Justyna Kowalczyk zadeklarowała, że nie jest feministką i zdobyła sobie sympatię prawicy.
Justyna Kowalczyk zadeklarowała, że nie jest feministką i zdobyła sobie sympatię prawicy. Fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta

Justyna Kowalczyk to silna kobieta, ale zapewnia, że nie jest feministką. Chce, żeby w związku to mężczyzna był silniejszą stroną, a do tego nosił zakupy i otwierał przed nią drzwi. To wystarczyło, by wybitna biegaczka narciarska stała się bohaterką prawicy.

REKLAMA
„Justyna Kowalczyk zdradza swój ideał mężczyzny” – ekscytuje się jeden z prawicowych portali. Jaki jest powód tej ekscytacji? Wywiad sportsmenki, która w „Twoim Stylu” opowiada, że chciałaby, aby jej partner dominował w związku i był szarmancki (co objawia się w noszeniu zakupów i otwieraniu drzwi). Dodaje też zdanie-klucz: „Nie jestem feministką”.

Rodzina - kiedyś tak, choć to nie jest plan na dziś. A ten, który będzie moim partnerem? Powinien być silniejszą stroną w naszym związku. W życiu prywatnym nie muszę być liderką. Nie jestem feministką, wystarczy mi, że mężczyzna uszanuje moje prawo do własnego zdania i moje wybory. Poza tym chciałabym, żeby otwierał przede mną drzwi i nosił zakupy. CZYTAJ WIĘCEJ

Źródło: "Twój Styl"

W wywiadzie dla „Twojego Stylu” Kowalczyk obszernie opowiada też o kulisach jej występu na Igrzyskach w Soczi. Wtedy spora grupa Polaków emocjonowała się kontuzją śródstopia, której biegaczka narciarska nabawiła się w urodziny, uderzając w nogę stołu. Jedna z najbardziej utytułowanych polskich sportsmenek mówi też o swoich planach na przyszłość, także tych związanych z dalszą karierą sportową i pracą już po jej skończeniu.

Źródło: "Twój Styl"