Michelle Obama wzięła udział w akcji wsparcia poszukiwań porwanych dziewczynek z Nigerii.
Michelle Obama wzięła udział w akcji wsparcia poszukiwań porwanych dziewczynek z Nigerii. Fot. Twitter.com

#BringBackOurGirls – ten hashtag z prędkością błyskawicy obiegł social media na całym świecie. Dzięki akcji, w którą włączyły się m.in. Michelle Obama, Kim Kardashian i Reese Witherspoon, sprawą ponad 200 nigeryjskich dziewczynek zajęły się media i rządy. Slaktywizm jednak działa?

REKLAMA

Boko Haram – te dwa słowa, które na swoją nazwę przyjęła grupa radykalnych islamskich terrorystów z Nigerii, przetłumaczyć można na kilka sposobów: „Zakazać zachodniej oświaty“, “Nowoczesne wychowanie to grzech”, a także „Książki to grzech”.

Członkowie Boko Haram w swej wrogości do cywilizacji Zachodu słowa te traktują dosłownie, ogniem i mieczem walcząc z władzami Nigerii, miejscowymi chrześcijanami, a także wzorowanym na zachodnim systemie edukacji. To właśnie wrogość wobec tego ostatniego pchnęła ich do uprowadzenia w kwietniu ze szkoły w mieście Chibok prawie 300 dziewczynek.

Los uczennic, “wyzwolonych” od grzesznego systemu świeckiej edukacji, jest nieznany. Kilka dni temu lider terrorystów Abubakar Shekau w kuriozalnym przemówieniu (jak sądzą niektórzy dziennikarze, wygłoszonym pod wpływem narkotyków) groził nie tylko Obamie i Bushowi, ale również… Abrahamowi Lincolnowi. Otwarcie zapowiedział też ku rozpaczy rodziców dzieci, że zamierza sprzedać je handlarzom niewolników. Czy coraz głośniejsze głosy protestu z całego świata mogą pomóc uwolnić dziewczynki?

Islamska rebelia trwa – Gdziekolwiek te dziewczynki są, znajdziemy je – zapowiedział cytowany przez Polskie Radio prezydent Nigerii Goodluck Jonathan. Niestety w tym samym czasie w kraju doszło do kolejnego porwania – 6 maja Boko Haram znów uderzyło w północno-wschodniej prowincji Borno, uprowadzając kolejne 8 dziewczynek.

Działania te wpisują się w trwającą od 1999 roku pełzającą islamską rebelię na północy państwa. Jego demokratyzacja, która nastąpiła w tym właśnie roku, szybko doprowadziła do zaostrzenia stosunków między dominującymi tam muzułmanami (w całym kraju stanowią nieco ponad 50 proc. społeczeństwa) a chrześcijanami.

Pośród żądań wprowadzenia Szariatu (co udało się zresztą osiągnąć w kilku prowincjach) coraz częściej dochodziło do rozlewu krwi. Powtarzające się mordy na chrześcijanach i zamieszki (a także krwawe represje sił rządowych) doprowadziły ostatecznie Boko Haram do rozpętania w 2009 roku otwartej rebelii przeciwko siłom rządowym: w jej wyniku zginąć mogło nawet kilka tysięcy osób.

Palenie kościołów, porywanie Europejczyków, ataki na szkoły, niszczycielskie rajdy na całe wioski – tak fundamentaliści starali się sterroryzować obywateli kraju. Niestety, władze nie potrafiły ich powstrzymać. Nie inaczej było w przypadku ostatniego porwania.

Slaktywizm jednak działa? – Nie widzieliśmy tutaj ani jednego żołnierza – mówi CNN ojciec jednej z uprowadzonych dziewczynek, który wraz z rodziną ze strachu przed kolejnymi atakami boi się wrócić do domu i śpi w buszu. Poszukuje córki na własną rękę, uzbrojony jedynie w łuk i strzały.

Podobnie jak wielu innych zrozpaczonych rodziców mężczyzna oskarża rząd o to, że niewiele zrobił, by im pomóc. I rzeczywiście: reakcja władz przyszła bardzo późno i jak na razie nie przyniosła skutków.

Przeciwko opieszałości rządu zaprotestowała w kilka dni po pierwszym porwaniu Oby Ezekwesili, Nigeryjka zajmująca się w Banku Światowym sprawami Afryki. To ona po raz pierwszy użyła frazy “bring back our girls” (“oddajcie nasze dziewczynki”). Jak powiedział BBC jeden z mieszkańców stolicy kraju – Abudży, te słowa szybko podchwycili miejscowi użytkownicy Twittera, zamieniając je w hashtag #BringBackOurGirls.

Ku zaskoczeniu wielu osób, Twitterowa społeczność błyskawicznie rozpowszechniła tę frazę: wśród osób, które jej użyły, pojawiły się m.in. Michelle Obama, Kim Kardashian, Jessica Biel, Naomi Campbell i Hillary Clinton. Stworzono nawet mapę pokazującą, jak szybko hashtag zdobywał sobie populraność.

I choć mogłoby się zdawać, że to tylko kolejny przykład slaktywizmu i nic nie znaczące wyrazy wsparcia, wydaje się, że internetowy protest przyniósł pewne efekty.

Obiecujące jest to, że #BringBackOurGirls wywołało fizyczne protesty tak w Nigerii, jak i dookoła świata, które to skłoniły z kolei nigeryjskiego prezydenta Goodlucka Jonathana do złożenia obietnicy, że “gdziekolwiek te dziewczynki są, znajdziemy je”. CZYTAJ WIĘCEJ

"TIME"

Co więcej, wyznaczono też wysoką nagrodę za pomoc w odbiciu dziewczynek z rąk porywaczy. Wkrótce swoją pomoc dla władz Nigerii zaoferowały Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Francja i Chiny. I choć nie należy przeceniać znaczenia internetowej kampanii, to bez wątpienia ta spontaniczna akcja przyciągnęła uwagę mediów, sprawiając, że na całym świecie zaczęło się mówić o 200 dziewczynkach z dalekiej Nigerii.

Co dalej? Najnowsze wieści z ogarniętego chaosem regionu nie są jednak optymistyczne. Zdaniem amerykańskich służb wywiadowczych, które włączyły się w poszukiwania, porwane dziewczynki prawdopodobnie zostały już podzielone na grupy i przeszmuglowane za granicę Nigerii: do Nigru, Kamerunu lub Czadu.

– Z Bożą pomocą pokonamy terrorystów. Wierzę, że porwanie tych dziewczynek to początek końca terroru w Nigerii – nie traci jednak nadziei prezydent kraju. A czy w tej sprawie przeciętny internauta może zrobić coś więcej, niż tylko promować popularny hashtag?

Cytowana przez ABC News aktywistka Human Rights Watch Zama Coursen-Neff twierdzi, że jak najbardziej i wszystkim, których irytuje slaktywizm rekomenduje np. wspieranie grup walczących o prawo do edukacji wśród dziewcząt lub naciskanie miejscowych rządów, by wywierały presję na Nigerię. Trzeba tylko chcieć.

Czytaj także: