ZUS w "Ojcu Mateuszu", NBP w "Klanie", a rząd i unijne fundusze w "Ranczu" - tak państwowe instytucje dokonują product placementu w polskich serialach
ZUS w "Ojcu Mateuszu", NBP w "Klanie", a rząd i unijne fundusze w "Ranczu" - tak państwowe instytucje dokonują product placementu w polskich serialach Fot. YouTube/serialetvp

– To jest taki e-urząd, bez ruszania się z domu, pracy. Wszystko załatwia pan przez komputer i na pewno poradzi pan sobie sam – zachwalała nowy system internetowy ZUS-u aktorka Tamara Arciuch w serialu "Ojciec Mateusz". W "Klanie" reklamowano nowe banknoty, a do "Rancza" dodano cały miniserial tylko o funduszach unijnych. Niestety, sceny, w których państwowe instytucje promują swoje produkty czy usługi, stają się pośmiewiskiem dla internautów. A tanie zazwyczaj nie są.

REKLAMA
Tamara Arciuch, jako serialowa Justyna Malec, zachwalała nowy PUE od ZUS w "Ojcu Mateuszu". Inna scena, tym razem państwowych moloch promowany jest przez Natalię Borowik. graną przez Kingę Preis. – Teraz to w tym ZUS-ie wszystko można załatwić przez komputer – mówi Preis do swojej koleżanki, z którą pod siedzibą ZUS-u sączy herbatkę.
To tylko jeden z wielu przykładów na product placement państwowych instytucji. Zamiast emitować nudne, techniczne spoty, ZUS i NBP postanowiły wykorzystać najbardziej lubiane postacie w Polsce – czyli serialowych bohaterów. Chcieli dobrze, wyszło jak zawsze, bo nie da się ukryć, że państwowy product placement budzi raczej śmiech, niż zainteresowanie.
Kilkadziesiąt tys. złotych za kilkanaście tysięcy logowań
Mimo krytyki, rzecznik ZUS-u Jacek Dziekan bronił jak lew tej akcji promocyjnej. "Faktowi" tłumaczył, że to nie reklama, a "część bezkosztowych i nisko kosztowych działań propagujących”. Dziekan podkreślał, że zakup "edukacyjnego czasu antenowego" kosztował w tym przypadku jedyne 87 tysięcy złotych.
Kwota ta, według ZUS-u, była "bardzo atrakcyjna", biorąc pod uwagę fakt, że w zamian Zakład otrzymał trzyminutową sekwencję scen z "popularnymi aktorami". Wcześniej jeszcze, za około 200 tysięcy, ZUS wykupił "reklamę" w audycji Lato z Radiem. Pytanie tylko: czy było warto wydawać pieniądze podatników na reklamowanie ZUS-owskiej Platformy Usług Elektronicznych? Według rzecznika – owszem. – Na naszej platformie elektronicznej zalogowało się w krótkim czasie kilkanaście tysięcy osób - mówił swojego czasu mediom Dziekan.
Banknoty w "Klanie"
To jednak wynik wątpliwy, biorąc pod uwagę fakt, że w ZUS-ie jesteśmy wszyscy, a reklama została sfinansowana z naszych pieniędzy. Internauci na scenach z ZUS-em nie zostawili suchej nitki – tak samo, jak na fragmencie "Klanu", w którym bohaterowie omawiają... nowe banknoty.

Rozmowa o banknotach jest wyjątkowo sucha i bez pretekstu – nie wiadomo czemu ani po co tak nagle bohaterowie zachwycają się nowymi papierkami. Z punktu widzenia widza musiała to być scena kompletnie zbędna, by nie powiedzieć – nielogiczna z punktu widzenia serialowej fabuły, razi jej "reklamowość".
Ale NBP dał sobie radę
Mimo to Maciej Budzich, autor bloga Mediafun, który jako pierwszy zwrócił swoim wpisem uwagę internautów na ten producent placement w "Klanie", ostatecznie pozytywnie ocenia kampanię NBP.
Maciej Budzich
Autor bloga MediaFun

Można oczywiście się z tego śmiać ale patrząc na grupę docelową oraz fakt, że cała informacja podana jest na spokojnie, trwa prawie 2,5 minuty to uważam, że widz więcej się z niej dowie niż z 30 sekundowych ogłoszeń emitowanych w blokach reklamowych. Nadawany od poniedziałku do piątku serial, z określoną grupą docelową i kręcony z niewielkim wyprzedzeniem jest według mnie bardzo sensownym kanałem komunikacji.


NBP za pomysł należy pochwalić tym bardziej, że czas antenowy w TVP Narodowy Bank Polski dostał... za darmo.
– Zwróciliśmy się do większości mediów w Polsce o bezpłatne udostępnienie czasu antenowego właśnie w związku z akcją informacyjną dot. modernizacji banknotów. Pozytywną odpowiedź dostaliśmy od telewizji publicznej, radio publicznego i jednej z prywatnych stacji telewizyjnych. Czas antenowy na emisję spotów w TVP dostaliśmy więc bezkosztowo – zdradza nam rzecznik NBP Przemysław Kuk. Jak wyjaśnia, TVP uznała kampanię społeczną dotyczącą banknotów za ważną z punktu widzenia interesu społecznego.
Polski bank centralny za wszystko - nie tylko czas antenowy, ale i produkcję odpowiedniej sceny - płaci w całości TVP. Ile, tego nie wiadomo, bo jak podkreślił rzecznik NBP, umowy z telewizją objęte są tajemnicą handlową. Rzecznik TVP Jacek Rakowiecki poinformował nas jednak, że Narodowy Bank Polski zawarł z telewizją umowę na promocję aż na trzy miesiące - kwiecień, maj i czerwiec. Product placement NBP-u znajdzie się w kilku serialach: "Klanie", "Baronie", "M jak miłość" i "Na dobre i na złe".
Rządowy product placement najlepszy
Również w ramach misji – informowania o wykorzystaniu unijnych funduszy w Polsce – powstał miniserial "Ławeczka w Unii", swoisty spinoff "Rancza" – serialu, który podbił serca naszych rodaków. Seria została zrealizowana w ramach projektu www.10latwUE.pl, tak samo jak słynny spot za 7 milionów złotych.

Na szczęście, dodatek do "Rancza" kosztował zdecydowanie mniej, za to przyniosło o wiele lepszy efekt. Ze spotu z "Hey Jude" wszyscy kpili, a z "Ławeczki w Unii" się śmieją – bo miniserial jest po prostu dowcipny i zabawny, utrzymany w klimacie całego serialu. Niestety, Ministerstwo Rozwoju Regionalnego i Transportu nie odpowiedziało nam na pytanie, ile kosztowała produkcja "Ławeczki" oraz czy pieniądze trafiły w całości do TVP, czy również do jakiejś firmy producenckiej - wszak ktoś ów miniserial musiał nakręcić.
Pieniądze wydane (nie)rozsądnie?
W tym drugim przypadku łączne koszty product placementu mogą już rosnąć do kilkuset tysięcy złotych. Jak zdradza nam anonimowo osoba pracująca u jednego z największych producentów takich formatów telewizyjnych, za samą produkcję trzeba zapłacić od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy złotych.
– To zależy m.in. od długości, od aktorów. Im lepsi, bardziej popularni, tym droższe będzie odegranie takiej sceny. O cenie decyduje też kwestia, którą można określić jako "zaawansowanie techniczne serialu" – wyjaśnia mój rozmówca.
Dodaje do tego, że jeśli chodzi o "zaawansowanie techniczne", to rzadko mówi się o tym w Polsce, bo wszystkie seriale tworzone są w podobny sposób, opierają się na podobnych schematach i scenografii. Jeśli więc chcemy wypromować jakiś produkt, wystarczy do całego zestawu scen, np. o pracy w restauracji, dorzucić kolejną, na kilkadziesiąt sekund – gdzie bohaterowie pochwalą dany produkt czy usługę.
ZUS i tak będą nienawidzić
Niestety, tak jak i większość polskich seriali, tak i product placement w nich nie jest zbyt lotny ani ciekawy. Akcję informacyjną o nowych banknotach na pewno można było zrobić bardziej dowcipnie, wciągająco, a nie w postaci suchej wymiany zdań między pracownikami – i to wymiany wskazującej na niezbyt rozwinięty intelekt serialowych bohaterów. O ZUS-ie nawet nie wspominają – sceny promujące nowy PUE Zakładu to po prostu wciśnięta w odcinki najzwyklejsza reklama.
Najlepiej z serialowym product placementem poradził sobie rząd – reklamując unijne fundusze za pomocą "Ławeczki w Unii". Najgorzej wypadł ZUS – którego promocja nie tylko śmieszy, ale i oburza, jeśli przypomnimy sobie, że Zakład trwoni pieniądze na marketing, podczas gdy jego deficyt wynosi ok. 30 miliardów złotych. Choć z drugiej strony warto pamiętać, że ZUS mógłby wydać nawet miliony złotych na reklamy, a i tak pewnie większość z nas by się z nich śmiała. Dla zasady, by pokazać, jak bardzo z tą instytucją nam nie po drodze, tym bardziej kiedy wydaje nasze pieniądze na tak absurdalne cele, jak promocja nowego systemu elektronicznego.