Edward Lucas uważa, że pokolenie "Solidarności" musi ustąpić miejsca młodszym politykom
Edward Lucas uważa, że pokolenie "Solidarności" musi ustąpić miejsca młodszym politykom fot: zrzut z ekranu YouTube.com/Frivärld Magasin

Edward Lucas jest jednym z czołowych dziennikarzy "Economista". Swoje zęby dziennikarskie zjadł na Europie Wschodniej. Od samego początku obserwował proces transformacji. Widział, jak przez lata Polska przemieniała się z sowieckiej satelity w kraj, który jest jednym z liderów nowoczesnej Europy. Dziś rozmawiamy z nim o tym, co nas czeka w przyszłości, co musimy zrobić i jaki będzie nasz kraj za 25 lat.

REKLAMA
Z Edwardem Lucasem spotykam się podczas konferencji „Poland Transformed”. Właśnie prowadził panel z udziałem m.in. Jana Krzysztofa Bieleckiego czy Henryki Bochniarz. Paneliści rozmawiali o tym, co sprawiło, że Polsce udało się osiągnąć taki sukces. Teraz pozostaje tylko pytanie, jaka czeka nas przyszłość.
Mamy za sobą 25 lat spokoju i rozwoju. Jak będą wyglądały najbliższe lata dla Polski?
Od razu powiem, że istnieje dosyć spore zagrożenie od strony Rosji. To znaczy, że mamy przed sobą wiele niebezpiecznych lat. Polska przestaje być kolejnym europejskim państwem. Na jej granicy stanie front nowej zimnej wojny. Mamy pełne prawo obawiać się nie tylko o nasze bezpieczeństwo gospodarcze i energetyczne, ale także fizyczne i ludzkie. W najbliższych latach może nas spotkać konflikt o Kraje Bałtyckie, który możemy przegrać. Oczywiście szanse na to są znikome, ale trzeba brać pod uwagę każdą opcję. Na horyzoncie widać dużą czarną chmurę, którą niewiele osób wcześniej dostrzegało.
Ostatnie 25 lat to według pana udane lata dla Polski?
Polska na razie poradziła sobie znakomicie. Wszystko to, co kiedyś hamowało wzrost gospodarczy, zaczyna stawać się przeszłością. Wygrywacie walkę z problemem jakim było „urzędnictwo” [Lucas używa polskiego słowa, które opisuje określony typ zachowania polskich urzędników], macie lepszą infrastrukturę. Wyrosło wam całe pokolenie doświadczonych przedsiębiorców, którzy zjedli zęby na nieprzyjemnym rynku.
Staliście się świetnym miejscem do inwestowania, doskonale wkomponowaliście się w Europę. Sam przyznam, że gdyby można było kupić akcje firmy „Polska”, to bym się nie zastanawiał, tylko je kupował. A jaką macie przewagę nad innymi krajami postkomunistycznymi? Kapitał ludzki. Inne kraje post-transformacyjne nie mają takiej liczby mieszkańców co wy. A to oznacza, że łatwiej wam wprowadzić pewne produkty pod ten jeden specyficzny rynek.
Z drugiej strony mamy niż demograficzny, Polska się wyludnia. To chyba będzie nasz największy problem w najbliższych latach?
Istnieją sposoby, które pomogą to poprawić. Naprawdę wiele nie trzeba. Musicie zacząć dać polskim kobietom lepszą ofertę, która spowoduje, że będą chciały rodzić dzieci. Trzeba zacząć pomagać im w pracach domowych, wprowadzić dłuższe urlopy rodzicielskie. Inne kraje pokazały, że to jest możliwe do wykonania. Wystarczy spojrzeć na Estonię. Te metody są kosztowne, ale należy je potraktować jako inwestycję na przyszłość. Jeśli to nie poskutkuje, istnieją także inne metody, które pomogą waszej demografii.
Jakie?
Zapraszajcie do siebie więcej imigrantów. Otwórzcie się na inne kraje. Powinniście przyciągnąć do siebie kochających wolność Białorusinów, Ukraińców czy Rosjan. Polska winna stać się krajem, który jest celem przyjazdu osób z całego świata. Stańcie się przystankiem końcowych dla nich, a nie punktem przesiadkowym. Jednak jeśli nadal nie wzrośnie liczba mieszkańców, nie przejmujcie się, bo zawsze może poprawić się produktywność waszych obywateli.
Rozumiem, że mówiąc o przyjmowaniu Rosjan, Białorusinów czy Ukraińców powinniśmy ich zapraszać do wyludniających się miasteczek?
Zdecydowanie. Tylko musicie stać się bardziej otwartym społeczeństwem, które będzie gotowe przyjąć imigrantów. Zdaję sobie sprawę z tego, że będą miejsca w kraju, gdzie zawsze będzie mniej osób. Jednak to wasze państwo powinno zadbać o to, abyście stali się magnesem dla wszystkich osób, które chcą ciężko pracować. Zróbcie wszystko, by obcokrajowcy z Europy, i nie tylko, chcieli tu przyjeżdżać.
Czy ma pan jakąś receptę na to, jak można to osiągnąć?
Przecież już podjęliście kroki i podążacie w odpowiednim kierunku. Stajecie się państwem otwartym zarówno dla rodzimych, jak i zagranicznych biznesmenów. Doskonałym przykładem jest mój brat. Mieszka w Krakowie, gdzie otworzył i prowadzi kilka firm. Tak więc wracając do pańskiego pytania o demografię, to ja panu od razu odpowiadam, że polski rynek jest w stanie poradzić sobie z pewnymi brakami. Receptą na to, jest dostosowanie się ludzi do rynku, a z tym nie powinniście mieć kłopotów, bo macie wiele utalentowanych osób.
Ciągłym problemem wydaje się być biurokracja i urzędnicy. Chcesz rozwinąć biznes to od razu masz problemy...
I tak są one mniejsze niż kiedyś. Rząd widzi, że macie pewne bariery, które musicie przeskoczyć, jednak nie tylko prawo może to zmienić. Problemem są nie tylko kwestie, które są na papierze, ale takie, które także tkwią w głowach urzędników. Trochę czasu minie, ale to się poprawi, a wy dalej będziecie się rozwijać.
Nie jesteśmy zbyt negatywnie nastawieni do wszystkiego?
Skądże. W wielu innych krajach też są takie osoby. Wyjedziesz zagranicę to spotkasz negatywnie nastawione osoby, które wszystko będą blokować z obaw, że zmieni się obecny status quo. Na szczęście gospodarka opiera się na osobach, które działają, a nie tych, co narzekają. Tak więc osoby negatywnie myślące nie mają żadnego wpływu na rynek. Oczywiście komunizm zostawił olbrzymie blizny na Polakach i przynajmniej pokolenie musi minąć zanim uda się całkowicie wymazać pamięć o tamtych czasach. Jednak to są blizny, a one po latach znikają.
Czyli jest szansa, że i świat polityków się zmieni? W ostatnich 25 latach widzieliśmy sporo roszad. Tak naprawdę tylko dwie partie przetrwały przez te wszystkie lata (PSL i SLD), ale i tak ich rola w życiu publicznym jest drugoplanowa.
Nie zgodziłbym się tu z panem. Od dziesięciu lat macie dosyć stabilną sytuację polityczną. Ostatnie tąpnięcia to upadki partii Leppera i Giertycha. Od tego czasu wydaje się, że sytuacja polityczna się ustabilizowała, nie doszło do większych zmian w układzie sił. Jeśli miałbym na coś zwrócić uwagę, to powiedziałbym, że Polsce brakuje centrolewicy. Jest oczywiście SLD, ale to nie jest pokaźna siła. Dziwne jest natomiast to, że w Polsce macie dwie partie, które z natury są centroprawicowe. Jeśli chodzi o politykę, to martwi mnie co innego.
Co dokładnie?
Za dużo u was starych osób na stanowiskach, ale nie tylko polityków, ale także szefów firm, instytucji publicznych. Za dużo osób po czterdziestce, które piastują ważne stanowiska i nie pozwalają młodym się rozwinąć. Dwadzieścia lat temu tym osobom wystarczyło świetnie znać angielski, mieć spory zapał do pracy i mieli świat u swoich stóp. Mogłeś zrobić wszystko. Mogłeś założyć firmę czy wejść w politykę. Było wiele możliwości. Te osoby wciąż tu są, ale dzisiejsze pokolenie nie dostaje od nich tej samej szansy, którą oni mieli.
Dlatego dla dzisiejszych dwudziestolatków Polska przestaje wydawać się otwartym krajem. To ich zmusza do szukania szansy gdzie indziej, za granicą. Tak więc czterdziestolatkowie czy pięćdziesięciolatkowie powinni powoli odchodzić, dopuścić do rynku młodszych. Trzeba świeżej krwi. Bardzo chciałbym, żeby osoby z „Solidarności” odeszły.
Na emeryturę?
Tak. Nie będę tu doradzał premierowi Tuskowi, ale gdybym był w jego skórze to zatrudniłbym do wszystkich ministerstw i urzędów rzesze młodych osób. Mianowałbym na ministrów i wiceministrów osoby po trzydziestce, które nie mają pamiętają komunizmu i znają Polskę jako normalny, wolny kraj. Oni muszą zacząć się ogrywać i zjadać zęby na scenie politycznej. To da Platformie znaczącą przewagę nad PiS-em, który wciąż wydaje się mocno tkwić w szponach pokolenia „Solidarności”.
Przecież Tusk już odmłodził swój gabinet, stawia na młodych.
To wciąż za mało. Powinien więcej. Znacznie więcej. Nie będę się powtarzał.
W biznesie ci młodzi też są blokowani?
Tu jest inny problem. Pokolenie osób, które są w moim wieku nie uczyło się przedsiębiorczości w szkołach, tylko od razu rzucono ich na głęboką wodę. Pokazali, że mają niezwykły talent i świetnie sobie poradzili w tym środowisku. Jednak powstało nowe środowisko biznesowe, które oni współtworzyli. Dobrze by było, gdyby teraz państwo zaczęło kolejne pokolenia oswajać z tym środowiskiem. Trzeba te wszystkie tajniki przedsiębiorczości pierwszych post-transformacyjnych pokoleń przekazywać dalej. Jak będą w stanie rozwijać biznesy tutaj, to nie będą emigrowali. Nie to, żebym był wrogiem migracji. Jest ona czymś dobrym, ale tylko wtedy, kiedy jest częścią procesu. Jeśli ktoś wyjeżdża, uczy się języka, zdobywa nowe kwalifikacje, a następnie powróci, to jest to dobre. Problem się tworzy, kiedy te osoby nie chcą wracać. I to jest kłopot, przed którym teraz staje wasz rząd.
Muszą zrobić wszystko, by powrócili do kraju?
Tak. Powrót do Polski jest czymś dobrym i rząd musi ich do tego przekonać. W Wielkiej Brytanii mieszka wiele osób, które są po ślubie, mają dzieci. W tej chwili zastanawiają się „co dalej”. Myślą, czy zostać tam w Anglii, czy wrócić do Polski. Rząd musi im przekazać, że Polska jest świetnym miejscem do życia, że infrastruktura się poprawia, usługi publiczne są lepsze, do tego koszty utrzymania są niższe niż zagranicą. Jeśli zacznie się o tym myśleć, to może uda się przekonać kilkaset tysięcy osób do tego, by powrotem pokazali swoje poparcie dla rządu.
Mówi pan, że mamy lepszą infrastrukturę. Tyle, że niektórzy mówią że rozwija się za wolno.
Moim zdaniem coś wreszcie puściło. Moim zdaniem to wielkie osiągnięcie Tuska, że mamy tyle dróg ekspresowych czy autostrad. Koleje też są znacznie lepsze, wystarczy pomyśleć o tym, jak przyśpieszyła się podróż z Łodzi do Warszawy. Jeśli miałbym powiedzieć o czymś, co powinniście poprawić to na pewno byłaby to nie infrastruktura, a innowacja.
Dlaczego akurat innowacja?
Jest jej za mało. Nie dba się o to, by wprowadzać nowe rozwiązania, nad którymi pracowali naukowcy. Jeśli zadbacie o to, by biznes i nauka szły ze sobą w parze, to będziecie mieli z tego same zyski.
W Polsce droga do wprowadzenia wynalazku na rynek jest za długa...
To nie tylko problem Polski. Wiele krajów ma problem z tym, by wprowadzać nowe wynalazki na rynek. Wierzę jednak, że Polska zrobi ten kolejny krok do przodu. Rozwiązaliście problem dróg, urzędnictwa, a waszymi problemami są innowacje oraz imigracja. To dla was cel na kolejnych 25 lat.
Jaka będzie ta nasza rola w tych najbliższych latach?
Już jesteście liderem i nim pozostaniecie. Polska jest w wielkiej szóstce Europy. Wyprzedziliście Hiszpanów. Jesteście na tyle dużym krajem, że możecie ich wypchnąć z rynku. Polska jest na takim etapie, że stała się kluczowym graczem na rynku unijnym. Za wami i Hiszpanami jest przepaść. To wam daje dużą moc. Mam nadzieję, ze Polak zyska wysokie stanowisko w UE. Może Tusk zostanie prezydentem lub szefem Komisji Europejskiej, a może Sikorski zostanie ministrem UE ds. zagranicznych? Moim zdaniem macie na to spore szanse.
Mamy rok 2039. Sto lat od wybuchu II Wojny Światowej. Gdzie Polska będzie?
Będziecie się zastanawiali jak minęło te 50 lat wolności, czyli najdłuższego okresu spokoju w historii waszego państwa.