![Dlaczego polscy politycy nabrali wody w usta w sprawie [url=http://shutr.bz/1hrKZNw]euro[/url]?](https://m.natemat.pl/e4a5565eba4ccef4e46bcd8729beb097,1500,0,0,0.jpg)
"Pożyjemy, zobaczymy" – zdaje się mówić większość polskich polityków z największych partii, zapytana o to, czy Polska potrzebuje euro. Zarówno dawni wrogowie jak i entuzjaści wspólnej waluty są dziś bardzo często zgodni w unikaniu jednoznacznych odpowiedzi w tym temacie. Do czego prowadzi ta gra na czas? I czemu tak długo zwlekamy z konkretnymi decyzjami w sprawie euro?
Prof. Rafał Chwedoruk, politolog z UW, wcale nie jest zdziwiony, że nawet zdeklarowani w przeszłości politycy-euroentuzjaści wolą dziś nie podnosić zbyt wyraźnie tematu naszego wejścia do strefy euro: takie pomysły są bowiem skutecznie studzone przez bieżące sondaże.
Wejdziemy do strefy euro wtedy, gdy będzie to w pełni bezpieczne dla Polski, czyli kiedy Polska będzie w pełni do tego przygotowana. I dlatego nie uważam za przygotowane te głosy, że trzeba wejść jutro do strefy euro, bo będziemy dzięki temu bezpieczniejsi w kontekście ukraińskiego kryzysu. CZYTAJ WIĘCEJ
Z premierem oczywiście nie zgodzili się politycy PiS, jak choćby Zbigniew Kuźmiuk na łamach Frondy. Ale co ciekawe, choć w szczegółach krytykuje on stanowisko PO, ostatecznie proponuje bardzo podobną strategię: poczekajmy z tym euro do czasu, gdy Unia uporządkuje swoje problemy. Podobnie wypowiadają się ostatnio także inni posłowie (w przeszłości znacznie wyraźniej eurosceptycznego) PiS-u.
– Możemy mówić o swoistym dryfie – zauważa prof. Chweodruk. A tymczasem wszyscy czekają na dalszy rozwój wypadków.
Ale na co tak właściwie czekają? Co może się zmienić? – Jeśli europejska gospodarka ostatecznie wyjdzie z kryzysu, a waluta euro znów zacznie być postrzegana w Polsce jako symbol sukcesu i prosperity, to grono jej przeciwników stopnieje – twierdzi Ryszard Petru, ekonomista i bloger naTemat. Również Rafał Chwedoruk podkreśla, że to, co dalej z euro w Polsce, w niewielkim tylko stopniu zależy od woli naszych polityków.
Najważniejszy będzie dalszy rozwój sytuacji gospodarczej. Mam wrażenie, że o ew. wejściu Polski do strefy euro nie zadecydują polscy politycy, ale działania rynków, banków czy zmiany koniunktury. Jeśli po 2015 roku ogólny klimat dla gospodarki będzie w Europie lepszy, to i nasi politycy, może z wyjątkiem PiS, zaczną realnie myśleć o wspólnej walucie.
A co twardymi, ekonomicznymi kryteriami, które muszą spełniać państwa chcące wejść do strefy euro? Jak na razie Polska nie spełnia kryterium deficytu finansów publicznych (powinien wynosić maksymalnie 3 proc. PKB, wynosi 4,4 proc.) oraz kryterium stabilności kursu walutowego.
Pozostaje jeszcze jedna, ale przecież bardzo ważna sprawa: czy nawet po spełnieniu wszystkich warunków oraz zmianie nastrojów społecznych na bardziej przychylne wobec wspólnej waluty, wejście do euro realnie opłaci się Polsce? Ryszard Petru twierdzi, że po bliższej integracji gospodarczej z Unią Europejską łatwiej nam będzie zabiegać także o wspólną unijną politykę zagraniczną, obronną czy energetyczną – co w kontekście wydarzeń na Ukrainie jawi się jako oczywista polska racja stanu.
“Poczekać”, “przygotować się”, “spełnić kryteria”? Czy w sprawie euro jesteśmy więc skazani na kolejne miesiące czy lata bez konkretnych decyzji? Wszystko wskazuje na to, że tak. Choć oczywiście wiele zależy od tego, kto zwycięży w najbliższych wyborach parlamentarnych.

