Walka roku. Świat czeka na pojedynek Oberyna Martella z Gregorem Cleganem w "Grze o tron"

Internauci nie mogą się doczekać walki Oberyna Martella z Gregorem Cleganem
Internauci nie mogą się doczekać walki Oberyna Martella z Gregorem Cleganem fot: twitter.com/gameoffthrones_
To z pewnością walka roku. Nawet mecze nadchodzącego Mundialu nie cieszą się na Facebooku takim zainteresowaniem, co walka Ser Gregora Clegane'a z Oberynem Martellem. Wystarczy zajrzeć na wydarzenie stworzone specjalnie na ten pojedynek. Jest już ponad 200 tysięcy "uczestników widowiska", które będzie można obserwować w najnowszym odcinku "Gry o tron".


Gdyby „Gra o Tron” nie była fikcją, to HBO na najbliższym odcinku mogłoby zarobić krocie z transmisji walki Oberyna Martella z Gregorem Cleganem. Pomyślcie – pojedynek transmitowany za pomocą systemu pay-per-view, zyski z reklam, liczne zakłady bukmacherskie. Można by tylko liczyć i liczyć. Pozostajemy jednak w naszej rzeczywistości, co nie do końca oznacza, że nie zaciera się z światem Westeros. W końcu gdyby było inaczej, to ponad 200 tysięcy osób nie brałoby udziału w tym wydarzeniu na Facebooku. Zapraszamy was na galę w której odbędzie się tylko jedna walka. Pojedynek na śmierć i życie.



Nawet mecze nadchodzącego Mundialu czy ostatnie gale UFC nie cieszyły się takim zainteresowaniem, co walka Martella z Cleganem. Wiele osób już wie, a inne niecierpliwie czekają, by zobaczyć, czy „Czerwonej Żmii” uda się pokonać „Górę”. Dawno żaden z epizodów tego serialu nie budził takich emocji.


Stawką walki obu wojowników jest życie Tyriona Lannistera. Jeżeli ten pierwszy wygra, będzie to oznaczało, że Bogowie uważają, iż najmłodszy z Lannisterów nie zabił króla Joffreya i zostanie uniewinniony. Zwycięstwo Clegane'a wręcz przeciwnie – oznacza winę Tyriona. Do dyskusji włączył się nawet sam twórca sagi "George RR Martin".



Choć konto i wpis są fałszywe, to wpisują się w panujące w Stanach Zjednoczonych nastroje nienawiści wobec Biebera. W końcu walka będzie do ostatniej krwi, a szanse pokonania Clegane'a są nikłe...

Odsapnęliście? Schowajmy trolla do klatki. Porównajmy prawdziwych obu wojowników.

Szanse



Zdecydowanie silniejszy jest Clegane. W końcu nie na darmo przezywany jest „Górą”. Reprezentant sądu jest największym (i to dosłownie) wojownikiem w Westeros. Przy nim książę Dorne to chucherko, które wygląda jak malutki chłopiec. Punkt przewagi do Clegane'a.

Wydawałoby się, że większe umiejętności w walce ma „Góra”. W końcu Clegane jest zaprawionym w bojach wojownikiem, natomiast Oberyn głównie przesiadywał w Dorne. Z drugiej strony przezwisko „Czerwona Żmija” do czegoś zobowiązuje. Książę Dornu wielokrotnie wygrywał swoje walki za pomocą sprytu, a właściwie trucizn. Dlatego Clegan'e ma prawo bać się styczności z bronią Oberyna. Dzięki temu reprezentant Tyriona zyskuje przewagę.


Zapomnieliśmy o czymś? Podczas gdy Gregor Clegane nie ma żadnej motywacji, poza sadystyczną chęcią zabicia drugiego człowieka, to Oberyn ma powody, by zabić swojego przeciwnika. Choć reprezentuje Tyriona, Książę Dorne staje do pojedynku z powodu osobistej zemsty. Wiele lat wcześniej Clegane zgwałcił i zamordował jego siostrę Elię. Teraz Oberyn upatrzył szansę, by ją pomścić.


Widzowie na całym świecie albo się doczekali (w USA), albo nie mogą się doczekać (np. Polska). Facebook i Twitter wrą od przesytu informacji. Dla nas wszystko stanie się jasne wieczorem. Natomiast ci, którzy czytali książkę, wiedzą jaki będzie finał tej walki. Opłakany – ale nie powiemy dla kogo :)