Jessica Mercedes – jedna z najpopularniejszych blogerek modowych w Polsce.
Jessica Mercedes – jedna z najpopularniejszych blogerek modowych w Polsce. nstagram.com/jemerced

Wszyscy czytamy plotki, bo każdy ma duszę plotkarza. Jak świat światem ludzie obgadywali innych – żeby poczuć się lepiej, bo drugiemu jest gorzej. –– Świat zmierza w dziwną, ale ciekawą stronę – powiedziała kilka miesięcy temu pisząca o modzie blogerka Jessica Mercedes, komentując sposób, w jaki zarabia na życie. Rzeczywiście dziwna to strona. Teraz celebryci obgadują się publicznie. To, co celebrytów wkurza, internautów raduje.

REKLAMA
Celebryci, czyli ludzie znani z tego, że są znani, krytykują innych znanych z tego samego. Krytykują za wypowiedzi, brak skromności, epatowanie możliwościami. Za głupotę, brak elokwencji i nieznajomość języków obcych.
Jednych i drugich krytykują internauci. Później jedni internauci krytykują innych internautów, spirala krytyki i "hejtu" rośnie, a klikalność szybuje w górę, robiąc z utarczek między celebrytami wydarzenie, którym żyje internet. Później celebryci – i cewebryci, czyli ci celebryci, którzy rozpoznawalni są dzięki internetowi – żalą się, że na brzydkie słowa w sieci z furią wystukiwane na klawiaturze nie zasłużyli i obrażeni na chwilę znikają z mediów. Albo energicznie przystępują do obrony swojego imienia. Niekoniecznie dobrego.
Mrówki wchodzą na kij włożony w mrowisko
I tak to się kręci, i koło się zamyka, a plotkarskie portale podkręcają temperaturę. Zamknięte koło wygląda tak – im więcej piszą, tym lepiej dla celebryty – nawet jak źle piszą. Nieżyczliwie. Prześmiewczo. Im celebryta większy, im więcej osób klika i czyta, tym lepiej dla portalu. Friends with benefits. A że czasem sobie robi się nieprzyjemnie? Ot, show biznes.
Dlatego obrażający się celebryci są śmieszni. Ich kłótnie bywają zabawne, ale celebryta, która się trzęsie z oburzenia, nie budzi ironicznego śmieszku, tylko zażenowanie. Nie wiedziałeś, w co się pakujesz? Nie wiedziałeś, że jak włożysz kij w mrowisko, to mrówki się wkurzą, z mrowiska wyjdą, na kijek wejdą i będą kąsać?
Nowością są ataki młodych celebrytów na tych nieco starszych, znanych jeszcze z epoki, w której posiadanie konta na Twitterze i Instagramie nie było obowiązkowe. I to o nich mówi Jessica Mercedes:
Jessica Mercedes

Większość tych polskich celebrytów nie ma fanpejdża, albo nie ma Instagrama albo go dopiero założyli i mają 500 obserwatorów, co jest mega kichą, bo ja mam 120 tysięcy. (...) Czuję, że za 10 lat wszyscy znikną, którzy są po znajomości w mediach, i mają swoje posady dzięki temu, że ktoś tam był ojcem, a ktoś tam kogoś wcisnął. I ja na przykład cieszę się, że ja wszystko zawdzięczam sobie. Mnie się nie łączy z nikim, tylko ja to zrobiłam, i koniec!


I dodaje: Ludzie internetu nie są pompowani przez media tak jak celebryci. Wybierają ich inni ludzie. I to za Dawidem Kwiatkowskim biegają dzisiaj fanki, a nie za aktorami z "M jak Miłość".
Jej wypowiedź nie spodobała się środowisku. Szafiarkę zaatakowały między innymi Karolina Korwin Piotrowska i Dorota Wróblewska. Ta pierwsza do żarliwych wyznawców Jessiki Mercedes napisała:

Doczekaliśmy takich czasów, że ci, co stoją na ściankach, nic nie osiągnęli(...)Pocieszające jest to, że nie żyjemy w czasach płonących stosów, bo już dawno ja i Karolina Korwin Piotrowska zostałybyśmy spalone żywcem". "Wasza piaskownica jest gdzie indziej.


Znani z tego, że są znani, w roli autorytetów
Afera pewnie za chwilę przycichnie, ale niesmak pozostanie. To, że na ściankach stają ludzie, którzy niewiele osiągnęli i na niczym się nie znają, to nic nowego. Tacy celebryci, według definicji Daniela J. Boorstina, są znani z tego, że są znani – i dobrze im z tym. Gorzej, kiedy urastają do rangi autorytetów – wtedy zaczyna się robić niebezpiecznie. Dr Małgorzata Molęda-Zdziech, autorka książki "Czas celebrytów. Mediatyzacja życia publicznego w Polsce", uważa, że "żyjemy w czasach, w których istnieje obawa, że może mieć miejsce dyktatura celebrytów".
dr Małgorzata Molęda-Zdziech, socjolog

To, co mnie niepokoi, to fakt, że celebryci zaczynają przejmować role tradycyjnie przypisane kiedyś autorytetom. Regułom zachowania celebrytów, czyli nacisku na bycie medialnym za wszelką cenę, tak zwany "lans", zaczynają się podporządkowywać politycy, eksperci, a nawet niektórzy naukowcy występujący w mediach. Robią tak dlatego, że "fast thinking", "myślenie komunałami", o których pisał Pierre Bourdieu, to bezpieczna strategia, która gwarantuje im bycie w polu medialnym. Często zamiast wiedzy prezentują jedynie emocje. Wychodzą wtedy ze swojej roli naukowca. To jest niebezpieczne, bowiem upraszcza i spłyca debatę publiczną, tabloidyzuje ją. CZYTAJ WIĘCEJ


Zachwyt za wagon plastikowych butów
Podobnego zdania jest Ewa Kosz, która od lat zajmuje się polską modą, a zawodowo – branżą reklamową i social media. – Moim zdaniem cała branża jest odpowiedzialna za tę sytuację. Wywindowała do roli autorytetu dziewczyny, które tymi autorytetami nigdy nie były i nie będą, bo ich zachwyt i ekscytację można było kupić wagonem plastikowych butów z Chin. Nikt nie jest bez winy – uważa.
I dodaje: Bo to, że te dziewczyny siedząc na pokazach mody robiły z siebie widowisko, zachowywały się często po prostu nieelegancko, to każdy widział, a później zapraszał je do sesji zdjęciowej albo prosił o merytoryczną wypowiedź o kolekcji. Z drugiej strony są produktem swoich czasów, tylko bardzo przejaskrawionym. To pokolenie nie czyta, nie ma głębszych zainteresowań i uważa się za pępek świata. Z tej perspektywy krytyka jest bolesna.
Za to internauci siedzą i komentują. Atakują albo bronią. Zajadle czytają, tylko po to, żeby później wyrazić pogardę, zdumienie, brak zainteresowania i zdziwienie podjęciem tematu. Rada jest prosta – nie chcesz czytać – nie czytaj. Razi cię poziom dyskusji – nie bierz w niej udziału. Bo to, że ludzie emocji chcą, a media będą im ich dostarczać – także te nowe, a może zwłaszcza – wiadomo od czasów bulwarowych "czerwoniaków".
Śmieszy, tumani, przestrasza
Dobitnie wyraził to pierwszy redaktor naczelny Super Expressu Grzegorz Lindenberg w "Testamencie Prezesa", w których sformułował zasady tego, jak pisać do tabloidu. To, co pisał wiele lat temu o gazecie, dziś odnosi się do internetu i odbiorców jego treści. Pisał o tym, że największym grzechem w gazecie jest nuda, a teksty powinny wywoływać u czytelników emocje – rozbawienie, złość, zaciekawienie czy współczucie. Strach – rzadko.
I dokładnie ta zasada, jedna z wielu, które zapewniły ogromny sukces "Super Expressowi" na początku istnienia, dziś stosowana jest w internecie. Ludzie pokochali filmy z kotami, bo ich rozczulają i bawią. Złoszczą się, że młodziutkiej dziewczynie firmy odzieżowe płacą za to, żeby pokazała się w ich ubraniach, bo ich życie nie rozpieszcza. Są ciekawi, jak daleko gwiazdy i quasi gwiazdy posuną się w publicznych kłótniach. Czasem współczują tym, którzy ich zdaniem na współczucie zasługują – bo padli ofiarą zbiorowego ataku "hejterów", bo mąż/żona zdradził/zdradziła, bo pies zdechł....
Zdaje się, że i strach w internecie pojawia się w nowych mediach częściej, niż w tradycyjnych – internauci regularnie boją się, gdzie zmierza świat, który celebrytów i cewebrytów, mających niewiele do powiedzenia (albo zbyt wiele) promuje. Z uporem jednak poddają się torturom i namiętnie czytają, a później – komentują. I koło zamachowe się kręci.
W głębi duszy każdy jest plotkarzem
Dobrze podsumował to bloger kulinarny Żorż Ponimirski: "Ja tam lubię hejterów, te biedne duszki nie zdają sobie sprawy, że np. dzięki ich hejterskiemu zaangażowaniu w komentarzach pod wywiadem ze mną, jaki ukazał się w 'Wyborczej', artykuł ciągle jest w czołówce najczęściej czytanych, a mnie przybywa czytelników. A że pisali w większości nieudacznicy, którym nic w życiu nie wyszło, są zakompleksieni i jedyna forma, żeby zostali zauważeni, a nawet zebrali jakiś ułamek poparcia u innych, to pisanie hejtów, to już inna sprawa."
Steinbeck pisał, że "w głębi duszy każdy jest plotkarzem". Prawda jest taka, że wszyscy czytają plotki. A czytają po to, żeby je potem obśmiać, przegadać, skomentować. Albo w rozmowie ze znajomymi, albo w internecie.