W turystycznych miastach kuriozalne interwencje latem to norma. Tu zatrzymanie nagiego mężczyzny, który w centrum Krakowa... czytał Biblię.
W turystycznych miastach kuriozalne interwencje latem to norma. Tu zatrzymanie nagiego mężczyzny, który w centrum Krakowa... czytał Biblię. Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta

Zbliża się lato, zbliża się okres totalnego rozprężenia. A z nim luźniejsze stają się nie tylko obyczaje, ale i traci się... resztki rozumu. Dla policjantów, strażników miejskich i ratowników pogotowia to więc także sezon najbardziej wytężonej pracy. Odpłacający się zwykle jednak sporą dawką niezapomnianych, kuriozalnych historii, z którymi kilku funkcjonariuszy i ratowników z największych miast turystycznych w Polsce postanowiło podzielić się z naTemat.

REKLAMA
- Latem wszyscy tracą rozum. Od "gówniarzerii" z typowo patologicznych dzielnic, po elity - stwierdza Karol, funkcjonariusz prewencji z Trójmiasta. I podkreśla, że wakacje to zazwyczaj więcej roboty w sprawach z narkotykowym tłem. Raczej nie udaje się rozbijać całych gangów. Po prostu na zażywaniu najróżniejszej chemii więcej osób wpada na ulicy. Szczególnie takich, dla których wypad na festiwal typu Open'er, czy intensywny weekend w Sopocie, to pierwsze doświadczenia z mocnymi używkami.
"Darek, wp...dalaj!"
- Na posiadaniu przyłapuje się w wakacje raczej nie młodzież, która jest przejazdem w drodze na półwysep, a panie i panów z banków, prawników. Parę lat temu na chodniku przed popularnym klubem znaleźliśmy nawet pijanego do nieprzytomności sędziego z niespożytą do końca porcją kokainy w ręku. On miał akurat szczęście, ale przeciętny Kowalski przez taką przygodą mógłby sobie o parę dni wydłużyć wakacyjny weekend nad morzem - ironizuje policjant.
I wspomina, jak podczas ubiegłorocznego Open'era jego patrol postanowił sprawdzić grupkę popalających na ulicy coś o znajomym dla funkcjonariuszy zapachu. Na widok nadchodzących policjantów wpadli w popłoch i szybko zrozumieli, że nie mają drogi ucieczki. - Wtedy kilku krzyknęło do jednego z tęższych kolegów "Darek, wp...dalaj!". Po czym on połknął cały ich zapas marihuany - wspomina Karol.
Na inny typowy "wakacyjny klimat", z którym funkcjonariuszom kojarzy się każdy nadchodzący sezon, wskazuje Grzegorz. - Dla mnie lato zawsze kojarzy się z seksem - mówi ze śmiechem policjant. - Seksem absolutnie wszędzie. Generalnie na nudnych patrolach czasami jeździ się w typowe miejscówki na szybki numerek w aucie, by trochę poprzeszkadzać kochankom. W wakacje zgłoszeń i interwencji, których konieczność zauważamy sami, jest na pęczki - stwierdza.
Ze zmysłami nie wygrasz...
Gdy mój rozmówca służył jeszcze w Gdańsku, najwięcej nie mogących powstrzymać żądzy kochanków znajdowało się zawsze w okolicach kilku popularnych klubów w pobliżu Teatru Wybrzeże. - Nie jestem pruderyjny, sam lubię romantyczne chwile z moją dziewczyną gdzieś nocą na plaży. Nie potrafię jednak zrozumieć, jak ludzie potrafią kochać się praktycznie rozebrani jak w sypialni na środku miasta - stwierdza.
On również ostatnią z najbardziej kuriozalnych sytuacji wspomina ucieczkę przed policjantami pewnej parki używającej sobie pod ścianą jednego z gdańskich kościołów. Oni na widok policjantów wcale nie zaczęli uciekać... - Niczym nieskrępowany pan nawet nie przerwał tego, co robił, a pani zaproponowała, by ustawić się w kolejce. Patologia? Na komisariacie szybko zjawił się po nią jeden z bardziej wziętych prawników w mieście. Jak się okazało, kolega z kancelarii - wspomina.
Od czasu, gdy wstąpiliśmy do Unii Europejskiej, otworzyliśmy granice i staliśmy się popularnym punktem wakacyjnych wycieczek, najwięcej tego typu wakacyjnej pracy mają jednak służby z Krakowa. Stereotypowo, to ulubione miejsce na alkoholowe wakacje Brytyjczyków czy Irlandczyków. Magda, młoda ratowniczka z krakowskiego pogotowia, zdradza mi jednak, że nie tylko oni mają - dosłownie - nieskomponowaną fantazję.
Gorąca głowa, oparzone...
- Przez ostatnie parę lat Kraków stał się popularny latem na weekendy także dla młodych Austriaków. Chyba są jakieś fajne oferty bardzo tanich dla nich lotów i wpadają tu się wyszaleć przez piątek i sobotę, a potem wrócić na ciężkim kacu w niedzielę. Ostatni rodak Straussa, któremu pomagałam został jednak w bonusie na ponad tydzień i prawie w tej promocji zwiedził jeszcze Siemianowice Śląskie - mówi Magda.
Tak wspomina akcję ratunkową, która była potrzebna dwudziestolatkowi z Wiednia, który po ciężkim dniu pielgrzymowania po kolejnych pubach i klubach założył się ze swoimi kolegami, że przebiegnie nagi spod Bramy Floriańskiej aż pod Wawel. - Szło mu bardzo dobrze do momentu, gdy na rynku poślizgnął się i upadł na jeden z ogródków i niefortunnie przyrodzeniem uderzył w takie ozdobne pochodnie. Efekt: oparzenia penisa, jąder, łona i biodra. Czyli ból, blizny i co najmniej kilka miesięcy życia w celibacie - wspomina moja rozmówczyni.
I podobnie, jak pozostali pracownicy służb dbających o nasze bezpieczeństwo, nawet wówczas, gdy my robimy wszystko, by znaleźć się w niebezpieczeństwie, przypomina, że nadchodzący okres wakacji powinien być rozstaniem tylko z pracą i problemami. Nie z rozumem i zdrowym rozsądkiem.