
Gdy Europa w spokoju wybiera nowych europarlamentarzystów, Ukraińcy walczą o to, by sens miały wybory prezydenckie w ich kraju. Storpedować próbują je wciąż separatyści ze wschodu Ukrainy, którzy w niedzielę postanowili uderzyć nie tylko we władze, ale i krytykującego ich najbogatszego człowieka Ukrainy, Rinata Achmetowa.
REKLAMA
Wszelkie sondaże dotyczące dzisiejszych wyborów wskazywały, że Ukraińcy tradycyjnie chętnie pójdą do urn. Wbrew wszelkim pozorom, Ukraina należy bowiem do europejskich liderów pod względem frekwencyjnym w większości wyborów. Na wschodzie kraju skutecznie wizytę w komisji wyborczej utrudniają jednak inspirowani przez Rosję separatyści.
Pomimo tego na godz. 15 czasu miejscowego frekwencja wyniosła około 40 proc. Ukraińskie organy wyborcze podawały ją na podstawie danych pozyskanych ze 116 na 225 okręgowych komisji wyborczych. W targanym najpotężniejszymi niepokojami obwodzie donieckim frekwencja w niedzielnych wyborach wyniosła dotąd jednak zaledwie około 9 proc.
Tam wybory przesłania kolejny dzień zamieszek wywoływanych przez separatystów, którzy w niedzielę postanowili wziąć na celownik najbogatszego człowieka na Ukrainie, Rinata Achmetowa. Był on nazywany do niedawna "królem Donbasu", ale ostatecznie wpływy w regionie zaczął tracić, gdy kilka opowiedział się przeciwko prorosyjskim separatystom.
Dziś inspirowani przez Rosję demonstranci zebrali się więc na jednym z głównych placów Doniecka, gdzie zaczęli wznosić okrzyki "Achmetow - wróg narodu!". Niedługo później ruszyli marszem pod rezydencję oligarchy i rozpoczęli przygotowania do próby jej szturmowania.
Aż taki gniew manipulowanego od wielu tygodni tłumu prawdopodobnie zaskoczył jednak samych autorów ostatnich wydarzeń na wschodzie Ukrainy. Ostatecznie to żołnierze separatystycznych jednostek stanęli więc w obronie Achmetowa. Prawdopodobnie dlatego, by zyskać jego przychylność i skłonić do zmiany zdania w sprawie rozbioru Ukrainy.
