
“Okropny dzień. Rok temu straciłam moje Dzieciątko. Dziś Marian, doktorat, olimpijskie złoto. Czas nie leczy ran…” – napisała na oficjalnym facebookowym profilu Justyna Kowalczyk wprawiając tysiące swoich fanów w konsternację: jedni współczują, inni są oburzeni, bo ich zdaniem “dzieciątko” to… pies biegaczki.
Facebookowy wpis polskiej sportsmenki wywołał w internecie prawdziwą burzę. Zagadkowe słowa o “dzieciątku, które rok temu straciła” Kowalczyk sprawiły, że wielu jej fanów domagało się wyjaśnień. “Czyżby Justyna miała nam coś więcej do powiedzenia?”, “Co się stało?”, “Jakie dzieciątko?” – posypały się pytania internautów.

Wobec braku wyjaśnień niektórzy fani zaczęli spekulować, że najwyraźniej biegaczka była w zeszłym roku w ciąży, ale poroniła. Na jej fanpage’u zaczęły się więc pojawiać wyrazy współczucia, a nawet głosy rodziców, których także spotkała podobna osobista tragedia.
Jednak niektórzy z komentujących inaczej zinterpretowali zagadkowe słowa mistrzyni, sugerując, że chodziło jej o śmierć… psa. To oburzyło wielu fanów: "Jeśli tu chodzi o psa to muszę przyznać że jesteś nienormalna choć bardzo cie lubię jeśli jednak o dziecko to szczerze współczuję !" – pisał ktoś.
Sprawę skomentowała też na Twitterze dziennikarka Kamila Biedrzycka:
Kto normalny nazywa psa "dzieciątkiem"?!!! #JustynaKowalczyk #facepalm
— Kamila Biedrzycka (@KBiedrzycka) May 18, 2014
Pośród wielu wyrazów niedowierzania, oburzenia i wsparcia, pojawiały się też i takie wpisy:
Justyna Kowalczyk jak na razie nie odniosła się do wątpliwości fanów.