Co jest większym problemem niż słowa europosła z partii Janusza Korwin-Mikkego?
Co jest większym problemem niż słowa europosła z partii Janusza Korwin-Mikkego? Fot. YouTube.com / KNP

“Niestety, nie biłem synów” – wyznał europoseł Kongresu Nowej Prawicy Jarosław Iwaszkiewicz dodając, że lanie “niejednej żonie(...) pomogłoby wrócić na ziemię”. Teraz twierdzi, że ironizował, ale oburzeni jego słowami nie bardzo w to wierzą. Ale w całej tej sprawie umyka najciekawsze: że z opiniami posła na temat “wychowania przez bicie” zgadza się bardzo wielu Polaków.

REKLAMA
– Bo to by ich wzmocniło. Wzmocniłoby ich charakter, potrafiliby lepiej zachowywać się w sytuacjach kryzysowych – mówił Jarosław Iwaszkiewicz, europoseł Kongresu Nowej Prawicy w rozmowie z “Gazetą Wrocławską”, tłumacząc dziennikarzowi, dlaczego żałuje, że nie bił swoich synów.
Iwaszkiewicz otwarcie mówił też o tym, że choć dzieci “nie bił”, to nie stronił od czasu do czasu od wychowawczych klapsów.
Opublikowana w sobotę rozmowa, która odbiła się w mediach głośnym echem, zawiera jednak także inną odważną tezę. Oto, co mówił Iwaszkiewicz zapytany o bicie kobiet przez ich mężów:
Jarosław Iwaszkiewicz
za "Gazetą Wrocławską"

Ludzie są tak różni, że nie można ich wrzucać do jednego worka. I jestem przekonany, że niejednej żonie taka reakcja by pomogła wrócić na ziemię. CZYTAJ WIĘCEJ


Liczne głosy potępienia sprawiły, że europoseł postanowił się ze swoich słów wytłumaczyć. W opublikowanym na Facebooku oświadczeniu przekonywał, że fragment wywiadu dotyczący bicia dzieci i kobiet “w żaden sposób nie oddawał intencji jego słów". Iwaszkiewicz dał do zrozumienia, że jego wypowiedź miała ironiczny charakter.
Jarosław Iwaszkiewicz

Jarosław Iwaszkiewicz Sarkazm i ironia, którymi się posłużyłem, miały tylko i wyłącznie uwypuklić i ośmieszyć pojawiające się w ostatnim czasie nieustające ataki i przekłamania dotyczące rzekomych wypowiedzi przedstawicieli Kongresu Nowej Prawicy, a w szczególności Prezesa Janusza Korwin-Mikke. CZYTAJ WIĘCEJ


Tłumaczenie europosła nie przekonało jednak wszystkich: nawet niektórych zwolenników KNP komentujących tę wypowiedź na fanpage’u Iwaszkiewicza. Dlatego wkrótce zapewne rozpęta się dyskusja o tym, co “naprawdę” na myśli miał europoseł. I w tym zgiełku umknąć może nam wszystkim coś bardzo ciekawego: że w gruncie rzeczy słowa Iwaszkiewicza (ironiczne czy nie) oddają poglądy naprawdę dużej grupy Polaków. I są na to twarde dowody.
"Lanie jeszcze nikomu nie zaszkodziło"
Jedno z ostatnich badań na temat bicia dzieci przeprowadził w 2013 roku TNS OBOP. Z opublikowanych w listopadzie analiz wynikało nie tylko, że 60 proc. ankietowanych akceptuje klapsy wymierzane dzieciom, ale także, że 40 proc. respondentów nie widzi nic złego w “biciu dzieci”. Dokładnie ⅓ badanych stwierdziła też, że bicie to skuteczna metoda wychowawcza.
Zbliżone badania rok wcześniej przeprowadził CBOS. Wyniki były podobne: 73 proc. odpytywanych przez ankieterów osób akceptowało stosowanie klapsów, a 1 na 3 ankietowanych zgadzał się z opinią, że "lanie jeszcze nikomu nie zaszkodziło".
Jednocześnie Polacy są znacznie mniej tolerancyjni wobec stosowania “wychowawczej” przemocy wobec kobiet. Niemniej wyniki badania TNS OBOP z 2010 pokazują np., że 14 proc. mężczyzn zgodziło się ze stwierdzeniem “Jeśli mężowi zdarzy się uderzyć żonę, to jeszcze nie jest to przemoc”.
Prawdziwy problem...
Jak czytać te wyniki? Wydaje się, że niestety nie odzwierciedlają one do końca prawdziwej skali akceptacji dla domowej przemocy: to, co jedni nazwą dyktatem politycznej poprawności, a drudzy powolną poprawą języka publicznej debaty, sprawia, że respondenci mogą dostosowywać swoje odpowiedzi do tego, “co wypada odpowiedzieć”. A przecież eksperci od lat powtarzają, że "bicie dzieci zawsze jest przemocą".
Justyna Kowal
psycholog dziecięcy

Przemoc jest zawsze wtedy, kiedy wykorzystuje się swoją uprzywilejowaną pozycję wobec osoby słabszej. Bicie dzieci, nawet przysłowiowy klaps, jest więc przemocą, w dodatku wynikającą z bezsilności. Czytaj więcej


W efekcie, przyzwolenie na “klapsy” czy okazjonalne uderzenie żony (“bije to kocha”), może być w naszym społeczeństwie nawet wyższe, niż pokazują dane. I właśnie to, a nie historia bulwersującej (albo w słabym stylu ironicznej) wypowiedzi Jarosława Iwaszkiewicza, to coś naprawdę smutnego...