odczuć może właśnie socjalna część elektoratu. Bez “osłony” koalicjanta, który reprezentuje tę grupę obywateli, Platforma łatwo dałaby się wpędzić w niewygodną dla siebie narrację “Polski liberalnej” i “Polski solidarnej” – mówi politolog.
Ale wszystkie dzisiejsze kalkulacje może przekreślić taka czy inna zmiana otoczenia międzynarodowego Polski: – Jeśli w wyniku kryzysu strefy euro Unia zacznie zmierzać w stronę “Europy dwóch prędkości”, z mocno zintegrowanym rdzeniem i luźniej zjednoczoną grupą pozostałych państw, polskim politykom może zacząć bardziej zależeć na szybkiej i głębokiej integracji – zauważa Kik.
Na razie jednak, “dryf”, o którym mówił prof. Chwedoruk, trwa w najlepsze, a głośno za strefą euro wypowiada się tylko balansujący na granicy progu wyborczego Twój Ruch.