
W kluczowym meczu z Bayernem zdobył jedyną bramkę spotkania. Do tego piętą, popisując się genialnym refleksem. Jego Borussia, po kolejnej wygranej, tym razem z Schalke, jest już o mały kroczek od zapewnienia sobie drugiego z rzędu tytułu mistrza Niemiec. Dlatego nie dziwne, że Robert Lewandowski w miniony weekend był gościem magazynu ligowego na antenie ZDF. Jak wypadł? Bardzo pozytywnie. Choć część internautów, co dla naszego kraju typowe, śmieje się z błędów gramatycznych jakie popełniał.
Nie ważne jak gada czy poprawnie czy niepoprawnie. Czasem nawet Polacy niepoprawnie mówią w swoim ojczystym języku. Nawet ja bym chciał tak gadać jak On przynajmniej by się porozumiał.
Ale, jak to w takich przypadkach bywa, od razu odezwali się prześmiewcy. Ktoś pisze w komentarzu, że Lewandowski mówi w stylu "Kali was zjeść". Ktoś dodaje tłumaczenie fragmentu jego słów: "Ja jeszcze, już byłem mistrzem Niemiec". Co z tego, że w Borussii gra niecałe dwa lata. Przecież robi błędy, kompromituje nasz kraj - taką opinię wyraża część internautów.
Lewandowski po dwóch latach, Błaszczykowski po jeszcze dłuższym czasie. Oni mieli czas by nauczyć się nowego, niezbędnego dla nich języka. Ale Artur Boruc? On zmienił Celtic Glasgow na Fiorentinę i już niecały rok po przejściu do nowego zespołu na konferencji prasowej mówił po włosku. I wcale nie były to komunikaty w stylu: "Mój nowy klub jest dobry", "Chcemy wygrywać" czy "Florencja to piękne miasto". - W angielskiej piłce jest więcej serca a we włoskiej pasji - odpowiedział, zapytany o różnice między Celtikiem i Fiorentiną.
Ale nie zawsze jest tak różowo. Przykład pierwszy z brzegu to Ireneusz Jeleń - piłkarz, napastnik reprezentacji. Człowiek, który we Francji gra już od kilku dobrych lat, a wciąż ma problemy ze swobodnym porozumiewaniem się z kolegami. Mówi się, że między innymi przez to jego gra jest gorsza niż mogłaby być.

