Czy rodzice powinni płacić dzieciom za dobre zachowanie?
Czy rodzice powinni płacić dzieciom za dobre zachowanie? Fot. Shutterstock.com

1 na 3 matki uczestniczące w ankiecie Domu Badawczego Maison przyznaje, że wśród nagród za dobre zachowanie ich dzieci są też pieniądze. Eksperci są jednak zgodni: To droga na skróty, bo dziecko zamiast na pożądanym zachowaniu koncentruje się tylko na finansowej nagrodzie.

REKLAMA
“Pięciolatek chyba nie powinien spać z rodzicami. Zwłaszcza na łóżku, które ledwo mieściło dwie osoby:) Rozmawialiśmy z naszą pociechą. Tłumaczyliśmy wszystko. Odprowadzaliśmy na zmianę do łóżeczka. I nic” – pisze autorka bloga “Dylematy wrednej baby”. Jak postanowiła rozwiązać ten problem? Za pomocą pieniędzy.

W końcu już tak się zmęczyliśmy tą sytuacją, że… wrzucaliśmy mu do skarbonki złotówkę za każdą spędzoną samodzielnie noc. (...) I powiem Wam, że całkiem szybko nasz syn zaczął sypiać sam, a o złotówkach prędko zapomniał. CZYTAJ WIĘCEJ

Dylematywrednejbaby.blog.pl

Okazuje się, że taki właśnie “finansowy” patent na dziecko jest wśród polskich rodziców dość popularny: z badania “Polskie matki”, opisanego przez RMF FM, przeprowadzonego przez Dom Badawczy Maison wynika, że ⅓ z nich za dobre zachowanie nagradza dzieci pieniędzmi. A wśród mam 10-12-latków robi tak aż 50 proc. Czy to dobra metoda wychowawcza?
Skuteczne, ale na krótką metę
Robert z Warszawy twierdzi, że taki sposób dyscyplinowania dzieci to “porażka”: – W przedszkolu mojej córki jest dziewczynka, która za zdjęcie kurtki w szatni dostaje cukierka. To absurd – twierdzi Robert, dodając, że jego córka została tak wychowana, by nie spodziewać się nagród rzeczowych za oczywiste zachowania, których się od niej oczekuje.
– To uczenie transakcyjnego podejścia do życia i wychowywanie dziecka za pomocą niewidzialnej ręki rynku – irytuje się nasz rozmówca. Z jego opinią zgadza się też Dorota Zawadzka, psycholożka dziecięca i blogerka naTemat. – Podejście sprowadzające się do słów “bądź miła dla babci, to dostaniesz 5 zł” to droga na skróty, a dodatkowo demoralizacja – mówi Zawadzka.

Wychowując dziecko i ucząc je, że powinno sprzątać, zdobywać dobre stopnie i dobrze się zachowywać, kształtujemy jego wewnętrzne normy. Jeśli zamiast tego do określonych zachowań będziemy je namawiać tylko nagrodami, nigdy nie zrozumie, dlaczego te czynności same w sobie są ważne. Płacenie nie może zastępować rozmowy o wartościach.


Podobnego zdania jest psycholog i psychoedukator Jarek Żyliński. – Takie metody wychowawcze potrafią być doraźnie skuteczne, ale ich stosowanie powoduje, że dziecko koncentruje się na nagrodzie, a nie na samym zachowaniu. Zwłaszcza, jeśli nie rozumie jego sensu – mówi Żyliński.
Psycholog tłumaczy, że jeśli pociecha nie pojmuje, dlaczego ma postępować w dany sposób i robi to tylko dla nagrody, przestanie zachowywać się tak wówczas, gdy nagroda zniknie. I obrazuje swoją tezę barwnym przykładem ze świata dorosłych.
– Wyobraźmy sobie, że ktoś proponuje mi 20 tys. zł za to, że zrobię 20 pompek w kałuży. Zapewne zgodzę się na taki układ. Ale przecież nie oznacza to, że od tej chwili sam z siebie regularnie będę to robił. Bo niby po co? Na pewno też nie zastanowię się nad tym, po co to robiłem, bo moją uwagę zajmie nagroda – mówi Żyliński.
Kiedy płacić? I za co?
Dlatego też eksperci podkreślają, żeby jeśli tylko to możliwe, tłumaczyć dzieciom sens tego, czego się od nich oczekuje. W niektórych przypadkach bywa to jednak trudne. Co wtedy?

Jeśli na przykład dziecko nie rozumie, dlaczego ma iść do szpitala na poważną operację i nie da mu się tego przekonująco wytłumaczyć, wówczas można obiecać mu jakąś nagrodę, która odwróci jego uwagę od tego konkretnego, ciężkiego doświadczenia.


Również Dorota Zawadzka nie twierdzi, że rodzice powinni całkowicie zrezygnować ze stosowania nagród. Sztuka polega jednak na tym, by nie przekroczyć cienkiej granicy między nagrodą a przekupstwem. – Lepiej jest, gdy nagrodą staje się czas i uwaga rodziców, czyli np. wspólne wyjście do zoo, a nie przedmioty, prezenty, a zwłaszcza – pieniądze – mówi Zawadzka.
Czy to znaczy jednak, że dzieciom w ogóle nie powinno się płacić? Portal edziecko.pl przywołuje np. opinię Jespera Juula, terapeuty rodzin, który otwarcie przyznaje, “że odkąd jego syn skończył siedem lat, zwracał się do swoich rodziców z propozycją wykonania dodatkowej pracy za opłatą”. – Stało się w naszej rodzinie zwyczajem, że kiedy potrzebował dodatkowych pieniędzy, proponował nam swoją 'siłę roboczą'. Moim zdaniem to świetne rozwiązanie – twierdzi Juul.
Dorota Zawadzka zaznacza jednak, że również w takich przypadkach ważne jest wytyczenie pewnych granic. – Według mnie płacić powinno się za takie czynności, których wykonanie tak czy inaczej odpłatnie powierzylibyśmy komuś innemu: koszenie trawy, mycie auta, czyszczenie butów – twierdzi psycholożka. Jej zdaniem jednak pomoc w tych zadaniach, które na co dzień wykonują rodzice, (jak choćby zakupy) powinna pozostać właśnie tym, czym jest, czyli po prostu pomocą, a nie sposobem zarobkowania.