Dwa pałace, 450 mln majątku i lewicowe ideały. Były sekretarz PZPR, a dziś biznesmen chce naprawiać świat

Ostatni sekretarz PZPR we Włocławku, dziś jeden z najbogatszych Polaków
Ostatni sekretarz PZPR we Włocławku, dziś jeden z najbogatszych Polaków fot. Powiatwloclawski.pl
– Większość rzeczy schrzaniliście. Już nawet w PRL młodzi ludzie mieli lepsze szkoły i szansę na karierę niż teraz – tak Krzysztof Grządziel, jeden z najbogatszych Polaków, radny SLD, wygarnia kolegom politykom.


– Już chyba rzucę tę politykę. Gdyby takich jak ja było w Sejmie ze 30, to coś jeszcze byśmy zdziałali. A tak zakrzyczą, zablokują. Normalny człowiek nie pokona tego obskurantyzmu – mówi Krzysztof Grządziel, biznesmen i jeden z bohaterów rankingów najbogatszych Polaków. Podczas eurowyborów w samym Włocławku zdobył najwięcej głosów, ale Janusz Zemke z SLD i Tadeusz Zwiefka z PO pokonali go w terenowych lokalach wyborczych obwodu.

Grządziel ironizuje: – Jak politycy mają urządzić ten kraj, skoro niczego sami nie stworzyli. Nie tylko własnymi rękami, ale nawet łopatą nie trącili porządnej roboty. Nie zadłużyli się, nie zaryzykowali, nie prowadzili firmy – mówi w rozmowie z naTemat biznesmen.

Akurat on może tak przedstawiać sprawy. Założona przez Grządziela w 1991 roku firma DGS to jeden z największych na świecie producentów zakrętek do butelek i słoików typu twist-off. Pracuje dla światowych koncernów alkoholowych i spożywczych. Sam biznesmen dorobił się majątku szacowanego przez magazyn "Forbes" na 455 mln zł.


Co jeszcze ciekawsze, od 1976 roku jest w polityce. Jeśli za taką liczyć też lata, w których należał do Związku Młodzieży Socjalistycznej oraz ZSMP. Czerwiec 1989 roku zastał go na stanowisku I sekretarza komitetu miejskiego PZPR. Do dziś jest radnym miejskim SLD. Uważa, że po 25 latach transformacji politycy schrzanili wiele rzeczy w kraju.


– Nie dzielę kraju na "przed" i "po" wyborach. Już nawet w PRL młodzi ludzie mieli lepsze szkoły i szansę na karierę niż teraz. Kiedyś człowiek kończył technikum, miał fach, dostawał pracę w porządnej dużej firmie i był gość. Dziś absolwenci studiów humanistycznych nie są w stanie podjąć się prostego zajęcia. Gdzie taki zajdzie?

– To mówi pan człowiek z pierwszej setki najbogatszych Polaków? – pytam.

– Ja powinienem być pod koniec piątej setki, a przede mną masa ludzi w średnim wieku. Gdzie oni są? Dokąd wyemigrowali, dlaczego nie mieli szansy się dorobić? – mówi biznesmen. I sam sobie odpowiada: – Za mało budowaliśmy infrastruktury, zdegradowane szkolnictwo, studia dla każdego, czyli nikogo – wylicza jednym tchem.

Życie, żytnia i biznes
A jak wyglądała kariera Krzysztofa Grządziela? Jego biznes narodził się przy flaszce wódki Żytniej wypitej na imieninach brata, Romana. Handlował on z Polmosami drutem plombowym. Zwierzył się z kłopotów, że łódzki Polmos kupi najwyżej 10, może 30 kg drutu. – Rób pan zakrętki, to chętnie kupię – sugerował mu prezes fabryki wódek.

Grządziel: – Sięgnąłem po butelkę Żytniej, odkręciłem, spojrzałem z ciekawością i już wiedziałem co będę robił w życiu – opowiada. Z oszczędności i kredytów kupił zagraniczne maszyny do tłoczenia zakrętek. Wkrótce zaczął ich sprzedawać miliony.

– Zapieprz był ogromny. Gdyby po pierwszych dwóch latach ktoś przyszedł i powiedział: Panie Grządziel zwalniam pana z zobowiązań i należności, to chyba bym poszedł – opowiada przedsiębiorca. Podkreśla, że w pierwszych 12 latach pracy suma jego urlopów wyniosła 14 dni.


Pytany kiedy zarobił pierwszy milion, odpowiada: – Nie pamiętam. Chyba jak pękł pierwszy miliard nakrętek. Do biura wpadł ktoś z kierowników zakładu i krzyczał z tego powodu. Na 2 mld zrobili już dyplom, potem było 5 mld i dalej poszło. Dziś robimy 2,5 mld zakrętek rocznie nikt nie robi specjalnej fety.

10 lat temu większościowy pakiet udziałów kupił fundusz Enterprise Investors. Potem odsprzedał Włochom z Guarana Closures. Grządziel jest prezesem spółki i ma 30 proc. biznesu. Nakrętki firmy z Włocławka można znaleźć na butelkach wódek Bolsa czy Smirnoffa.

Pieniądze szczęścia nie dają
Pytany o luksusy wzdraga się: – Wydaję na życie tyle samo, co w PRL. Miałem jeden samochód, teraz też. No może lepszej klasy, bo audi A8, wygodne, ale siedmioletnie. – Garniturów, butów i krawatów mam tyle samo co kiedyś. No i dom lepszy – wylicza.

Tak naprawdę to dwa pałace, podsumowuje lokalna prasa. Jeden rezydencja, drugi tzw. Pałac Bursztynowy to luksusowe centrum hotelowe. Inna sprawa, że rodzina Grządzieli to tacy Kardashianowie tyle, że w lokalnej skali. Gazety emocjonują się ploteczkami z życia najbogatszych mieszkańców regionu. – Zgolił pan wąsy, zmienił fryzurę. Po rozwodzie jest pan najlepszym kawalerem z odzysku w całym województwie – pytała w wywiadzie dziennikarka.


W marcu Marta Grządziel, była żona syna biznesmena wystąpiła w show TVN Bitwa o dom. Ze łzami w oczach zwierzała się, że przed rozwodem żyła w pałacu i w z złotej klatce, pieniądze nie dały jej szczęścia, a dopiero przy nowym partnerze odnalazła spokój i bezpieczeństwo.

Przekonywała, że potrzebuje 58-metrowego mieszkania w Białołęce - główna nagroda show TVN - chce przenieść się z wynajmowanego mieszkania w Gdańsku i "rozpocząć nowe życie".

Widzowie z Włocławka mieli używanie. Jak napisał portal DD Włocławek, Grządziel otrzymuje 12 tys. zł alimentów miesięcznie, nie musi "walczyć" o mieszkanie. Rozgorzała też dyskusja, czy wypadało jej kreować się na "napaloną 30.", zamiatać tyłkiem i opowiadać o makijażu na porodówce. "Wiem jak było w jej małżeństwie. Pani Marta nie pracowała, nie zajmowałą się domem bo miała służącą, cały czas tylko kawka, herbatka i koleżanki w kawiarniach, w restauracjach. Nie należy do osób które dałyby się zamknąć w złotej klatce i podporządkować” – wypalił ktoś w komentarzach pod tekstem.

Dobrodziej
Przed laty tygodnik "Wprost" napisał, że Grządziel to jedyny działacz SLD, który lewicowe ideały realizuje za własne pieniądze. Na pomoc biednym biznesmen co roku wydaje milion złotych. Niewiele więcej wynosi roczna jego pensja jako prezesa DSG - 1,2 mln zł. Dochód z działalności Pałacu Bursztynowego zasila konta fundacji „Samotna mama” – założonej przez biznesmena.

Grządziel: –Wiem, że pieniądze nie zastąpią utraconego partnera w związku, spełnienia w pracy nie wyleczą automatycznie z choroby. Uważam, że zamożni Polacy, mają obowiązki wobec tych słabszych. Nasze bezwzględne państwo nie jest w stanie się o nich zatroszczyć. Gdybyśmy więcej sobie pomagali, to żyłoby nam się lepiej – filozofuje.

Jednym z ostatnich pomysłów biznesmena jest zatrudnienie bezrobotnych do budowy mieszkań. Według jego szacunków miałoby to zmniejszyć bezrobocie w całym kraju o 12 procent i przyniosłoby profity gospodarce. „Stary komuch” komentuje ktoś pod tekstem. A kilka linijek dalej. „Grządziel na prezydenta” – i 27 lajków.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Przez dwa miesiące byłam streamerką gier. Oto, czego się nauczyłam
JANDA 0 0Kremy z kolagenem: nie bierz pierwszego lepszego. To skomplikowany składnik
dadHERO 0 0Prawie półtora miliona złotych na polską planszówkę. Skąd ten sukces gry "Beyond Humanity:Colonies"?
0 0Polskiej szkole przydaliby się tacy nauczyciele. "Stowarzyszenie Umarłych Poetów" w teatrze
WYWIAD 0 0Dlaczego faceci nie chcą seksu. Seksuolożka wylicza powody i radzi, jak to zmienić
0 0Słynna fabryka ogłasza zwolnienia grupowe. Miśnieńska porcelana walczy o przetrwanie