
Wszyscy czytamy plotki, bo każdy ma duszę plotkarza. Jak świat światem ludzie obgadywali innych – żeby poczuć się lepiej, bo drugiemu jest gorzej. –– Świat zmierza w dziwną, ale ciekawą stronę – powiedziała kilka miesięcy temu pisząca o modzie blogerka Jessica Mercedes, komentując sposób, w jaki zarabia na życie. Rzeczywiście dziwna to strona. Teraz celebryci obgadują się publicznie. To, co celebrytów wkurza, internautów raduje.
Celebryci, czyli ludzie znani z tego, że są znani, krytykują innych znanych z tego samego. Krytykują za wypowiedzi, brak skromności, epatowanie możliwościami. Za głupotę, brak elokwencji i nieznajomość języków obcych.
Jednych i drugich krytykują internauci. Później jedni internauci krytykują innych internautów, spirala krytyki i "hejtu" rośnie, a klikalność szybuje w górę, robiąc z utarczek między celebrytami wydarzenie, którym żyje internet. Później celebryci – i cewebryci, czyli ci celebryci, którzy rozpoznawalni są dzięki internetowi – żalą się, że na brzydkie słowa w sieci z furią wystukiwane na klawiaturze nie zasłużyli i obrażeni na chwilę znikają z mediów. Albo energicznie przystępują do obrony swojego imienia. Niekoniecznie dobrego.
Mrówki wchodzą na kij włożony w mrowisko I tak to się kręci, i koło się zamyka, a plotkarskie portale podkręcają temperaturę. Zamknięte koło wygląda tak – im więcej piszą, tym lepiej dla celebryty – nawet jak źle piszą. Nieżyczliwie. Prześmiewczo. Im celebryta większy, im więcej osób klika i czyta, tym lepiej dla portalu. Friends with benefits. A że czasem sobie robi się nieprzyjemnie? Ot, show biznes.
Dlatego obrażający się celebryci są śmieszni. Ich kłótnie bywają zabawne, ale celebryta, która się trzęsie z oburzenia, nie budzi ironicznego śmieszku, tylko zażenowanie. Nie wiedziałeś, w co się pakujesz? Nie wiedziałeś, że jak włożysz kij w mrowisko, to mrówki się wkurzą, z mrowiska wyjdą, na kijek wejdą i będą kąsać?
Nowością są ataki młodych celebrytów na tych nieco starszych, znanych jeszcze z epoki, w której posiadanie konta na Twitterze i Instagramie nie było obowiązkowe. I to o nich mówi Jessica Mercedes:
Jessica Mercedes
I dodaje: Ludzie internetu nie są pompowani przez media tak jak celebryci. Wybierają ich inni ludzie. I to za Dawidem Kwiatkowskim biegają dzisiaj fanki, a nie za aktorami z "M jak Miłość".
Jej wypowiedź nie spodobała się środowisku. Szafiarkę zaatakowały między innymi Karolina Korwin Piotrowska i Dorota Wróblewska. Ta pierwsza do żarliwych wyznawców Jessiki Mercedes napisała:
Znani z tego, że są znani, w roli autorytetów Afera pewnie za chwilę przycichnie, ale niesmak pozostanie. To, że na ściankach stają ludzie, którzy niewiele osiągnęli i na niczym się nie znają, to nic nowego. Tacy celebryci, według definicji Daniela J. Boorstina, są znani z tego, że są znani – i dobrze im z tym. Gorzej, kiedy urastają do rangi autorytetów – wtedy zaczyna się robić niebezpiecznie. Dr Małgorzata Molęda-Zdziech, autorka książki "Czas celebrytów. Mediatyzacja życia publicznego w Polsce", uważa, że "żyjemy w czasach, w których istnieje obawa, że może mieć miejsce dyktatura celebrytów".
dr Małgorzata Molęda-Zdziech, socjolog
Zachwyt za wagon plastikowych butów Podobnego zdania jest Ewa Kosz, która od lat zajmuje się polską modą, a zawodowo – branżą reklamową i social media. – Moim zdaniem cała branża jest odpowiedzialna za tę sytuację. Wywindowała do roli autorytetu dziewczyny, które tymi autorytetami nigdy nie były i nie będą, bo ich zachwyt i ekscytację można było kupić wagonem plastikowych butów z Chin. Nikt nie jest bez winy – uważa.
I dodaje: Bo to, że te dziewczyny siedząc na pokazach mody robiły z siebie widowisko, zachowywały się często po prostu nieelegancko, to każdy widział, a później zapraszał je do sesji zdjęciowej albo prosił o merytoryczną wypowiedź o kolekcji. Z drugiej strony są produktem swoich czasów, tylko bardzo przejaskrawionym. To pokolenie nie czyta, nie ma głębszych zainteresowań i uważa się za pępek świata. Z tej perspektywy krytyka jest bolesna.
Za to internauci siedzą i komentują. Atakują albo bronią. Zajadle czytają, tylko po to, żeby później wyrazić pogardę, zdumienie, brak zainteresowania i zdziwienie podjęciem tematu. Rada jest prosta – nie chcesz czytać – nie czytaj. Razi cię poziom dyskusji – nie bierz w niej udziału. Bo to, że ludzie emocji chcą, a media będą im ich dostarczać – także te nowe, a może zwłaszcza – wiadomo od czasów bulwarowych "czerwoniaków".
Śmieszy, tumani, przestrasza Dobitnie wyraził to pierwszy redaktor naczelny Super Expressu Grzegorz Lindenberg w "Testamencie Prezesa", w których sformułował zasady tego, jak pisać do tabloidu. To, co pisał wiele lat temu o gazecie, dziś odnosi się do internetu i odbiorców jego treści. Pisał o tym, że największym grzechem w gazecie jest nuda, a teksty powinny wywoływać u czytelników emocje – rozbawienie, złość, zaciekawienie czy współczucie. Strach – rzadko.
I dokładnie ta zasada, jedna z wielu, które zapewniły ogromny sukces "Super Expressowi" na początku istnienia, dziś stosowana jest w internecie. Ludzie pokochali filmy z kotami, bo ich rozczulają i bawią. Złoszczą się, że młodziutkiej dziewczynie firmy odzieżowe płacą za to, żeby pokazała się w ich ubraniach, bo ich życie nie rozpieszcza. Są ciekawi, jak daleko gwiazdy i quasi gwiazdy posuną się w publicznych kłótniach. Czasem współczują tym, którzy ich zdaniem na współczucie zasługują – bo padli ofiarą zbiorowego ataku "hejterów", bo mąż/żona zdradził/zdradziła, bo pies zdechł....
Zdaje się, że i strach w internecie pojawia się w nowych mediach częściej, niż w tradycyjnych – internauci regularnie boją się, gdzie zmierza świat, który celebrytów i cewebrytów, mających niewiele do powiedzenia (albo zbyt wiele) promuje. Z uporem jednak poddają się torturom i namiętnie czytają, a później – komentują. I koło zamachowe się kręci.
W głębi duszy każdy jest plotkarzem Dobrze podsumował to bloger kulinarny Żorż Ponimirski: "Ja tam lubię hejterów, te biedne duszki nie zdają sobie sprawy, że np. dzięki ich hejterskiemu zaangażowaniu w komentarzach pod wywiadem ze mną, jaki ukazał się w 'Wyborczej', artykuł ciągle jest w czołówce najczęściej czytanych, a mnie przybywa czytelników. A że pisali w większości nieudacznicy, którym nic w życiu nie wyszło, są zakompleksieni i jedyna forma, żeby zostali zauważeni, a nawet zebrali jakiś ułamek poparcia u innych, to pisanie hejtów, to już inna sprawa."
Steinbeck pisał, że "w głębi duszy każdy jest plotkarzem". Prawda jest taka, że wszyscy czytają plotki. A czytają po to, żeby je potem obśmiać, przegadać, skomentować. Albo w rozmowie ze znajomymi, albo w internecie.
