
– To jest taki e-urząd, bez ruszania się z domu, pracy. Wszystko załatwia pan przez komputer i na pewno poradzi pan sobie sam – zachwalała nowy system internetowy ZUS-u aktorka Tamara Arciuch w serialu "Ojciec Mateusz". W "Klanie" reklamowano nowe banknoty, a do "Rancza" dodano cały miniserial tylko o funduszach unijnych. Niestety, sceny, w których państwowe instytucje promują swoje produkty czy usługi, stają się pośmiewiskiem dla internautów. A tanie zazwyczaj nie są.
Mimo krytyki, rzecznik ZUS-u Jacek Dziekan bronił jak lew tej akcji promocyjnej. "Faktowi" tłumaczył, że to nie reklama, a "część bezkosztowych i nisko kosztowych działań propagujących”. Dziekan podkreślał, że zakup "edukacyjnego czasu antenowego" kosztował w tym przypadku jedyne 87 tysięcy złotych.
To jednak wynik wątpliwy, biorąc pod uwagę fakt, że w ZUS-ie jesteśmy wszyscy, a reklama została sfinansowana z naszych pieniędzy. Internauci na scenach z ZUS-em nie zostawili suchej nitki – tak samo, jak na fragmencie "Klanu", w którym bohaterowie omawiają... nowe banknoty.
Rozmowa o banknotach jest wyjątkowo sucha i bez pretekstu – nie wiadomo czemu ani po co tak nagle bohaterowie zachwycają się nowymi papierkami. Z punktu widzenia widza musiała to być scena kompletnie zbędna, by nie powiedzieć – nielogiczna z punktu widzenia serialowej fabuły, razi jej "reklamowość".
Mimo to Maciej Budzich, autor bloga Mediafun, który jako pierwszy zwrócił swoim wpisem uwagę internautów na ten producent placement w "Klanie", ostatecznie pozytywnie ocenia kampanię NBP.
Można oczywiście się z tego śmiać ale patrząc na grupę docelową oraz fakt, że cała informacja podana jest na spokojnie, trwa prawie 2,5 minuty to uważam, że widz więcej się z niej dowie niż z 30 sekundowych ogłoszeń emitowanych w blokach reklamowych. Nadawany od poniedziałku do piątku serial, z określoną grupą docelową i kręcony z niewielkim wyprzedzeniem jest według mnie bardzo sensownym kanałem komunikacji.
NBP za pomysł należy pochwalić tym bardziej, że czas antenowy w TVP Narodowy Bank Polski dostał... za darmo.
Również w ramach misji – informowania o wykorzystaniu unijnych funduszy w Polsce – powstał miniserial "Ławeczka w Unii", swoisty spinoff "Rancza" – serialu, który podbił serca naszych rodaków. Seria została zrealizowana w ramach projektu www.10latwUE.pl, tak samo jak słynny spot za 7 milionów złotych.
Na szczęście, dodatek do "Rancza" kosztował zdecydowanie mniej, za to przyniosło o wiele lepszy efekt. Ze spotu z "Hey Jude" wszyscy kpili, a z "Ławeczki w Unii" się śmieją – bo miniserial jest po prostu dowcipny i zabawny, utrzymany w klimacie całego serialu. Niestety, Ministerstwo Rozwoju Regionalnego i Transportu nie odpowiedziało nam na pytanie, ile kosztowała produkcja "Ławeczki" oraz czy pieniądze trafiły w całości do TVP, czy również do jakiejś firmy producenckiej - wszak ktoś ów miniserial musiał nakręcić.
W tym drugim przypadku łączne koszty product placementu mogą już rosnąć do kilkuset tysięcy złotych. Jak zdradza nam anonimowo osoba pracująca u jednego z największych producentów takich formatów telewizyjnych, za samą produkcję trzeba zapłacić od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy złotych.
Niestety, tak jak i większość polskich seriali, tak i product placement w nich nie jest zbyt lotny ani ciekawy. Akcję informacyjną o nowych banknotach na pewno można było zrobić bardziej dowcipnie, wciągająco, a nie w postaci suchej wymiany zdań między pracownikami – i to wymiany wskazującej na niezbyt rozwinięty intelekt serialowych bohaterów. O ZUS-ie nawet nie wspominają – sceny promujące nowy PUE Zakładu to po prostu wciśnięta w odcinki najzwyklejsza reklama.

