
Solidarna Polska to niewielka partia bez dotacji z budżetu, która prowadzi kampanię skromnymi środkami. Na tym tle wyróżnia się Jacek Kurski, kandydat z Warszawy. Jest go pełno na autobusach, na wielkich banerach wiszących na budynkach, a jego spot emitowany jest w dobrym czasie antenowym na kanałach informacyjnych. Bo kampania to żywioł Kurskiego, a były bulterier PiS nie zamierza poddać się bez walki.
Nie chwaląc się, to ja wymyśliłem, żeby zaskoczyć konkurencję tym, że Lech Kaczyński pokaże przywództwo i determinację i ogłosi swój start już w marcu. Gdy inni tylko hamletyzowali, ja zrobiłem siedem spotów od marca do września, które puszczane tuż przed weekendem sondażowym (wybór daty był akurat świetnym pomysłem Bielana) windowały nasze notowania. Moim pomysłem była zmiana barw z upiornych seledynowo-pomarańczowych na granatowo-czerwono-białe. CZYTAJ WIĘCEJ
– Jacek bierze udział w podejmowaniu wszystkich ważnych decyzji sztabu. Jego pomoc jest bardzo ważna i widoczna. Jako partia, która ma prawie najniższy budżet na kampanię musimy być bardzo pomysłowi i to się udaje – przekonuje poseł i wymienia pomysły, z których jest szczególnie dumny. – Konstytucja dla rodziny, osiem spotów tematycznych, wybieranie w głosowaniu przez członków partii spotu do telewizji.
I o ile ogólnopolska kampania partii to oficjalnie dzieło kolegialne, o Warszawę Kurski walczy sam. – To całkowicie jego pomysł. Jacek Kurski bardzo dobrze wykorzystał efekt pierwszeństwa, jako pierwszy postawił na reklamę na autobusach, a inni kandydaci poszli w jego ślady – zachwala Patryk Jaki. – Kurski nadaje tej kampanii tempo, jest liderem – dodaje. I rzeczywiście Kurski jest bardzo widoczny, a za wszystko płaci z własnej kieszeni – partia nie daje mu na walkę o głosy ani złotówki.

